Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suminor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suminor. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 maja 2015

RECENZJA #77: Ksin. Drapieżca - Konrad T. Lewandowski


Kolejny, drugi już tom Sagi o kotołaku. I siedemdziesiąta siódma recenzja na moim blogu. Jak to się dawniej prawiło: staruch dwie kosy minął, to się będzie długo w zdrowiu trzymał. Mam nadzieję, że ta zasada tyczy się również blogów. I ich autorów.
Cóż można nowego powiedzieć o Ksinie. Drapieżcy, czego nie zawierała recenzja Ksina. Początku (kliknij, żeby przeczytać)? Nadal mamy świetny patent z dwoma równolegle prowadzonymi wątkami, które później splatają się w całość, co niezmiennie dobrze wpływa na dynamikę lektury i apetyt na finał. Mam wrażenie, że w tej części więcej mamy dworskich problemów i intryg, niż opowieści ze szlaku, czemu również należy radośnie przyklasnąć. W końcu Ksin to teraz Dowódca królewskiej gwardii w randze tysiącznika! [SPOILER] Przydarzy mu się również dowodzić całym legionem, choć opisy batalistycznych starć nie są najmocniejszą stroną Pana Lewandowskiego. Podobnie jak dość gęsto poutykane w suknie fabuły sceny miłosne, ale nie można mieć wszystkiego. [KONIEC SPOILERA].
Reszta po staremu - niedostępna i hardkorowa magia, w której czytelnikowi na tym etapie zanurzenia w uniwersum pozostaje niewielkie pole do spekulacji i przewidywania. Miejscami drętwe dialogi lub (o zgrozo!) nienaturalne miejsca wprowadzenia istotnych szczegółów. [SPOILER] Mowa tu o pierwszej rozmowie Rodmina z Ksinem na temat zmarłej królowej matki, gdzie detali dowiadujemy się z ironicznej uwagi maga (dla dociekliwych: strona 210). Od czego do cholery jest trzecioosobowy narrator!? [KONIEC SPOILERA]
Na uwagę zasługują naprawdę syte dodatki (Opis świata Międzykontynentu i Królestwa Suminoru) robiące lepszą robotę niż Bestiariusz, do którego trzeba było włączyć ustępy pt.: Wpływ mocy Onego i Zabezpieczenie zwłok przed Przemianą, co lepiej usystematyzowałoby wiedzę nieco zagubionego w pierwszej książce odbiorcy. Wróćmy jednak do teraźniejszości - w dwóch obszernych dodatkach miejscami jest infantylnie-gawędziarsko lub nieudanie-encyklopedycznie, ale świat wydaje się dogłębnie przemyślany. Szczególnie ładnie rozkminieni są Strażnicy Prawa i Zakon Łagodzicieli Waśni. Miejmy nadzieję, że te organizacje nie będą "martwe" i odegrają jakąś konkretną rolę w świecie powieści.
Pozwólcie, że zacytuję Wam króciutki fragmencik podrozdziału Kalendarz, bo tu również jest nadzwyczaj ciekawie: [...] Ujednolicone są tylko nazwy jedenastu miesięcy, z których składa się rok: Żurawi, Żab, Koni, Soków, Westchnień, Pszczół, Łanów, Wesel, Orzechów, Pożegnań i Czekania. Każdy miesiąc ma 33 dni, z wyjątkiem miesiąca Czekania, który liczy od 31 do 36 dni, a jego długość jest ustalana corocznie i ogłaszana w świątyniach w połowie miesiąca Pożegnań (str. 449-450). Nieźle to wszystko obmyślane, a przebłyski zdarzają się dużo częściej.
Ciekawe co dalej z Irian. Rośnie nam taka druga Ciri... Zacieram łapki myśląc o dalszych perypetiach Różanookiej i Ksina. Co by nie mówić, sagę pożera się niebywale gładko. W kilka dni. I to raczej bliżej dwóch niż pięciu!
Dane techniczne:
Autor: Konrad T. Lewandowski
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-10-12540-8
Cena detaliczna: 39,90 złotych
PS: Wiecie co mi przyszło do łba? Szalony pomysł! CD Projekt RED mogłoby wziąć na warsztat Ksina i stworzyć nową serię klimatycznych, słowiańskich RPGów. A może crossover światów? Wiecie, że niby Koniunkcja Sfer połączyła uniwersa Międzykontynentu i... Kontynentu? Jak się nad tym głębiej zastanowić... Tylko później pamiętajcie kto pierwszy na to wpadł! ;)
Dzisiaj mówią o nas więcej, znają nasze ksywy,
na serduchu trochę cieplej, rośnie wskaźnik siły!
                               ~Planet ANM, Universum

środa, 3 grudnia 2014

RECENZJA #48: Ksin. Początek - Konrad T. Lewandowski


Wstyd się przyznać, ale zaledwie kilka dni temu dowiedziałem się o istnieniu Królestwa Suminoru, Zbójeckich Kniei czy Puszczy Upiorów. Niewiele mówiły mi terminy takie jak: zmysł Obecności, Przemiana Onego i Stara Magia. Mogłem jedynie domyślać się różnic między porońcem, wyrodźcem a martwiakiem. No i kim do cholery jest ten cały kotołak?

