czwartek, 12 grudnia 2013

RECENZJA #18: Pas Oriona - Planet ANM/EljotSounds


Miałem zawiesić swoją działalność recenzenta na czas pobytu w Turcji. Muszę jednak zrobić wyjątek i skrobnąć parę słów o Pasie Oriona, tym bardziej że duet poważnie myśli już o kolejnej produkcji. Nie chciałbym za kilka miesięcy odgrzewać starego kotleta, a nie wyobrażam sobie nie przedstawić Wam tak istotnego krążka. Planet nie próżnuje - wielkimi krokami zbliża się płyta z Bonsonem (kiedyś Bonusem, nie mylić ze wschodzącą gwiazdą polskiej sceny; Pozdro 600!). Ależ to będzie stężenie truskulu, kanaliki łzowe gimnazjalistek mogą tego nie wytrzymać!

Dobra, koniec śmieszków. Zasady są proste - oceniam po kolei każdy kawałek, uwagę ogniskując na tekstach (można powiedzieć, że na tym znam się najlepiej). Bez zbędnej wazeliny, choć nie roszczę sobie prawa do obiektywności. Jestem bardzo nieobiektywny i wiecie co? Dobrze mi z tym. Ale najpierw scenka wprowadzająca... [jeśli Twój czas jest zbyt cenny opuść poniższy fragment fabularny]

Stambuł. Wieczór. Wracam styrany z komisariatu policji, po drugiej stronie miasta. Dużego miasta. Nie, nie mam kłopotów z prawem, po prostu wyrabiam pozwolenie na pobyt w kraju Atatürka. Standardowa procedura - długie kolejki, urzędnicza opieszałość i upierdliwość. Która to kłoda pod nogi rzucona emigrantom? Musiałem zmienić coś w życiu. Bierz menażkę i kajet, pisz baśnie i dramaty ale pędź w nieznane - te wersy zmotywowały mnie do wędrówki. Na szczęście w metrobusie znalazło się miejsce siedzące, więc ze spokojem mogę stworzyć jedność z moimi granatowymi słuchawkami Philipsa. Katuję standardowy secik: Garou, Grechuta, Te-Tris, no i oczywiście Planet. Nie słucham zbyt głośno, żeby spod przymkniętych powiek kontrolować sytuację wokół, nie stracić czujności. Wczoraj w nocy nie spałem, która to noc z rzędu? W końcu tyle się nasłuchałem o kieszonkowcach, fundamentalistach i łowcach turystów. Wiem, że nie pasuję zbytnio do tego obrazka. Moje oczy są zbyt niebieskie, a włosy zbyt jasne. Ot, ironia - Trzecia Rzesza przyjęłaby mnie jak syna. Ale nie Republika Turecka. Tutaj jestem obcy na wszystkich płaszczyznach, szczególnie kulturowej. W odbiciu szyby widzę, że niektórzy przyglądają mi się uważnie. A może to tylko moje paranoje? Ciche szepty, czy to nie dziwne? Wreszcie Hadımköy - moja stacja. Przedostatnia na trasie. Jak na złość zaczęło padać, co nie jest zbyt częste o tej porze roku. W kroplach deszczu widzę resztki ludzkich sumień. Na szczęście mam na sobie lekką kurtkę. Zarzucam kaptur. Śliskie, żelazne schody. Później kładka na której dzielnie mokną sprzedawcy tanich pasków, podróbek perfum, kiczowatych zabawek, jedzenia. W pośpiechu zasłaniają towary folią, niektórzy zwijają interes. Podejrzane typy, każdy jeden. Skórzane kurtki, mocno nasunięte czapki i złote zęby. Widoczność jest bardzo ograniczona, stukot deszczu potęguje napięcie. Z czasem będziesz obojętny, ale póki co to cierpisz, księżyc znowu w pełni. Szybkim krokiem schodzę po ostatnich schodach, mijam stację benzynową. Droga do celu tak cholernie się dłuży. Jeszcze tylko czmychnąć koło siedliska bezpańskich psów i... jestem w Başarı  Yurdu. Wymiana uprzejmości z ochroniarzem w recepcji i śmigam na szóste pięterko. Pieszo. Windy pracują tutaj bardzo kreatywnie. Wyłapuj sygnał, bo wciąż wisi nad miastem!

1. Pas Oriona
Przyzwoite otwarcie płyty, refren zaprasza do sprawdzenie całości. Tak się robi dobre introdukcje! Słusznie, że pierwsze dwie szesnastki nie są rozdzielone, bo przerywników byłoby zbyt dużo. Zabawa klasycznym motywem rap-prostytutka, została ujęta w nieszablonowy, Radkowy sposób. Na plus też patent ze słowami-kluczami rozpoczynającymi zwrotki. Najefektowniejszy wers? Ten z hasztagiem o Luxurii. I może czwórka o watasze kumpli. Nie łapię za to sensu z tymi separatystami. Smaczek dla spiskowców - zaczepka Mediuma?

