Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siatkówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą siatkówka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 stycznia 2015

RECENZJA #59: Zarobić milion, idąc pod prąd - Jakub B. Bączek


Książkę Jakuba B. Bączka czytałem już jakiś czas temu, na fali Mistrzostwa Świata w siatkówce, zdobytego pod wodzą francuskiego szkoleniowca, laureata nagrody Trener Roku 2014 na zeszłotygodniowej gali Przeglądu Sportowego. Dlaczego o tym mówię? Bo oprócz Stéphana Antigi, jego asystentów i sztabu fizjoterapeutów, na turnieju w polskich halach, tuż przy kadrowiczach, obecny był również człowiek odpowiedzialny za przygotowanie mentalne naszych Orłów (pardon za okruch banalnego nacjonalizmu), autor prezentowanego tutaj, dwustustronicowego podręcznika motywacyjnego.

Właściwie, czy można powiedzieć, że to klasyczny pogadanka o rozwoju osobistym? Oczywiście mamy pewne spostrzeżenia odnośnie życiowej równowagi, inspiracji buddyzmem, działalności charytatywnej czy sinusoidy doświadczeń, ale wszystko napisane niestety raczej prymitywnie i efekciarsko, bez pogłębionej refleksji. To absolutne podstawy dla przyszłych, szemranych przedsiębiorców. Mydliny oczu!

Z okładki atakuje nas slogan, że w książce mamy do czynienia z niezwykłą bezpośredniością autora i odniesieniem do polskich realiów. Cóż, w pewnym sensie oba punkty są prawdziwe, pozycję czyta się jak bloga, a i mamy kilkadziesiąt odniesień do lokalnego kontekstu instytucjonalnego, głównie narzekanie na polską papierologię. Wszystko sprowadza się jednak do czczych rad typu: dąż do bycia rentierem, generuj pasywne dochody, zacznij od garażu lub podnajmu części mieszkania, reklamuj produkt, zanim zaczniesz go produkować.

Oczywiście nie oczekiwałem od książki żadnych przełomów w życiu, zresztą sam autor zaznacza, że jeśli czytelnik wyniesie choćby 10% z lektury i pogimnastykuje ciut swoje szare komórki, to już będzie sukces. Cóż, starałem się wykonywać wszystkie ćwiczenia z książki, przynajmniej w myślach (choć przyznaję, że pod koniec olałem sprawę) i część z nich rzeczywiście może przydać się bardzo nieogarniętym życiowo płotkom biznesu. Absolwenci uczelni wyższych, a pewnikiem i spore grono pozostałych odbiorców, nie łyknie tej paplaniny. Będzie to dla nich życzliwa, luźna gawęda, acz pusta i pozbawiona większych wartości poznawczych.

Niewątpliwie ciekawym zabiegiem jest umieszczenie w książce także tzw. achivementów, czyli specjalnych zadań, których rozwiązania możemy przesłać na podane adresy mailowe, ażeby otrzymać automatyczną wiadomość zwrotną, która rzekomo poszerzy niektóre wątki. Nie sprawdzałem, jeśli to zrobię, to na pewno zaktualizuję niniejszą recenzję i podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Nagrodą za zrealizowanie wszystkich 12 wyzwań jest mail bezpośrednio do Bączka. Przy odrobinie determinacji możesz mu zatem przedstawić jakiś pomysł na milion prawie osobiście, chyba że to ściema (z tego co pamiętam autor dosadnie informował, że nie lubi marnować życia i często używa folderu kosz).

Niestety, w książce naliczyłem kilkanaście literówek i błędów w odmianie. Wydawnictwo STAGEMENT najwyraźniej niezbyt poważnie podeszło do sprawy. Podobnie jest z oprawą graficzną, nie ma tu mowy o jakichkolwiek skojarzeniach z profesjonalizmem (rozmazane, źle oświetlone zdjęcia, sztucznie wklejone tło itd.). Nie przeszkodziło to jednak Jakubowi B. Bączkowi zagościć na liście bestsellerów Empiku. Przyjęty model biznesowi sprawdził się zatem znakomicie. I chyba taką mniej więcej filozofię wyznaje autor: nie narobić się, próbując jednocześnie zrobić maksymalnie dużo rzeczy samodzielnie, bez kosztownego wsparcia innych. Ale czy każdemu się to podoba i może się udać? Szczerze wątpię, choć Bączek trzeźwo podkreśla - każdy ma swoje definicje sukcesu i unikalną charakterystykę.

Były wieczory, kiedy Zarobić milion idąc pod prąd. Wolność finansowa w czterech krokach czytało mi się szybko, lekko i przyjemnie, w towarzystwie wybornego Portera Bałtyckiego marki Grand. Znacznie częściej drażniła mnie jednak prostota języka i zbytnia zdroworozsądkowość wywodów. Jeśli myślisz, że poradniki mogą odmienić Twoje życie, to... myśl dalej, przemysł wydawniczy zaciera chciwe rączki! Ani nie polecam, ani polecam, przeczytałem jako ciekawostkę. Zdecydowanie nie trzeba, a jeśli już, to dla wątków biograficznych i uroczej, uzasadnionej pewności siebie niedzielnego pisarza, a nie jego wyświechtanych rad.

Ale sama wolność finansowa przed czterdziestką? Kto by nie chciał!

Dane techniczne:
Autor: Jakub B. Bączek
Oprawa: miękka, nabłyszczana
Liczba stron: 200
ISBN: 978-83-937164-3-2
Cena detaliczna: 29 złotych

Wita wolne pokolenie skażone masą uzależnień,
Ciasne kajdanki nie dają żyć niezależnie!
                                               ~Ganz Egal, Ponad to


EDIT: Oto nowa okładka Zarobić milion, idąc pod prąd. Zostałem poproszony o jej aktualizację przez Jakuba B. Bączka! Nie można przejść obojętnie koło tak uprzejmej prośby i (w sumie) nobilitacji, a więc czynię jej zadość. Oto nowy, dużo lepszy front i back!

poniedziałek, 22 września 2014

REFLEKSJA #13: Siatkarski Janusz

Ale jak to niezaliczony punkt?
#zwycięstwo_wymyka_się_z_rąk!

Jestem siatkarskim Januszem (choć znalazłbyś kilka historycznych wycinków w moim archiwalnym, sportowym segregatorze), ale niesamowicie cieszy mnie sukces i potencjał młodych polskich zawodników. Przecież to niepojęte, jak głęboką kadrą dysponujemy. Kto jeszcze kilka miesięcy temu na poważnie myślał o Mateuszu Mika? Kto podejrzewał, że solidny trzon reprezentacji będą stanowili gracze Asseco Resovia Rzeszów i ZAKSA Kędzierzyn-Koźle? Że Paweł Zagumny, nie bójmy się tego określenia, gracz z czołówki rozgrywających na świecie, udźwignie ciężar odpowiedzialności i poprowadzi nas do najcenniejszego krążka? Że złota epoka PGE Skry Bełchatów może zostać poważnie zachwiana, a jej kolejne marsze po mistrzostwo mniej oczywiste niż kiedyś (z niesłychaną niecierpliwością czekam na tegoroczną PlusLigę)? Że będziemy kuszącym kierunkiem transferowym dla Włochów, Niemców, Argentyńczyków i Rosjan, przynajmniej jeśli chodzi o kosmiczny poziom sportowy i niespotykany pod innymi szerokościami geograficznymi poziom zainteresowania dyscypliną.

Trener żółtodziób Stephane Antiga, wybitny specjalista Philippe Blain tylko w roli asystenta i mentalista Jakub Bączek. Niepowołanie Kurka i paru innych wyróżniających się ostatnimi laty zawodników, bo nie ma gry za zasługi i kwestionowania decyzji trenerskich. W trzeciej fazie grupa z Brazylią i Rosją. Dużo niezgranych przed turniejem rąk. Ale udało się! Mamy krążek w kolorze miodu. Ależ to słodka wygrana gospodarza mistrzostw!

Kilku znajomych narzekało, że jak finał, to wrzucili na otwarty kanał, żeby mieć większe wpływy z reklam. Że Komorowski chciał ocieplić swój wizerunek w mediach (czy mi się zdawało, czy w pomeczowym wywiadzie wspomniał o... piłkarzach?) i to było jedynym, JEDYNYM powodem jego prośby skierowanej do Solorza. A gdzie zwyczajna radocha, że będzie można obejrzeć finał w godziwych warunkach, bez internetowych zacięć i irytujących reklam? Mam w nosie ile zarobili na tym organizatorzy, oglądalność była w granicach 10 milionów widzów i to się dla mnie liczy. Wielkie święto narodu, święto współczesnych gladiatorów, korespondencyjny odwet za historię (chociaż wiem, że to bezsensownie analizować to w takich kategoriach...)! Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!

Oby sukces przyczynił się do wzmożonej frekwencji w szkółkach siatkarskich. Dla mnie jest już za późno, ale miło będzie mi się grało w siatę w najbliższych kilku tygodniach, pamiętając że jesteśmy w tym NAJLEPSI NA ŚWIECIE! Kto się spodziewał, że będziemy tłuc Brazylię z taką regularnością? Bo na pewno nie Giba i Ricardo! ;)