Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skala słodkości. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2016

XMAS SWEETS: Czekoladowy elf FIGARO

-Hej przyjacielu, chcesz mi pomóc w pakowaniu prezentów?

No i czeka nas pierwsza kontrowersja w tegorocznej edycji XMAS SWEETS – czekoladowy elf FIGARO. Jest to klasyczna, pusta w środku figurka z mlecznej czekolady. Klasyczna, nie klasyczna, bo zapłaciłem za nią 5.45 PLN. Czujecie jak się poświęcam? Ponad pięć złotych za 50 gram słodyczy, tylko po to, żeby przekonać się czy warto i Wam o tym napisać.

Więc piszę, niepoprawnie zaczynając zdanie od więc, że nie warto. Czy czytają mnie dzieci? Nie? To napiszę mocniej, nie warto kurwa, nie warto… Czekolada FIGARO jest najzwyczajniejsza w świecie. W smaku przypomina mi trochę czekoladopodobne produkty Terravity, co bynajmniej nie jest komplementem. Bierzemy do ust kawałek elfa (lub skrzata, pewny nie jestem), przez chwilę atakuje nas przyjemny posmak miazgi kakaowej, a potem dupa! Memłamy w ustach bezsmakową masę. Gdzie jest obiecana wanilia? Za smak daję jeden punkt na skali słodkości, a to tylko dlatego, że "czekolada" jest dosyć gruba i wydaje przyjemny dźwięk przy łamaniu.

-Co robisz!? Zostaw mnie zboku...!

Co do opakowania, tutaj pora nieco zmienić klimat narracji. Roześmiany pajac w zielonym kubraczku prezentuje się nadzwyczaj rozkosznie. Sreberko odchodzi swobodnie, utrzymuje kształt po zdjęciu z figurki. Sama zaś figurka nie jest prostą, obłą skorupą, lecz udanie odzwierciedla detale i geometrię produktu nakreślone przez grafików. Aż żal pożerać nieboraka! Za opakowanie należy się maks na skali słodkości, a więc calutkie pięć punktów. Tego skrzata można ustawić na półce koło stroika i będzie cieszyć oczy. Ma dwa ponad dwa lata ważności, więc szybko nie zacznie się psuć…

Wypisujcie miasta... [*]

Kuriozalna sprawa. Z jednej strony fantastyczne opakowanie, z drugiej kiepski smak, podły skład i naprawdę chujowy niedobry stosunek jakości do ceny. Mam wrażenie, że 6 punktów dla elfa FIGARO to i tak przegięcie. NIE POLECAM PRODUKTU OD SŁOWACKIEJ FIRMY, chyba że jako dekoracja. Szanujmy nasze portfele!

Czekoladowa figurka elfa FIGARO otrzymuje
6/10 punktów w skali słodkości.
To wyłącznie zasługa opakowania...

Składniki: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko pełne w proszku 15%, miazga kakaowa, emulgatory (E442, E476), aromat naturalny (wanilia). Masa kakaowa min. 25%, masa mleczna min. 14%. Wartość odżywcza w 100 gramach produktu: wartość energetyczna 2419 kJ/581 kcal; tłuszcz 39 gram, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 29 gram; węglowodany 50 gram, w tym cukry 45 gram; błonnik 3 gramy; białko 6 gram, sól 0,2 grama. Przechowywać w suchym miejscu, chronić przed ciepłem.


Więcej recenzji XMAS SWEETS znajdziesz TUTAJ lub kategorii RECENZJE JEDZENIA.

czwartek, 24 listopada 2016

XMAS SWEETS: Tanie cukrowe laseczki


Cukrowe laseczki (lub cukrowe lizaki na choinkę) wraz ze skarpetami zwisającymi gdzieś przy kominku to dwa najbardziej rozpowszechnione medialnie symbole Bożego Narodzenia zza Oceanu. Istni popkulturowi herosi. Ostatnio wjechali do mojego osiedlowego sklepiku. Bez marki, w dużych okrągłych pojemnikach (ale nie takich od SWEET ’N FUN, te bym przecież rozpoznał!), za – UWAGA! – siedemdziesiąt pięć groszy sztuka. SIEDEMDZIESIĄT PIĘĆ GROSZY I MAMY DZIECIAKA Z GŁOWY NA KILKA MINUT!