2. Spal moje zdjęcia
Jeden z ulubionych numerów, ale chyba zbytnio osłuchał się w oryginalnej wersji przez co całość nie siedzi już tak dobrze (mimo, że Eljot przecież nie spieprzył). Sporo prawdy i o klęczących, i o spalonych mostach. Tekst posiada walory terapeutyczne, bo przecież każdy ma swoją Jekaterinę, której należy się kilka gorzkich słów, prawda?

3. Chiroptera
Tajemniczy, przemyślany numer z klimatycznymi filmowymi wstawkami i trzepotem błoniastych skrzydełek. Nie będę się tutaj pastwił nad ShIrukenami, brzmi to nawet swojsko. Ładna linijka z Gwiazdą Śmierci. Któż dzisiaj nie ma popapranych emocji? Masz tytanowy pancerz? Good 4 U. Nie wiem czy zapamiętam Oriona na zawsze, ale niektóre wersy cofam już od dłuższego czasu. Możecie być z siebie dumni - każdy jeden z Legionu.

4. Nie odchodzę (ft. Bonson, Ekonom)
Dobrze, że nie każdy producent uważa sample za pory, który należy posiekać przed wrzuceniem do sałatki. Moim zdaniem najlepszą zwrotkę machnął Ekonom, który jednak zinterpretował temat nieco inaczej niż towarzysze. Na szczęście pod koniec utworu szesnasteczkę ponownie rzucił Planet i zrehabilitował się za średnie pierwsze wejście (zgrabnie podsumowując świeższą część swojej twórczości, czym wsparł przedmówcę na bicie). Pułapka: obrażając Ziemian obrażamy wszystkich słuchaczy, także swoich. No i co ma oznaczać metafora zdmuchnąć ze zdjęć kurz? Odgrzebanie przeszłości? Bonson tym razem nie zachwycił.

5. Panie
Treściwy numer, Radek celnie wypunktował ludzkie wątpliwości w pierwszej zwrotce (może tylko za bardzo pojechał z tymi księżmi, nie dajmy się zastraszyć lewackiemu lobby! księża pedofile -tfu!- to promile!). Druga zwrotka to zamiana postawy roszczeniowej na prośby i podziękowania - zręcznie, bez Ablowskiego podlizywania się. I na koniec mamy zwieńczenie w postaci powtarzającego się monologu do Pana. Plus klasyczne wersy o Jekaterinie. Niezła metafora zimnej kawy. Tylko jedno zastrzeżenie: ja rozumiem, że każdy chciałby mieć featka z Bogusiem Lindą, ale nie pasuje mi to tutaj za bardzo. Albo wywalić EKG. Coś za coś, za dużo ozdobników.

6. Nie rozmawiaj z duchami (ft. Bogu Bogdan, Quebonafide)
Quebonafide i Bogu Bogdan zjedli. Zarówno od strony flow, świeżości tekstu i dynamicznych podbić. Kosmiczne follow-upy Queby. Aż żal, że Planet nie podszedł do tego utworu tak niekonwencjonalnie jak goście, a przecież potrafi (patrz: Baśka czy Kozak na zapięcie). Krążkowi wyszłoby to na dobre. Gałęzie na drzewach nie zetną mi skrzydeł - czyżby to o Smoleńsku? ;> No i wspomnieć trzeba, że aranżacja beatu mistrzowska.

7. Tańcząc w ciemnościach
Kandydat do hymnu samotników, domatorów i nocnych pisarczyków. Kolejny świetny hook na refrenie i uczta dla uszu na zakończenie utworu. Planet to wytrawny nocny tancerz! Nie tykać mu słuchu! I prawdę mówiąc tylko tyle możemy powiedzieć o tym traczku, oprócz beatu nic nie jest wielkim zaskoczeniem. Może tylko to, że dowiadujemy się, że autor nie mówi NIE jeśli chodzi o ślub z Jekateriną...

8. Potrafię latać (ft. Rahim)
Nagroda za najweselszą zwrotkę trafia do Rahima. Wraz z nagrodą za największe niewpasowanie się w klimat krążka. Na Pasie Oriona nie można być tak szczęśliwym. I rymy takie... niby poprawne, ale jakby tworzone na siłę. No sorry, jak dla mnie najsłabsza zwrotka na krążku, głównie przez opowieść o zbyt poukładanym życiu. Może przemawia przeze mnie zazdrość? Planet poprawnie. Ciekawe tylko kim jest tajemniczy ktoś występujący obok Brata.

9. Potrzebuję tego
Świetne muzyczne wprowadzenie. Idealny, plastyczny obraz umęczonego rapera na pogorzelisku, gdzieś pośrodku szarych blokowisk. I ta postać Majstra od grzejników w refrenie - genialna, sam nie wiem dlaczego. Dramatyczne, krzyczane podbicia na plus! Najlepszy dystych? Nie byłem sobą albo może to właśnie byłem ja. I może to właśnie tamte noce tak mi odmieniły świat. I Hank Moody się pojawił, dobrze, bardzo dobrze.