Jakże potrzebne jest poszerzanie świadomości młodszego audytorium! Z pewnością relatywnie niewielu czytelników cofa się bowiem do chlubnej, acz odrobinę zapomnianej, peerelowskiej przeszłości polskiej fantastyki. Jak dowiadujemy się z tylniej okładki: [Ksin. Początek - przyp. autora] łączy nieznaną wcześniej historię pochodzenia Ksina i mikropowieść Przybysz, czyli najstarszy, teraz rozszerzony, tekst o kotołaku. Wydawnictwo Nasza Księgarnia daje nam zatem świetny pretekst do poznania jednej z najbardziej znanych serii fantasy w polskiej literaturze w dopieszczonej i rozbudowanej formie.

Powiem szczerze, że do zainteresowania książką przyczyniła się schludna, intrygująca okładka opatrzona lakierem wybiórczym, przywołująca skojarzenia z najsławniejszym ostatnimi czasy pogromcą potworów - Wiedźminem (białe włosy, fantazyjny miecz, skórzany pas mogący pełnić funkcję schowka na eliksiry). Jedynym elementem, który przypomina Ksina znanego z kart powieści jest koci chód, znajdujący swój wyraz w charakterystycznym ułożeniu stóp bohatera. Szara skóra, bezbarwna czupryna i ludzkie paznokcie nijak nie przystają do świata przedstawionego.

Do rzeczy jednak, co mi się w pozycji podobało? Rozbudowane, brutalne uniwersum jest nakreślone zręcznie i pieczołowicie. Mamy gubienie wianków, flaki i soki trawienne, a także religijny fanatyzm. Chory, spaczony padół łez! To co zasługuje na szczególną uwagę, to bardzo racjonalny system magii (choć momentami przydałoby się większe odsłonięcie tajników sztuki) i szarości świata, objawiające się na przykład w symbiotycznych wampirach czy pożytecznych ghulach (swoją drogą świetne autorskie spojrzenie na tego typu monstra). Początkowo zdaje się, że mamy do czynienia z dwoma odrębnymi opowiadaniami, które nie mają ze sobą związku, ale na końcu okazuje się, że... cśśś! Mi dość szybko udało się pokojarzyć fakty, szczególnie że bystry czytelnik odnajdzie wskazówkę już w kilkuzdaniowym streszczeniu na tyle okładki. Tak czy owak, zabieg przeplatanki sprawdził się znakomicie, podobnie jak zaskakujące wprowadzanie nowych bohaterów (mowa tu m.in. o Hamniszu) i obfite historyczne dygresje dotyczące np. gospodarki bagiennych krain.

Minusy? Miejscami przegadane i drętwe dialogi, które na siłę starają się wyjaśnić bariery prostszych rozwiązań (dywagacje Hamnisza z Muskarem to świetny przykład; może warto jednak zostawić parę niedomówień, licząc na intelekt i przychylność odbiorcy?) lub miejscami drażniące niedostosowanie języka i zachowania do sytuacji (król Redren i jego spontaniczny, plebejski sposób bycia). Bestiariusz dodany na końcu książki zraził mnie niekonsekwencją w opisie pająkołaka w stosunku do fabuły, a także złączeniem wampirów i ghuli w jedno hasło. Szkoda, że autor nie podszedł do zagadnienia bardziej encyklopedycznie lub nie pokusił się o dalej posuniętą archaizację tekstu. Od biedy można by się również przyczepić do kiepskich tytułów rozdziałów (Pojedynek, Imię, Dziewczyna, Negocjacje... seriously?), ale byłoby to zbytnim czepialstwem.

Podsumowując: zdecydowanie polecam pozycję, która trzyma w napięciu do samego końca, a historia jest prowadzona dojrzale, przemyślanie i spójnie (przynajmniej do momentu incydentu ze świątynią zapomnianego boga Ara). Jestem miło zaskoczony faktem, iż poznałem nowego, ciekawego odmieńca, który wymyka się stereotypom i staje się szlachetnym obrońcą uciśnionych. Krzepiące jest również to, iż nieznacznie zmniejszyłem poziom swojej czytelniczej ignorancji. Jeśli lubicie luźny styl Jacka Piekary z pewnością pióro Konrada Tomasza Lewandowskiego przypadnie Wam do gustu. Zresztą samo nazwisko musicie kojarzyć, ale uprzedzając kolejne zapytanie - nie, to nie ten, co strzelił 4 bramki Realowi w Lidze Mistrzów. To ten od Nagrody Zajdla z 1995!

Podobał Ci się wpis? Obserwuj najnowsze posty na Kultura & Fetysze lub sprawdź inne recenzje książek!