Kiedy zapytałem ekspedientkę przy kasie o firmę tych cukierkowych laseczek, nie umiała mi jasno odpowiedzieć. Nie wiem czy to zgodne z przepisami, nie dociekałem i zaryzykowałem kupno. Wziąłem wszystkie trzy rodzaje – czerwoną, zieloną i niebieską. Nie sądziłem, że różnią się smakiem, a jednak! Czerwona to landrynkowa truskawka, zielona to landrynkowe jabłuszko, niebieska to landrynkowa cytrynka lub pomarańcz. Mam nadzieję, że mózg nie płata mi figli, bo w gruncie rzeczy każda laseczka smakuje podobnie, ale gdzieś na drugim planie da się wyczuć landrynkowe niuanse. [EDIT] TAK, po kolejnym sprawdzeniu każdej cukrowej laseczki jestem pewien różnic w smaku!

Cóż, nie napiszę Wam nic o składzie, bo nigdzie go nie znalazłem. Nie napiszę Wam nic o historii firmy, bo nie wiem kto odpowiada za produkcję. Mogę Wam tylko powiedzieć, że jak laseczka spadnie na ziemię, to może popękać niczym ekranik smartfona. Jeśli wpadnie Wam w śnieg, to nie powinno stać się nic złego. No chyba, że będzie odpakowana i wpadnie w żółty śnieg. Wtedy poniechajcie konsumpcji! ;)

Oto moja propozycja podania!
Tak, wiem, nie wygląda jakoś nadzwyczaj kosmicznie... :D

Polecam łasuchom, którym niestraszna kupa barwników i mocne, cukrowe doświadczenia. Jest bowiem nieziemsko landrynkowo. Mi to jednak nie przeszkadza, fajnie pocinać sobie w jakąś grę i dogryzać połamaną wcześniej laseczką. Jedyne do czego można by się przyczepić, to niechlujne przycięcie cukrowego wałeczka, ale to drobnostka. Stosunek jakości do ceny jest bardzo dobry, choć średnica lizaka to zaledwie 5 milimetrów (dla dociekliwych: długość lizaka to około 14 centymetrów). Wygląd też na plus, można przywiesić na drzewko, dorzucić do małego prezentu itd. Wychodzi nam zatem 9 punktów na skali słodkości (4.5 za wygląd i 4.5 za smak). Jeśli nie lubicie landrynek, odejmijcie sobie 2 punkciory. Szukajcie w małych, osiedlowych sklepikach. Jeśli uda Wam się ustalić markę lub producenta – koniecznie piszcie w komentarzu!

Tajemnicze cukrowe laseczki / lizaki
otrzymują 9/10 punktów na skali słodkości.

Na koniec dziwaczny, autentyczny dialog z moją Dziewuchą:
- Zobaczysz, wszystko się ułoży, niedługo będę miał więcej czasu. A Ty będziesz moją zimową dziewczyną. Będziemy siedzieli pod kocykiem, oglądali filmy, pili gorące kakao i lizali słodkie laseczki.
- Spadaj, sam sobie liż swoją śmierdzącą laseczkę.
- …

piątek, 18 listopada 2016

XMAS SWEETS: Toruńskie Pierniczki® KOPERNIK

[kliknij w zdjęcie, żeby powiększyć]

Och, nawet nie wiecie co to za przyjemność wrócić do Was z cyklem XMAS SWEETS! Dla przypomnienia: jest to zimowa seria wpisów poświęcona słodyczom. Zabawa polega na tym, że od połowy listopada poluję na świąteczne łakocie, taszczę je do domku, degustuję i skrobię dla Was przyjemne tekściki, po których jesteście głodni. Produkty oceniam na tzw. skali słodkości (skala od 1 do 10, gdzie 5 punktów można uzyskać za wyborny smak, a 5 za szałowe opakowanie). Im więcej punktów na skali słodkości, tym bardziej opłaca się zainwestować w recenzowane dobro, co chyba  dla wszystkich jasne i zrozumiałe!

Na pierwszy ogień idą Toruńskie Pierniczki® od firmy KOPERNIK. Wiecie, że tylko ta firma, założona w 1763 roku, ma prawo do używania terminu Toruńskich Pierniczków®? Żeby dowiedzieć się więcej o sprawie, odsyłam do Muzeum Toruńskiego Piernika. Wpis nie jest sponsorowany…

Zwróćcie uwagę na bardzo estetyczne polukrowanie
Toruńskiego Pierniczka® KOPERNIK!

