Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #6. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 maja 2014

OPINIA #6: Jestem szczylem!

Ale włączyła się pozytywna zajawka na wpisy. Może to apetyt na życie?

Wiem, wiem, nie powinienem ciągle wklejać linków do postów na swojego prywatnego fejsbuka, założyć w końcu jakiś normalny fanpejdż, który odwiedzaliby tylko zainteresowani, ale wiecie co? Chrzanić to, możecie mnie odobserwować albo wypierdzielać z listy znajomych! Ja sobie będę wklejał, bo cieszy mnie różnica kilkudziesięciu wejść! #łasy_na_statystyki #z_hejterem_na_bagnet!

Cieszy mnie skończenie mojego opowiadania. Cieszy mnie, że kilka osób same zgłosiło się do testowych odczytów. Cieszy mnie wreszcie, że zaczyna mi się w głowie krystalizować pomysł na, uwaga, nowe opowiadanie! Co prawda byłoby straszną głupotą inicjować nowy projekt w momencie, w którym zaczynają gonić różne terminy na studiach i chciałem poświęcać więcej czasu na życie prywatne, ale cóż. Wena nie wybiera, wena jest King Konga! Czuję zew artystyczny, chcę kreować, nadawać nowe znaczenia, walczyć z reifikacją jednostki!

Chcę tylko pisać, pozwól mi pisać.
Pośród obrazów i mar zmieniających swój kształt
Pozwól mi pisać, bo dla mnie to wszystko co mam...
                               ~Luka & Rover, Wizja

Zupełnie zapomniałem wspomnieć o Wielkanocy na swoim blogu, a ściślej mówiąc na rzeczach miej w świętach istotnych, a mianowicie podarkach, które otrzymałem. To takie słodkie, zobaczcie sami co skombinowała mi Mamunia:

A mówiłem: Mamo, nie męcz się, kup mi jakieś słodkie jajeczko, jeśli bardzo chcesz, to dorzuć pieniążka albo zaskocz mnie i wrzuć jakiś komiks do koszyczka! No to dostałem, jedyny komiks, który mieści się w percepcji mojej zacnej Rodzicielki - Gigant Mamut, tom 19: Bardzo dziki kaczor. Okazało się, że to całkiem przyjemny powrót do przeszłości, a taśmociągi Disney'a nie są takie złe (a kiedyś zdawało mi się, że są w głębokim dołku). Motywy się nie powtarzały, było trochę o kolei żelaznej, wypasie bydła, sławnych tancerkach, życiu trapera, komiwojażera, napadach na bank i wyścigach dyliżansów. Moimi faworytami są historie pt.: Czerwone Pomidory i Kaczor jedzie na zachód, aczkolwiek przy żadnej z pozostałych nie wertowałem kartek z niechęcią, więc jest dobrze! Wychodzi, że nadal jestem infantylnym szczylem!

Maciej, co ty latasz z tym aparatem jak idiota?
Ale przyznać trzeba, że pięknie, wiosennie zostało to przygotowane!
Ale przed tym ścierwem przestrzegam!
Dżem albo śmierć!
No i wreszcie przekonałem się, co można znaleźć w dużym jajku niespodziance! Miałem żabę z liśćmi lilii do odrysowywania jakiś dennych kształtów. Nie od dziś wiadomo, że zabawki z Kinder Surprise zeszły na psy... