Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #14. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #14. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 października 2014

REFLEKSJA #14: Październikowe narzekanie

Huśtawka nastrojów ostatnio, jakbym był w ciąży... Z jednej strony mam więcej monet, z drugiej nic mi po nich, bo jestem apatyczny, zmęczony ciągłymi obowiązkami, a czas jakby przeciekał mi przez palce. Chyba biorę na siebie zbyt dużo zadań. Albo mocno się rozleniwiłem. Albo męczy mnie perfekcjonizm. Albo jesienna chandra. Albo irytacja z powodu ograniczonego kontaktu z dziewuchą. Albo nie umiem się cieszyć z małych rzeczy. Albo mam pochrzanioną osobowość i wybujałe ambicje. Albo wszystko na raz!
 
W każdym razie milion zapisanych spraw w kalendarzu nie pozwala mi się odpowiednio wyluzować. Chyba studiowanie mi się przejada. Zaliczenia, obecności, prezentacje, teksty. Wszystko tak samo, zawsze traktują nas jak dzieci. Zbyt mało czasu na przemyślenia, refleksje, odpoczynek i aktywności pozauczelniane. Ale i tak nie ma weny do twórczej pracy, nawet posty przychodzą bardzo opornie. Ciąży odpowiedzialność za swój los na barkach. Czasem marzy mi się ośmiogodzinna, nieambitna praca od szóstej do czternastej, taka co nie obciąża mózgu. Zabawne, kiedy pracowałem w wakacje, cieszyłem się, że studia za pasem i będę miał dużo czasu dla siebie. A może przemęczenie to wynik nowoczesne wynalazki typu: Facebook, PlayStation, Klan itd.? Albo dobra, koniec tych rozkmin. A i tak przydałaby się jakaś nowa gra. Może Cień Mordoru?


W ostatni weekend było trochę wytchnienia. Puszczykowo to piękny zakątek. Idealne miejsce na rowerowe wycieczki, spacery i odpoczynek od miasta. Szkoda tylko, że dwa dni zleciały tak szybko. Zawsze to co dobre zlatuje za szybko. W momencie gdy gdzieś wyruszam, oczyma wyobraźni widzę już powrót. I to mnie często przybija. Taka spaczona percepcja czasu, wieczne stygnięcie. Nihilizm.

Ryneczek w Puszczykowie!

Puszczykowo ma śliczny Ryneczek! Pozbawiony jakichkolwiek zabytków, sztuczny twór pełen zgrabnie przyciętych drzewek, małych oddziałów bankowych, sklepików i ławek. Jednym z centralnych punktów jest Biedronka. Może to dziwne, ale niczego więcej właściwie do szczęścia nie trzeba. W Poznaniu wszystkiego jest już za dużo.

Do Domu Akradego Fiedlera tym razem nie było po drodze...
Chociaż pamiętam, byłem tam w podstawówce, kupiłem
beznadziejny, fioletowy flet, który kilka lat kurzył się
w mojej szufladzie! #No_offence_must_see!
Skosztuj mej tajemnicy jak dobrego wina, a tym samym
dasz żywy impuls swojej wyobraźni.
/ rzeźbił Zygmunt Konarski

A są dwa sklepy w Puszczykowie, które są lepiej zaopatrzone niż stołeczne miasto Wielkopolski. Arturo, bo o nich mowa, mają chyba wszystkie nowo wprowadzane produkty, łącznie z cukiernictwem pakowanym w zgrabne przezroczyste opakowania, wyrobami tytoniowymi, prasą, kosmetykami i szeroką paletą piw. Nawet ekspedientki są ubrane w białe, eleganckie koszule i czerwone muszki, a przy wejściu ustawiono tabliczkę z codziennie aktualizowaną listą solenizantów. Wpadać tam co wieczór, kupować to na co ma się ochotę i wolnym krokiem zmierzać do swojego domku z przystrzyżonym trawnikiem i rozbuchanym piecem w piwnicy, w ramiona ukochanej? Nie spieszyć się nigdzie, nie robić nic, dla nikogo? Sporadycznie wybierać się na mecze rozgrywane przez Las Puszczykowo? Sounds great!
 