10. Gdy opadnie popiół (ft. Devoice)
Wreszcie track niosący nadzieję, ale w nienachlany, niecodzienny sposób. Nie ma tutaj pieprzenia typu weź się w garść, a wszystko się ułoży. Po wybuchu wulkanu potrzeba czasu, żeby sytuacja wróciła do normy, żeby popiół opadł. Dinozaury odpadną, małe ssaki przetrwają. I ten kojący, kobiecy refren uzupełniany refrenową prawie-recytacją Planeta. Bez ściemy - zapętlałem ten kawałek w chwilach, kiedy było najciężej. Podprogowo czuć jednak pazur i pewność siebie rapera - nie ta to inna, wjedzie z butem Orion. Najlepszy utwór na płycie.

11. Lucid dream (ft. Dj Krug)
Bardzo osobiście. Chyba każda ważniejsza płyta musi zawierać utwór taki jak ten - autobiograficzną sagę. Mamy tutaj dobrze wyważoną mieszankę problemów alkoholowych, wspomnień ze znajomkami (wymienionymi z ksywek) i kobietami (nie wymienionymi), a także autorski przegląd dokonań aż do wkroczenia w szeregi Aptaun Records. Całość ładnie współgra z klasycznymi skreczykami Dj Kruga. Uwielbiam początek: czy to jest jeszcze moje życie, czy już storytelling? W ogóle cała pierwsza zwroteczka spójna, ale się nie utożsamiam.

12. 96
Bartek dla Planeta to chyba taki Proof dla Eminema (oczywiście z poprawką, że w tej pierwszej historii nie ma gunów). Osią napędową zwrotek jest motyw co by było gdyby. Dobrze wplecione wątki biograficzne o Elektryku i chłopaku co chciał skakać z okna, bo matma była za ciężka. Jakie to się wydaje szczeniackie. Ale o co chodzi z tą łapą upierdoloną w sznyty? Mam nadzieję, że się nie ciąłeś Radek, nie przystoi! Też pamiętam styropianowe myśliwce. I ten smutek, kiedy otwierając pierwszego uszkodziłem kadłub :C Jaśminowa herba oddziałuje na emocje, tak jak Majster, choć trudno wyjaśnić dlaczego. Po prostu fajnie brzmi.

13. Wyżej
Nie było wcale ciężko dojść do końca albumu! Planet wspomina tutaj o wszystkich utworach na płycie, co jest zawsze fajnym patentem na outro. Ciekaw jestem czy naprawdę zmienisz grę. Nie sądzę. Będziesz po prostu jej silnym ogniwem. Kolejna solowa płyta ma bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę, obyś to udźwignął! Pokręcone to trochę - wiara, tańce w ciemnościach, melanże, ostry sprzeciw wobec ślubu (rozumiem, że za wyjątkiem tego z Jekateriną). Ale dobrze, nie chcemy tutaj świętoszków i jednowymiarowców.

14. Spal moje zdjęcia (REMIX, ft. ZdunO)
Ooo tak, ten bicik tutaj pasuje jak ulał! Ciekawa sytuacja z oceną gościnnej zwrotki. Na początku byłem bardzo sceptyczny... ot, trochę bluzgów i gniewu, ale po kilkukrotnym przesłuchaniu polubiłem tę szesnastkę. Słyszysz? Nie każ mi żebym krzyknął. Zaraz, jesteś tego pewna? Spie#dalaj! Co za nieprzewidywalny wordplay! Tak, ZdunO ma zdecydowanie coś więcej niż tylko zeza! Sauron!

15. Ku rozwidleniu rzeki (prod. Matek)
Jeden utwór, a mamy w nim zawarty cały wachlarz uczuć i zachowań migrantów! Tęsknota, chęć zarobku, zapomnienie o prawdziwej ojczyźnie, szukanie ukojenia w procentach. Krótka wstawka o Agnes to liryczny majstersztyk. I jaki ładny refren! Babilon, drzewo szczęścia - mało kto potrafi tak pięknie tańczyć na granicy realizmu i patosu! Rozwidlenie rzeki jak Nil, urbanistyczny plan niczym Piramidy w Gizie... Aż żal, że nie pochodzi się ze Szczecina!

16. Lot nad kukułczym gniazdem (prod. Foux)
Jak Radek wyciągnął falset w tym chwytliwym refrenie? Nikt nie wie... Kawałek kojarzy mi się z mały hymnem śniących o potędze. Niektóre linijki (jak dla mnie) nieśmiertelne: Marzą mi się Fiordy, chociaż nigdy tam nie byłem. Nie byliśmy. czy Daj mi klucz do tej klatki, w której siedzę od lat, w której siedzę co dnia, ch#j że to gniazdo orła. Nawoływanie i bronienie się przed McMurphym sprawia, że utwór jest odrobinę creepy, coś jak Chiroptera! Oj Radek, żebyś tylko nam nie odpłynął w życiu jak w tekstach!

Szybkie podsumowanie, bo i tak już popłynęliśmy z długością tego postu (pewnie niewielu zacznie czytać, a nieliczni doczytają do końca). Płyta raczej smutna, refleksyjna. Podmiot liryczny nie stroni od kobiet, procentów i swoje przeżył. Zdaje się być równym chłopem obdarzonym ponadprzeciętną wrażliwością. Z utworów możemy wydedukować, że ceni sobie lojalność i oddanie. Delikatny powiew świeżości na scenie, głównie ze względu na ciekawe, odrobinę poetyckie teksty, dojrzały, "niestudencki" styl i specyficzny tembr głosu. Za teksty daję 4.5/5, bo czasem przydałby się jakiś mocniejszy punch ;)

PS: Wiem, że EljotSounds zasłużył na dużo więcej uwagi w tym tekście, ale że jestem głuchy jak pień i nie chcę ośmieszać się swoją wiedzą na temat podkładów, ograniczyłem się jedynie do kilku drobnych uwag. Trzeba jednak powiedzieć, że dał z siebie wiele. Jest beatmakerem o ukształtowanym stylu i guście. Moim zdaniem Radek ma niesamowite szczęście, że nawiązał tę kolaborację.

To moja pierwsza recenzja muzyczna. Zostaw mi jakiś konstruktywny komentarz! 5!

Edit: Wymyśliłem też, że będę podsyłał każdą recenzję do artystów z prośbą o krótki komentarz, po czym umieszczę go pod recenzją.



sobota, 7 grudnia 2013

ERASMUS LIFE #13

Ciut lepiej niż w akademiku trzeba przyznać... ;]
Dziś piszę w stanie błogiego przejedzenia. Dzieje się tak, kiedy najpierw jem obiad na uczelni, a po południu, ktoś miły wręcza mi swoją legitkę, mówiąc: Nie mogę zjeść dzisiaj w akademiku, wychodzę. Możesz skorzystać z mojej karty jeśli chcesz, smacznego. I wtedy nie ma takiej opcji, żeby czegoś w siebie nie wcisnąć. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda!


Poprzedni weekend był mocno historyczny. Najpierw zjedliśmy wykwintne i smaczne śniadanie w Akdeniz Hatay Sofrası (co aż takie historyczne nie było), a później ruszyliśmy do Panorama 1453 Museum, w którym podziwiać można olbrzymi obraz przedstawiający zdobycia Konstantynopola przez wojska Mehmeda II. Miało to być początkiem wielkiej, europejskiej ofensywy Imperium Osmańskiego, ale na szczęście na drodze stanął Jan III Sobieski. Oprócz malowidła, które ma grubo ponad 2 tysiące metrów kwadratowych, można przyjrzeć się potężnym działom i szczątkom oryginalnego ekwipunku. Robi wrażenie.

Jest mały dreszczyk jak stoi się za blisko, bez kitu!
Poza zaproponowana przez mojego fotografa w średni wieku...
Po zwiedzaniu ustawiłem się z Osmanem. Czekałem na niego tak długo, że z nudów powłóczyłem się po okolicy, zrobiłem kilka zdjęć pozostałością murów i próbowałem się uwolnić od towarzystwa Turka w średnim wieku, który wykazywał nadzwyczaj dużą chęć do interakcji i rozmów... po turecku.

W końcu przybył mój kompan. Mieliśmy nadzieję, że dorwiemy jakieś bilety z drugiego obiegu na derbowy mecz, ale się nie udało. Mecz obejrzeliśmy u jego znajomych, na projektorze. Było kilku kibiców Beşiktaşu, kilku Fenerbahçe. Czasami dochodziło do ostrzejszej wymiany poglądów, ale obyło się bez rękoczynów. A mecz był naprawdę gorący - 6 goli, 2 czerwone kartki, 3 nieuznane bramki... Myślę, że remis 3:3 to sprawiedliwy wynik, choć oczywiście jako Kanarek czuję się zawiedziony. Nie mniej niż remisem z Zagłębiem i porażką z Koroną...

Aj, aj! Mały hazardzista!
Osmanek tuż przed pierwszą lekcja polskiego!
No elegancko się ogląda meczyk w takich warunkach!
Ah, no i wreszcie zawitałem do Yerebatan Saray - Cysterny Bazyliki zbudowanej w VI wieku! Aż wstyd, że dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale. Cudowne miejsce - świeże powietrze, półmrok, wilgoć, względna cisza i setki marmurowych kolumn. Na dnie podziemnego jeziorka pływają dobrze wykarmione sumy.
Yerebatan Saray
Nie patrz Jej w oczy, bo zamienisz się w kaaaa... aaa... a...

Do akademiku wróciłem po północy, jak zawsze nikt o nic nie pytał. A pamiętam jak straszyli, że po północy to nie można wracać, że nie wpuszczą etc. Takie gadanie...