Zapach po otwarciu opakowania jest przyjemnie piernikowy, acz niezbyt intensywny. Po starannym obwąchaniu pierniczka wyraźnie da się wyczuć słodkawe, lukrowe nuty, nasuwające skojarzenia z miodem. Toruńskie Pierniczki® wcale nie są twarde, gryzie się je nad wyraz przyjemnie. Smakowo miałem wrażenie jakbym jadł odpustowo-procesyjną rurę z małego straganiku. Szczerze mówiąc, nie zostałem powalony na łopatki. Pierniczki od KOPERNIKA najlepiej spożywać z ciepłą herbatką, podczas chłodnego wieczoru. Wtedy zyskują kilka dodatkowych punkcików! ;)

Czas na omówienie opakowanka. Jest czarujące i przykuwa uwagę. Kwadratowe, nie za duże, ani nie za małe. Na pewno przyuważyliście ośnieżone okienko. Przy białej ramie są wyrysowane słodkie pierniczkowe ludki, zapachowa świeczka, igliwie i oblodzone szybki. Przez przezroczyste fragmenty paczuszki wykukują do nas ciasteczka. To tak jakby za okienkiem był fantastyczny dom pełen ciepła, niezła emocjonalna gierka. Drobny minusik za fakt, że gwiazdki i choinki w środku są ułożone po przekątnej. A jakby tak choinki na dole, a gwiazdki na górze? Wiem, czepiam się... Z tyłu na folii znajdziemy płatki śniegu różnej wielkości. Miło!

Nadgryziona gwiazdeczka. Maciuś, ty bestio!

Cena 4,40 PLN za 8 ciasteczek mieszczących się na dłoni nie jest jakoś oszałamiająco atrakcyjna. No ale to w końcu Toruńskie Pierniczki®! Czego możemy się po nich spodziewać? Znajomego, przyzwoitego smaku (3/5), ładnego kroju i pomysłowego, ujmującego opakowania (4/5). Na skali słodkości wychodzi nam niewiele mówiąca siódemka. De facto nie ma się do czego przyczepić.

Toruńskie Pierniczki® KOPERNIK
otrzymują 7/10 punktów na skali słodkości.

Składniki: cukier, mąka pszenna, mąka żytnia, skrobia ziemniaczana, barwnik: karmel, syrop glukozowy, jaja w proszku, substancja spulchniająca: węglany amonu, przyprawy mielone (cynamon, goździki, imbir, gałka muszkatołowa, kolendra), sól regulatory kwasowości: kwas cytrynowy. Wyrób zawiera 20% polewy lukrowej. Może zawierać mleko, soję i orzeszki arachidowe. Wartość odżywcza w 100 gramach produktu: wartość energetyczna 1494 kJ/352 kcal; tłuszcz 1,2 grama, w tym kwasy tłuszczowe nasycone 0,4 grama; węglowodany 77 gram, w tym cukry 46 gram; białko 7,2 grama, sól 0,15 grama. Przechowywać w suchym i chłodnym miejscu. Pełna paczuszka ma 150 gramów.

Więcej recenzji XMAS SWEETS znajdziesz TUTAJ lub kategorii RECENZJE JEDZENIA.

czwartek, 24 grudnia 2015

XMAS SWEETS: Mandarynki, mandaryneczki!

Seria okolicznościowa na Kultura & Fetysze! Od końca listopada, aż do samiusieńkiej Gwiazdki, pojawiać się będzie maaaasa recenzji słodyczy. A żeby było po nowoczesnemu i ze szczyptą SWAGu, to cykl nazywa się XMAS SWEETS (archiwalne wpisy znajdziecie w zakładce RECENZJE JEDZENIA), a pewną drobną innowacją jest tzw. skala słodkości, określająca pocieszność i świąteczność produktu, a także, w mniejszym stopniu - smak. Skala przyjmuje wartości od 1 do 10, gdzie 1 oznacza absolutną ponurość i nieświąteczność, a 10 znaczy mniej więcej tyle, że smakołyk urzekł mnie niczym Szeregowy z Pingwinów z Madagaskaru. Witam w ostatnim odcinku serii!


Długo się zastanawiałem, czy jest jakiś słodycz, który odpowiada mi w stu procentach. Taki, bez którego czułbym się nieswojo w adwencie. Który ma w sobie to magiczne COŚ. I wykoncypowałem. Mandarynka. Jedyny słodycz, co zasługuje na dyszkę na skali słodkości! On i tylko on. Mam nadzieję, że przyznacie mi rację!

6 POWODÓW, DLA KTÓRYCH MANDARYNKI SĄ ZAJEFAJNE!

Po pierwsze, efektowne opakowanie. Wyróżnia się z tłumu, jest agresywne, ale świetnie komponuje się z otoczeniem. Ze swoim słodkim, kuleczkowatym kształtem i zielonkawym półogonkiem. Nie zbije się gdy upadnie.

Po drugie, zapach. Mandarynki zarówno w skórce, jak i obrane, pachną znakomicie. Pachną nawet z kosza na śmieci! Ale nie wkładajcie tam głów. Ani swoich, ani innych!

Po trzecie, soczyste i słodkie. Oczywiście, wszystko zależy od podgatunku, dlatego najlepiej najpierw zrobić rozpoznanie i kupić po dwie mandarynki w różnych sklepach. Popróbować, a potem zaopatrzyć się u wybranego dostawcy. Ważne, żeby nie pomylić próbek badawczych!


Po czwarte, zabawa. Zarówno przy obieraniu, jak i rozdzielaniu porcji. Dzięki aerodynamiczności opakowania, można też łatwo rzucić komuś owoc, co wiąże się z brakiem konieczności podnoszenia szlachetnych czterech liter z kanapy. A ilu z Was próbowało kiedyś żonglować nieobraną mandarynką?

Po piąte, naturalny cukier. Można więc wpierniczać i wpierniczać. Oczywiście, pomarańczowe maluszki mogą być modyfikowane genetycznie lub opryskiwane, ale w Polsce? Chyba nie… Do nas nowinki dochodzą zdecydowanie najpóźniej. Chociaż… Może testują pryskane mandarynki na naszych organizmach? Ale spokojnie, te co leżą w Twojej kuchni wydają się okej! Trust me!

Po szóste, witaminki. Jak to w cytruskach. A, B1, B6, C, kwas foliowy. Mandarynki pomagają również na zaparcie i łagodzą zakwaszenie organizmu. Niektórzy wspominają także o właściwościach zmniejszających ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory. Nieźle!

Żeby nie było tak całkowicie różowo, niektóre mandarynki mają pestki, twarde przegrody pod skórką lub są na tyle soczyste i miękkie, że ręce niemal pływają w soku. Tego raczej nie lubimy. Ale czy bylibyście w stanie odebrać mandarynce prymat wśród świątecznych słodyczy i wystawić jej słabą notę? Nie sąONdzę!

Ja tam lubię sobie podjeść mandaryneczki i solidnie zapić Colą :v

Polecam gorąco, gorąco! Współczuję tym, którzy nie mogą jeść z powodów zdrowotnych. A Wy, Drodzy Czytelnicy, zaopatrzyliście się już w siatę pomarańczkowych kuzynów? Jeśli nie, to koniecznie napiszcie dlaczego! Widzicie jakieś inne powody zajefajności mandarynek? Również napiszcie!

Wartość na skali słodkości dla słodziutkich mandarynek - 10!
Jedyny słuszny werdykt.
Jednak co z natury, to najlepsze. Pod każdym względem.
Klementynki czy tangelo nie są już tak doskonałe!

Nie życzę Wam jeszcze zdrowych, wesołych, pachnących mandarynkami Świąt, bo taki okolicznościowy pościk pojawi się zapewne jutro. Z listą okołoświątecznych rzeczy, które pojawiły się na blogasku, co byście mogli sobie poglądowo przejrzeć i nadrobić ewentualne zaległości. Ja już zapowiadam, że do końca roku zrobię sobie krótką przerwę od nowych notek. Ewentualnie będę odpowiadał na wasze komentarze i wiadomości. Bo z pewnością dalej będą się często pojawiać, prawda? PRAWDA? ;