Mój mały traperek <3

Ogarnia mnie chłopomania, małomiasteczkowy konsumpcjonizm, utopijna wizja odcięcia się od świata i nic dlań nierobienia. Że też moi rodzice nie mają dobrze prosperującej firmy, którą mógłbym w przyszłości przekazać w ręce ludzi przedsiębiorczych i przynosiłaby mi pasywne dochody aż do śmierci... #Marzyciel
 
Pierdolona frustracja, aż spływa po kartkach,
żyję bezcelowo, walka z sobą to je^any Fight Club...
                                               ~Eripe, Życie to nie film
 
Życie to nie film, choć spędzamy je na klatkach!
                                               ~Miuosh, Excelsior I

PS: Dość zawadiacko zestawione cytaty w świetle 'nie tak bardzo odległych' wydarzeń na polskiej scenie hip-hopowej, nie sądzicie? ;)

Taki hajlajf! Surowa ryba i puszczykowski The Times prosto w skrzynce!

piątek, 13 grudnia 2013

ERASMUS LIFE #14

'Zapisz grafikę jako...' => 'Ustaw jako tło pulpitu' ;]

Dzisiaj na smutno. Złożyło się trochę groteskowych sytuacji. I tęskno jak Mickiewiczowi do Ojczyzny (może jakiś cykl sonetów trzeba by trzasnąć?). Wróciło parę wspomnień. Poczuło się samotnie na serduszku, powiało chłodnym wiatrem, spadł pierwszy śnieg. Niby nie mam na co narzekać, ot problemy pierwszego świata. Znudzenie i melancholia.

Tak mogłaby wyglądać Puszka Pandory
Pocztóweczki! <3
Oby doleciały do 2 serdecznych przyjaciół, 7 znajomych i 1 nieprzyjaciółki!
Na mój nastrój złożyło się tak wiele okoliczności, że aż nie chce mi się uzewnętrzniać. Nadal mam do napisania najtrudniejszy esej, który byłby sporym wyzwaniem nawet w języku ojczystym. Zaczyna mnie męczyć mieszkanie w akademiku. Doskwiera brak prawdziwej bratniej duszy. Irytuje możliwość komunikacji wyłącznie po angielsku i łamanym turecku, gdzie (siłą rzeczy) język jest okrutnym cenzorem myśli. Jeden z pracowników uniwersytetu poprosił o pomoc w ściągnięciu górnej pokrywy silnika do Daewoo Lublin, nie podając przy tym dokładnych specyfikacji. Co ja kurde wróżka? Innym razem zaspany wchodzę do salonu na sobotnie, integracyjne śniadanie (którego za bardzo lubię), witam się z tureckimi arkadaşiami i co? Okazało się, że stoję w maśle tj. na rozłożonych na podłodze gazetach imitujących stół. Nie wiem czy to gapiostwo, a może "stół" był bliżej niż zwykle, a ja przez chwilę zapomniałem, że tutaj jedzenie z podłogi jest naturalne? Niby nic się nie stało, pośmialiśmy się, że Yabancı, yabancı itd., ale jakoś poczułem się głupio. W niedzielę schodzę sobie do chłopaków z 022 i pytam radośnie: kto wyrusza ze mną do Dolmabahçe Palace. Jeden mówi że był, drugi że się ustawił z kolegą, trzeci obiecał komuś, że koniecznie pójdą razem w późniejszym terminie, czwartego nie ma w mieści. To chrzanię - cisnę sam. I była to bardzo przyjemna, egoistyczna niedziela.

Brama Skarbu, wejście do pałacu. Grubo! :O
Zmiana warty przy Bramie Cesarskiej
A pomyśleć, że to tylko boczne skrzydełko!
Dolmabahçe Palace onieśmiela przepychem. Kryształowe kolumny balustrad, żyrandole prawie dotykające podłogi, niezwykle piękne zastawy stołowe i obrazy, oszałamiająco drogie prezenty od chińczyków, hindusów, anglików. Biblioteka ze zbiorem książek w sześciu językach, prywatne łaźnie, pokoje do wypoczynku, pracy, odwiedzin, poczekalnie dla petentów, miejsca pamięci przodków. Naprawdę, w takim miejscu można zacząć się zastanawiać nad postulatami socjalistów... W środku nie można robić zdjęć, więc niestety nie pokażę za wiele, ale zakupiłem pięknie ilustrowaną książeczkę, która pokazuje prawie wszystko (czyżby okazja do spotkania ze mną po powrocie?:)). Lepsze to niż bycie burakiem i robienie dyskretnych, kiczowatych zdjęć z poziomu jąder czy klatki piersiowej. W ogóle turyści to idioci. Jeden pozbył się woreczków ochronnych z butów, zrzucając je na środku jednego z pierwszych korytarzy. Tak po prostu, ocierając stopę o stopę. Mniejsza o szacunek dla innych zwiedzających, ale część dywanów to oryginalne wyposażenie z początku dwudziestego wieku. Wstyd.

Gdzie Alicja?
Wspomnę tylko, że w pałacu jest wiele dodatkowych atrakcji - Muzeum Zegarów, Harem (do którego wejście jest słono płatne, więc tym razem odpuściłem), ławeczki, fontanny z kaczkami, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami, niezły widok na Bosfor. Można spędzić tu całkiem miły dzień.

Ale ja miałem upatrzony drugi cel - Deniz Müzesi. Wejście dla studentów tanie jak barszcz - niecałe 2 liry. Podejrzewam, że pasjonat żeglarstwa i sztuki morskiej dostałby orgazmu, ale mnie zaciekawiły tylko niektóre eksponaty min.: najstarsza oryginalna Galera czy rzeźby rufowe. Nie wiem czy w Istambule mają najlepsze muzea na świecie, ale każde które odwiedziłem miało w swojej kolekcji coś naprawdę wyjątkowego. Props!

Jedyna ocalała Galera, pewnie dlatego, że służyła za
stateczek wycieczkowy sułtana! ;)
Model XVIII rufy z oryginalnymi artefaktami.
Najlepsze działko EVER! Austriacka robota, rocznik 1683. 330 kg, 3 m! 
Oryginalne fragmenty burty Pancernika Orhaniye. Ale to musiał być
XIX wieczny morski potwór angielskiej produkcji! :O 
Odrestaurowana figura Lwa z Fregaty Śruba Rehber-i Tevfika (1868)
XIX wieczna inskrypcja piekarni!
A po muzeum - największy sklepik Beşiktaşu w Istanbule! 5 pięter, magia! Ależ mnie korciło, żeby nie kupić sobie kompletnej repliki stroju. Wyjazdowy, szary komplet wygląda tak cudownie! *.* Ale stwierdziłem - NIE! Przecież jestem fanem Fenerbahҫe! Więc sprawiłem sobie tylko mały, fanowski t-shirt. Następnie wstąpiłem do przyjemnego lokaliku na Pide zapiekaną jajkiem i papryką, po czym postałem dwie godzinki w komunikacji miejskiej. Dzień pełen wrażeń estetycznych.
W tym sklepie jest chyba wszystko potrzebne do
przeżycia...
Po krótkich namowach turecki piesek zgodził się na zdjęcie ;]
Zwracam uwagę na dziecko wciągane do metrobusu. Cytując Aliego:
to jest metrobus, tutaj musisz być jak zwierzę!
Ah, no i zapomniałem wspomnieć, że gdzieś w środku tygodnia, wraz z Koreańczykami chcieliśmy odwiedzić kawiarenkę na szczycie naszej osiedlowej wieży. Specjalnie skorzystaliśmy z innego serwisu dowożącego, który wyrzucił nas na pierwszej stacji metrobusów i dzielnie, pomimo porywistego wiatru parliśmy do przodu, wodzeni wizją gorącego napoju w tajemniczym miejscu. Przechodziliśmy pod płotami, przeskakiwaliśmy po kamieniach i szuraliśmy butami po żużlu tylko po to, żeby od jegomościa na dole dowiedzieć się, że zamknięte. Przecież było po 16. Ciężko powiedzieć dlaczego zamknięte, żaden z uczestników wyprawy nie zgłębił tajników tureckiego w stopniu większym niż podstawowy. Wylądowaliśmy w pobliskim McDonaldzie. Wybrałem specjalny zestaw z turecką odmianą BigMaca, który nie smakował zbyt dobrze (żebyśmy się dobrze zrozumieli, klasyczne BigMacki są również dostępne, ale ja lubię od czasu do czasu poeksperymentować). Odrobinę nachmurzeni wróciliśmy do akademika.