Dzisiaj kolejny ekskluzywny materiał pt. Tureckie koty. Mam więcej zdjęć tych małych bestyjek, ale wybrałem pięć najlepszych, żeby Was nie zmęczyć.

Ryży Łowca - szybki i zręczny, koci kobieciarz
Dachowy Mędrzec - posturą ustępuje pobratymcom, ale to on rozwiązuje
większość sporów w lokalnych społecznościach
Zwiadowca z Południowej Przystani - niech was nie zmyli jego niewinny,
słodki pyszczek. Wystarczy jedna chwila nieuwagi i... zaczniesz stygnąć
z rozoraną krtanią
Nocna mara - postrach wszystkich gryzoni, grasuje
głównie w dokach i podłych dzielnicach
Don Pomarańcz - herszt wszystkich miejskich kocurów, wychował go
cuchnący rynsztok, w którym czuje się jak ryba w wodzie
PS: Nie wiem czy pisałem, ale zgubiłem swojego Parkera. Tego, którego (z powodzeniem) używałem na maturze, wszystkich egzaminach na uczelni i którym pisałem teksty piosenek. Na początku się strasznie zasmuciłem, bo dawał mi sporą pewność siebie (wierzyłem nawet, że kiedy czegoś nie będę umiał, to długopis mnie uratuje). Ale potem pomyślałem sobie -  Maciej... I tak dźwigasz na barkach zbyt duży bagaż sentymentów. Potencjał tkwi w tobie, nie jakimś narzędziu.

Wieża zegarowa Dolmabahçe nocą *.*
Takie perełki można znaleźć w księgarniach! :O
PS2: à propos kocurów, jest jeszcze jeden, którego odkryłem, a zwą go Emen!

Mieć stałą pracę? To jak z dupami,
Albo szybko ją rzucę, albo powoli ją stracę.
                               ~Emen, Trochę dłużej

piątek, 29 listopada 2013

ERASMUS LIFE #12



Ali, Fuat i Maciej!
Poprzedni weekend był bardzo przyjemną odskocznią od zatłoczonej metropolii! Wraz ze sporą częścią populacji naszego akademika, uciekliśmy na chwilę na wybrzeże Morza Egejskiego. Całkowity koszt wycieczki to jedyne 60 lir. Dla porównania - przyzwoity döner i duży Ayran to jakieś 10 lir. Moja cudowna, nowa kurteczka - 65 lir (stargowane ze 120, bo: zniżka studencka, jestem Polakiem, bardzo drogo przyjacielu, moja mama jest chora i desperacka symulacja opuszczenia sklepu - taki bogaty wachlarz bazarowych argumentów został użyty). Hajs się zgadza!

Zaczynam sobie uświadamiać, jak bardzo mocno moja facjata
przypomina facjatę rodzica płci męskiej. Ta sama szczęka, podobne włosy,
oczy, nawet uśmiech... Aaa!
Trzeba jednak zaznaczyć, że głównym celem wyjazdu była integracja, nie aktywny wypoczynek (choć i tak widzieliśmy niemało). Koszty udało się ściąć głównie przez nocowanie na kanapach w lokalnym akademiku i korzystanie z tanich linii lotniczych.

Pierwszy dzień to kąpiel w morzu i wieczorny spacer po Bodrum. Pamiętacie jak marzyłem o odwiedzeniu Zamku Św. Piotra? W weekendy zamknięty. Trzeba zadowolić się kilkoma fotkami z zewnątrz. Pamiętacie jak łudziłem się, że zobaczę ruiny Mauzoleum? Figa! Punkt zbyt oddalony od naszej trasy. Sobotę spędziłem więc na integracyjnym narzekaniu z Selҫukiem. Choć nie da się ukryć, że parę widoczków zaparło dech w piersiach.

Jaką bogatą symbolikę można przypisać temu zdjęciu!

Latające dywany! Tanio!
Nawet zwykła furtka potrafi pobudzić wyobraźnię #magiczny_ogród
Bodrum :C Zamek Św. Piotra :C Daleko w tle :C
Odbudowa kościółka Batı Cephesi w Bodrum
Pięknie!
Drugi dzień był o niebo lepszy! Wymarłe Marmaris z cudownym, małym zameczkiem na wzgórzu i setkami uśpionych stateczków, łodzi i jachtów zbudowało magiczny klimat. Później podróż jedną z takich łódek w okolicach Fethiye, oglądanie naturalnego akwarium przez przezroczystą taflę wody (Bajka! Ale fotki nie wyszły - you lose!) i rybny kebab. Na koniec dnia zabytkowe wiatraki i rzut oka na przytulone do wzgórza ludzkie siedliska, przypominające nieco stada świetlików. Dusza robi się bardziej poetycka!