Więcej ciekawostek na temat mandarynek (m.in. odmiany i historia nazwy) na stronie: http://www.odzywianie.info.pl/przydatne-informacje/artykuly/art,Mandarynki-ciekawostki-i-wartosci-odzywcze.html, z której korzystałem przy redakcji tego wpisu! Buziaczki!

wtorek, 1 grudnia 2015

XMAS SWEETS: Kalendarz Adwentowy POMORZANKA


Seria okolicznościowa na Kultura & Fetysze! Od końca listopada, aż do samiusieńkiej Gwiazdki, pojawiać się będzie maaaasa recenzji słodyczy. A żeby było po nowoczesnemu i ze szczyptą SWAGu, to cykl nazywa się XMAS SWEETS (archiwalne wpisy znajdziecie w zakładce RECENZJE JEDZENIA), a pewną drobną innowacją jest tzw. skala słodkości, określająca pocieszność i świąteczność produktu, a także, w mniejszej części - smak. Skala przyjmuje wartości od 1 do 10, gdzie 1 oznacza absolutną ponurość i nieświąteczność, a 10 znaczy mniej więcej tyle, że smakołyk urzekł mnie niczym Szeregowy z Pingwinów z Madagaskaru.

Co jest najlepszym, najsłodszym i najdoskonalszym świątecznym czasoodmierzaczem? KALENDARZ ADWENTOWY! Dzisiaj pierwszego grudnia, a więc ostatni dzwonek, żeby takie cudeńko nabyć i nie być do tyłu z wydłubywaniem czekoladek. Ja swoją płaską bomboniereczkę dostałem od Matuli jako prezencik antycypujący (wiem, wiem, trudne słowo) Mikołajki, żeby móc odmierzać czas do Wigilii już od początku miesiąca. Sweet! Nie ma to jak mieszkać na studiach z rodzicami! #Kontrowersyjna_teza

Dobra Dziubki, do rzeczy, bo piaszczysty lej blogosfery zaczyna mi pożerać niebezpiecznie dużo czasu. Kalendarzyk taki jak mój dorwiecie w Biedronce za trzy złote bez grosza. Uczciwa oferta. Za taką cenę dostaniecie średniej jakości tabliczkę. Figurki zrobione są z umiarkowanie smacznej, mlecznej czekolady, mocno zróżnicowane: od gwiazdek, po bombki i buty, aż do (jeśli mnie pamięć nie myli) Gwiazdora w ostatnim okienku. A może to była Gwiazda Betlejemska, sam już nie wiem... Grafika na przedzie porządna, do wyboru alternatywa w postaci baraszkujących przy kominku pingwinów.

A z tyłu, po wyjedzeniu całej zawartości, możemy sobie wyciąć prymitywny zestaw do gry w memory z motywami świątecznymi. Legenda głosi, że ktoś to wykroił i zagrał. Nie no, bez beki, dodatkowa atrakcja zawsze na propsie. Tak jak łamigłówki pod etykietką Kubusia. Nie zedrzesz? Wiadomo, że zedrzesz!


Pecha mają ci, którzy nie tolerują mleka, soi, orzeszków arachidowych, innych orzechów, a także zbóż zawierających gluten i jaja. Wszystkie te itemki mogą się znaleźć w produkcie. Buźka krzywi się również  na widok serwatki w proszku, emulgatorów i aromatów. Masa kakaowa – minimum 30%.

Kalendarz od Pomorzanki znajduje się w ofercie Biedronki od 16.11 do 6.12 lub wyczerpania zapasów. Więc szalik, rękawiczki, czapeczka i do sklepu. Grzecznie odliczać czas do ponownego przyjścia Jezuska!

Wartość na skali słodkości dla Kalendarza POMORZANKI - 8!
Uzasadnienie: Czy jest coś bardziej świątecznego niż kalendarz adwentowy?
Za małolata ręce drżały, kiedy dobieraliśmy się do
nowego okienka prawie tak mocno, jak drżą teraz, kiedy dobieramy
się do dziewczęcej bielizny (wersja seksistowska, dla mężczyzn).
Smak nie jest taki ważny. Wygląd nie jest taki ważny.
Idea jest ponadczasowa!