Majestatycznie wyprężone berło!
Polska między Portugalią i Egiptem. Ciekawostka: Egipt po turecku to
Mısır, tak samo jak kukurydza! ;)
Nikt nie rozumie mojego zachwytu tym zdjęciem, ale ja widzę tutaj
szalenie ciekawą kompozycję!

Ale za tydzień szykuje się coś fajnego, zobaczymy czy to wypali, OBY!

Prawdopodobnie pierwsza rzecz z Tajwanu, którą jadłem.
Cholera, nie udało się przed Nią uciec... #podwójne dno
All my scars are open
Tell em what I hoped would be
Impossible...
               ~James Arthur, Impossible

piątek, 16 sierpnia 2013

RECENZJA #14: The Wolverine 3D



Pierwszy raz w życiu byłem sam w kinie. Wieczór zdawał się być bardziej przygnębiający niż zwykle. Zanosił się na jeden z tych trudniejszych. Musiałem więc zafundować sobie odrobinę przyjemności. Głównie chodziło o to, żeby opuścić cztery ściany i nie zwariować. Wybrałem się na The Wolverine'a 3D.

Szlag by to trafił, że w drodze do kina spotkałem znajomych z liceum. Skłamałem, że umówiłem się z kimś na mieście. Co innego miałem powiedzieć? Że wyjątkowo wybrałem inny sposób spędzenia wieczoru niż browary na murku? Że nie ogarniam ostatnio życia? O nie! Minęliśmy się szybko na przejściu dla pieszych. Jedną z dziewczyn była kuzynka mojej byłej. Kurczę, gdzie się nie ruszę coś mi o niej przypomina. Zresztą, czy normalnie wybrałbym się do kina SAM o tej porze?

W żołnierskich słowach: film dupy nie urywa. Dobre efekty specjalne, prosta historia (która potrafi jednak w kilku miejscach zaskoczyć nagłym zwrotem akcji) i klimat Japonii - to największe plusy obrazu. Prawdą jest również to, że Hugh Jackman w roli Logana sprawdza się znakomicie. Po mistrzowsku potrafi grać postać Rosomaka, który szybciej wysuwa swoje pazury niż myśli. Siła, instynkt, podatność na emocje - takich superbohaterów lubię najbardziej. Nie chcę odbierać widzowi przyjemności z oglądania, więc nie zdradzę szczegółów fabuły, ale niepokoi mnie odrobinę nadmierna schematyczność kolejnych historii spod szyldu Marvela. Mowa tu o maksymalnym upodleniu głównego bohatera i pozbawieniu go absolutnie wszystkiego, łącznie ze specjalnymi umiejętnościami, po czym odzyskaniu wigoru krótko przed walką z bossem. Kiedyś wszelkiej maści dobrzy-mutanci nie tracili kontroli nad sytuacją w AŻ takim stopniu, no ale może się czepiam. W końcu ciężko wymyślić coś bardziej sensowego chcąc utrzymać dojrzałość i mroczność serii. Dobrze, że producenci ograniczyli liczbę ujęć z podtekstami erotycznymi do niezbędnego minimum. I tak stężenie szczęśliwych parek na sali nie było dla mnie tego wieczoru zbyt komfortowe.

Dwuznaczne okazała się krótka scenka po wstępnych napisach końcowych, która zwiastuje jakąś większą rozróbę w kolejnych epizodach. Wygląda na to, że Mutanci będą musieli porzucić dzielące ich granice i wspólnie stawić czoła nowemu zagrożeniu - niebezpiecznej broni stworzonej przez ludzi.

Seans zakończył się grubo po 23. Tramwaje już nie kursowały, więc miałem przyjemny, ponad pół godzinny spacer do domu. Narzuciłem sobie dosyć szybkie tempo i z radością przywitałem delikatne mrowienie łydek (tego dnia harataliśmy jeszcze z kolegami w gałę) - zwiastun zmęczenia i łatwiejszego uśnięcia. I tylko trochę smutno, że inny chodzi teraz do kina z moją byłą kobietą.

Niejeden raz pewnie stracę kontrolę,
czasami w nerwach sam nie wiem co robię.
Wyluzuj Brat, realizuj swój projekt.
Wyluzuj Brat, jeszcze nie wszystko stracone.
                     ~Zaginiony, Stracić kontrolę


Komentujcie! :)

Zdjęcie pochodzi z: www.marvelcomics.pl