Fuat (Arabia Saudyjska) - jeden z lepszych ziomków ostatnio! ;)
I pogoda całkiem, całkiem. W Polsce pewnie ciut zimniej.. ;]
Krabby (Pokemon #098). Ash złapał go własnoręcznie.
Ja chyba też bym dał radę! ;] 
Można by tutaj nawet zamieszkać...  Hmm...

Udało się zacieśnić niektóre przyjaźnie, poznać kilku nowych znajomków. Jedyna minus - zabawnie podróżuje się w towarzystwie muzułmanów, którzy mają w zwyczaju modlić się pięć razy dziennie. Wymusza to częste postoje. Z drugiej jednak strony, melodyjne śpiewy islamistów, oglądane na żywo, tuż przy Twoim łóżku, zapewniają niecodzienne wrażenia. Powoli krystalizuje się mój plan, który zamierzam ziścić po zakończeniu semestru. Ale na razie ani słowa. Czuję, że będzie znakomicie!

Boski zameczek w Marmamis. Thing to do in the future: spędzić
kawałek zimy z narzeczoną w tym magicznym zakątku.
Magiiiiia!
Co za uliczki! :O

Zaczynam się przyzwyczajać, że każdy dzień niesie ze sobą nowe przygody. Na przykład: rano dostajesz łupnia w szachy, grając z kandydatem na szachowego mistrza rodem z Kirgistanu. Później ucinasz sobie pogawędkę z Nigeryjczykiem, który nie potrafi zrozumieć jak chrześcijanie mogą wierzyć w jedność Trójcy Świętej (swoją drogą pytanie tak mnie zaskoczyło, że ciężko było sensownie odpowiedzieć; nigdy nie poddawałem tego głębszej refleksji, przyjmowałem bezwiednie). Następnie luźne rozmowy z Holenderką w ostatnich promieniach (zimowego?) słońca, by pod koniec dnia, w autobusie, analizować urodę poznanych dziewcząt wraz z Ukraińcem. Zabójcza puenta mojego rozmówcy: Polki i Ukrainki są takie same - każda jedna jest dzi*ką. Jako socjolog sprzeciwiłem się krzywdzącej generalizacji, ale... cóż, wszystko zależy od punktu widzenia. Po ostatnich perturbacjach jakoś nie kwapię się już tak bardzo do bronienia szlachetności kobiecych charakterów (chamska reklama: Tryptyk).

Chyba odrobinkę girl style... Zniewieściałem...
Pozytywna skojarzenie z marką to biznesowy klucz do sukcesu!
Do mnie to trafia! ;)
PS1: Wyselekcjonowałem znacznie więcej fajnych zdjęć do tego posta, ale myślę, że co za dużo to niezdrowo. Nie chcę Was zanudzać. Poza tym wszystko ładuje się taaaaaaak wolnooooo...

PS2: Ah! Zapomniałem się pochwalić wynikiem z egzaminu z Tureckiego - bardzo przyzwoite 83%!

PS3: Z przykrością stwierdzam, że blog nadal nie ma satysfakcjonującego feedbacku. Wiem, że szata graficzna nie zachęca, ALE treść (!), zdjęcia (!), humor (!), erudycja autora (!) to blogowa Liga Mistrzów. No przynajmniej Liga Europejska. I to nie ta w wykonaniu warszawskiej Legii, przez którą najadłem się tutaj sporo wstydu... Jeśli tak dalej pójdzie (i nie będzie sygnałów zwrotnych), przestaną pojawiać się nowe posty. I umrzecie. Niebawem.

Hep beni sev. Tak właśnie...
Istanbul. No place like home... Just kidding ;]

piątek, 22 listopada 2013

TRYPTYK


Nareszcie światło dzienne ujrzał Tryptyk - mój koncepcyjny, krótkogrający album. Właściwie to głupio mi używać nazwy album, gdyż jest to po prostu pewna spójna, dziesięciominutowa narracja. Monotematyczna podróż po temacie starym jak świat - relacjach damsko-męskich z miłosnym zawodem w roli głównej. Nie ma co, wyśmienicie wpisałem się w rynkowe trendy.

Szczerze mówiąc, wahałem się czy puścić ten materiał. Wahałem się nawet po jego nagraniu. Koniec końców moja wataha z mamvajb (pozdrówki Wariaci, chłodźcie browarki na mój powrót!) przekonała mnie, że to najlepsza rzecz jaką do tej pory napisałem i nagrałem, i po prostu muszę, MUSZĘ dać to światu. No to dałem. I chyba mieli rację, nigdy nie stworzyłem niczego bardziej osobistego i bezpośredniego. Można nawet powiedzieć, że nic nie działa na artystę tak stymulująco jak mały skyfall.