Metodologicznych uwag kilka:
Im dłużej myślę o swojej skali słodkości, tym bardziej postrzegam ją jako instrument wadliwy. Już na pierwszym roku socjologii uczą, że nie wolno konstruować pytań podwójnych w stylu "czy jesteś piękny i bogaty?", gdyż mamy wtedy aż cztery, nie dwie, możliwe odpowiedzi. Ja w swojej skali słodkości popełniłem bardzo podobny błąd i zmieszałem z sobą ocenę smaku i ocenę świątecznego klimatu, przy czym kryteria nawet dla mnie nie są klarowne Gdyby chociaż stworzyć 10 punktowy katalog cech typu TAK/NIE i po kolei sprawdzać występowanie danej właściwości/elementu, na przykład świątecznych motywów na pudełku, to koncept dałby radę jakoś wybronić. Można by również podzielić notę na połowę - maksymalnie 5 punktów za smak i maksymalnie 5 punktów za efekty specjalne. Ale wiecie co? Nie jesteśmy na Metodach Badań Ilościowych, mogę sobie pozwolić na duuużą dawkę swobody i szczyptę subiektywności A Wy? No cóż, musicie mi zaufać, w końcu rasowy influencer ze mnie! x)

wtorek, 24 listopada 2015

XMAS SWEETS: MIESZKO Marcepan Pralines

Nowa seria okolicznościowa na Kultura & Fetysze! Od dzisiaj, aż do samiusieńkiej Gwiazdki, pojawiać się będzie maaaasa recenzji słodyczy. A żeby było po nowoczesnemu i ze szczyptą SWAGu, to cykl nazywać się będzie XMAS SWEETS. Archiwalne wpisy znajdziecie w zakładce RECENZJE JEDZENIA, a pewną drobną innowacją jest tzw. skala słodkości, określająca pocieszność i świąteczność produktu, a także, w mniejszej części - smak. Skala przyjmuje wartości od 1 do 10, gdzie 1 oznacza absolutną ponurość i nieświąteczność, a 10 znaczy mniej więcej tyle, że smakołyk urzekł mnie niczym Szeregowy z Pingwinów z Madagaskaru.


Na pierwszy ogień idzie MIESZKO Marcepan – pralinki dobrze znane i lubiane przez większość smakoszy. Prostokątne, 230 gramowe opakowanie zawiera 17 marcepanowych cukierasków w ciemnej, deserowej czekoladzie. Spoko, choć jak na prawie 10 złotych (mały, osiedlowy sklepik), nie jest to jakaś wyjątkowo korzystna oferta. Homar wśród słodyczy. Dla tych, którzy lubią bardzo słodki posmak w ustach i charakterystyczne nuty cukrowo-migdałowego placka, to chyba jednak wciąż najlepsza oferta na rynku. Ale uwaga, jeżeli gardzisz marcepanowymi batonikami z bombonierki MERCI – omijaj produkt z daleka. Tutaj znajdziesz tylko takie doznania.

Pochylając się nad składem, możemy popsioczyć na jakieś E476 czy substancje utrzymujące wilgoć, ale nie ma co się za bardzo szczypać. Tym razem im darujmy, choć nie zaproponowali mi żadnej współpracy. Wyprodukowano w UE.


Jeśli chodzi o skalę słodkości… Tunel okazjonalny – checked. I nic więcej. Jeśli się nie sprzeda, to z powodzeniem można opylić do Wielkanocy, wystarczy zrzucić dodatkowy kartonik. Co na tunelu? Merry Christmas (jakbyśmy nie mieli naszej pięknej, ojczystej mowy, psia mać!) i wąsaty renifer w okularach i sweterku, z bombkami zaplątanymi w poroże. Plus kilka czerwonych gwiazdeczek. No okej, motywy świąteczne są, to i podstawowe kryterium serii XMAS SWEETS spełnione. Nie ma tragedii, nie ma szału. To szlachetny smak i oryginalna receptura robią tutaj największą robotę. Polecando dla miłośników marcepanowej masy!

Wartość na skali słodkości dla MIESZKO Marcepan Pralines - 4!
Uzasadnienie: Słodycz smaczny, ale producent poszedł na skróty
przy wrzuceniu go w kontekst świąteczny. Grafiki nie powalają,
ale nie drażnią oczek. Na średni prezent się nada.

Grafika Mikołaja pochodzi z: http://bonito.pl/images/swiety_mikolaj.png
Mam nadzieję, że nie pogwałcam zbytnio praw autorskich.
Działam w słusznej sprawie słodyczowej edukacji!