Pamiętam, że całość nagrywaliśmy w Studio Azyl (pozdrawiam gospodarza, też możesz chłodzić!) zaledwie kilka dni przed moim wyjazdem. Wszystko na raz. Kosmos. Nigdy tak nie pracowałem. O dziwo gardło wytrzymało (dopiero pod koniec zacząłem delikatnie chrypieć), gorzej ze słuchem - w czasie rejestrowania ostatniego numeru ledwo rozróżniałem składowe perkusji. Co do przedawnienia materiału... Hmm... Niestety, niektóre emocje wciąż we mnie siedzą. Część z nich nie opuści mnie nigdy. I teraz wiem jakie to uczucie gdy zawodzi człowiek.
Tak naprawdę, muzyka nie potrzebuje żadnego dopowiedzenia. Chcę jednak napisać choć kilka zdań o każdym elemencie Tryptyku. Ja napiszę, Ty przeczytasz, później odsłuchasz i wrócimy do naszych szczęśliwych żyć, ok? Żeby to było takie proste...


W cieniu strzały - Pionek & MuZyK (prod. Samplowany)
   Utwór napisany jako pierwszy (właściwie to całość zachowuje chronologię tworzenia). Ciekawa rzecz - pierwszą zwrotkę napisałem (cholera, zaczyna się jak spowiedź...) kiedy mój związek dogorywał, a ja kończyłem spokojne życie w iluzji szczęścia, zbudowanego na kłamstwie. Nawet przewinąłem tę zwrotkę partnerce podczas jednego z naszych ostatnich spotkań. Widać, że tak naprawdę nie miałem o czym pisać, sklejałem jakieś biograficzne fakty ze snem o potędze. Prawdziwa inspiracja miała dopiero nadejść... Ulubiony wers? Ten z hasztagiem o Bereszyńskim! Druga zwrotka to już emocjonalny dołek, trzecia - ciągle rezygnacja ale już ze zmianą punktu widzenia. Jakbym chciał się podnieść, iść naprzód i zaakceptować sytuację. Było jednak za wcześnie.
   Nieźle podśpiewany refren MuZyKa był parokrotnie zmieniany. I bardzo dobrze, bo pierwotna, napisana na kolanie wersja była bezpłciowym, lirycznym szajsem (nie bierz tego do siebie Zuchu, finalnie zrobiłeś różnicę!). Trzy różne stany emocjonalne powstania zwrotek; to chyba stąd wzięła się nazwa albumu. Złóż te ciemne chmury w całość a powstanie Pionek. Pełen pretensji do świata, zraniony na sercu i splamiony na honorze.

List pożegnalny - Pionek (prod. Steven)
   Bez przekminionych metafor i ściem. Podmiot liryczny - chłopak, ulubiony środek stylistyczny - niewygodna prawda. Chociaż każdy ma swoją, cóż. Tu nie chodziło o fajne linijki i oryginalność. Raczej o ulgę dla duszy autora i upust negatywnych uczuć. Jest szorstko i dosyć ostro. O ten utwór toczyłem największą wewnętrzną batalię - puszczać czy zostawić na dysku. Ostatecznie - odbiorca widzi w tym tylko emocje. A przecież o nie chodzi w muzyce, prawda? Też masz w życiu kwas, a może Twój znajomy? Podeślij, niech posłucha, zawsze łatwiej się klei w grupie. Jak w Polonii Warszawa, gdzie właściciel zalegał z wypłatami kilkunastotysięcznych pensji całemu zespołowi. Widzisz? Prawie nauczyłem się z tego śmiać! Szkoda, że to ciągle wisielczy humor.

Moje Królestwo - Pionek (prod. Marc Madness)
   Najlepsze lekarstwo na stany depresyjne? Chmiel z Mordeczkami, seriale i... napisanie numeru taki jak ten. O jak przyjemnie zmieniało się klimat, choć nie powiem - czasem ciężko zmuszać się do wiary w świetlaną przyszłość. Nie raz, nie dwa długopis nie chciał mnie słuchać ale udało się - powstał przyjemny, poetycki track do przesympatycznego podkładu mojego (jedynego) stałego producenta, z którym mam nadzieję, zbudujemy jeszcze niejedno królestwo! A klejonut to nie byle jaki - dostał się do finału tegorocznego Beatbattle (VI Mistrzostwa Polski Beatmakerów) w kategorii Beat Show! To zaszczyt ślizgać się piersią po jego dziełach! ;)
   Wiadomo, że trzeba było sobie kogoś wyobrazić, żeby pisać tak radośnie i plastycznie. Być może mój ulubiony socjolog Kacper (tak, tak, wiem że masz gdzieś moje pozdrowienia i nawet tego nie przeczytasz, więc tylko jedno hasło: chłodź...) domyśli się o kim w trawie piszczy. Czas pokaże. Jest nadzieja na tęczę. Ale czy na pewno? Ostatni wers może być zapowiedzią samobójstwa #Werter
I to by było na tyle. Dziękuję każdemu kto dotrwał do końca. Artysta czuje się zaszczycony. A po powrocie - chcem klipa, takiego co to się rusza jak ja ruszam gębą! Ale nie do Tryptyku! Nie powiem, napisała się jedna czy dwie szesnastki. Notes aż parzy w dłonie. Trza zwiększać pułap skuuu...

UDZIAŁ WZIĘLI:
rap: Pionek
refren: MuZyK (Zaklinacz Dusz)
producenci: Marc MadnessSamplowanySteven
mix i mastering: Miłas (Studio Azyl)
animacja i ilustracja: mamvajb
typografia: ALMIGRAF

PATRONATY:
Kultura & Fetysze blog

niedziela, 17 listopada 2013

ERASMUS LIFE #11

Pionek na szachownicy życia... ;]

Tydzień minął na pisaninie. Dobra wiadomość jest taka, że mam napisaną prawie połowę prac. Mniejszą połowę, jeśli możemy tak to określić...

Właściwie dzisiejszy post jest zbędny, ale przyzwyczaiłem się do regularnego niedzielnego stukania w klawiaturę. Zdarzyło się co prawda kilka rzeczy wartych uwagi, jak na przykład zgubienie i znalezienie telefonu, wycieczka samochodowa z nieznajomymi tureckimi studentami czy dalsze szukanie idealnego punktu gastronomicznego, ale nie warto się o tym rozpisywać. Smaczki zachowam dla siebie. No i mam za sobą pierwszy egzamin z tureckiego. Był dość łatwy, ale jestem na siebie zły, bo kilka rzeczy poplątałem przez zwykłe gapiostwo i brak koncentracji.

Pojedynek dwóch koreańskich arcymistrzów! :O
Dzisiaj lecę na bazarek przy dworcu autobusowym Otogar po jakąś cieplejszą kurteczkę i może coś z długim rękawem. Niby nie jest bardzo zimno, ale mamy tutaj cholerny wiatr na suburbiach (kurczę, podoba mi się to zdanie!). Kilka tygodni temu widziałem całkiem sensowne wdzianko od Giorgio Armaniego. Życzcie mi udanych łowów! ;)

No i najważniejszy news: za tydzień wyruszam na weekendową wycieczkę do Bodrum! Co prawda miejsce to lepiej odwiedzać podczas cieplejszych pór roku, ale co zrobić - terminu Erasmusa sam sobie nie wybierałem (po części...). Mam nadzieję, że zobaczę Zamek św. Piotra, ruiny Mauzoleum (jednego z 7 cudów świata), może dyskotekę Halikarnas? Najlepsze jest to, że wycieczka kosztuje tylko 60 lir, a lecimy tam samolotem! W życiu bym się nie zdecydował na takie podejrzane warunki, gdyby nie to, że organizatorem jest nasz akademik. Ot, małe plusiki prywatnej uczelni.

Ci to mają dobrze, boiska, trybuny...
Dzisiaj Marathon Eurasia. Chciałem wziąć udział we 8 kilometrowym Free Runie (chyba coś jeszcze zostało z wakacyjnego szlifowania formy), ale nie wiem do końca jak to działa. Trzeba było się chyba dużo wcześniej zarejestrować, zapłacić i wstać wcześnie rano. No to podziękowałem. A dla samego oglądanie nie warto brnąć przez pół miasta. Bez śniadania.

Ćwicz, ćwicz! Wrócisz nabity jak kabanos!
Jako, że dzisiaj krótko, to kilka podstawowych tureckich słówek (aż dziwne, że nie wrzuciłem ich wcześniej!):
Merhaba! - Cześć!
Ne haber? - Jak leci? (takie tureckie What's up?, w wymowie możemy pominąć h i złączyć wyrazy)
Ne var ne yok? - Jak się masz?/Co słychać? (alternatywa dla Nasılsın?)
İyiyim, teşekkür ederim - Mam się dobrze, dziękuję bardzo.
Pardon - Przepraszam! (w znaczeniu Excuse me!, przydatne w autobusach...)
Özür dilerim! - Przepraszam! (w znaczeniu, jest mi przykro, że wpadłaś przeze mnie w kałużę)
Kolay gelsin - Take it easy! (powtarzane szczególnie często gdy zasypują nas prace pisemne)
Sanada - Wzajemnie!/Tobie również!
Görüşürüz! - Do zobaczenia!

Pigułka informacyjna - większość liter wymawia się analogicznie do polskich. Jest kilka wyjątków jak:
y = ], ı = [ y ], v = ], j = ż ]. Ö i ü tak jak w niemieckim. Ç i ş to takie tureckie ć i ś. I to na razie wystarczy! W sumie to wszystko macie w słownikach i translatorach, więc nie wiem po co się wysilam... ;) Wszystko dla Was! ;] Lecę!


Z archiwum: dwóch najbardziej pomocnych Turków w akademiku:
Ali i Ilkay! <3
Z archiwum: zdjątko grupowe w Parku Miniatur
Perełka! Znów nie powinienem, ale uległem :C
Jeśli jednak przeliczymy to na kebaby, to w Polsce ta płyta kosztuje
ok. cztery dobre kebaby, tutaj zaledwie dwa.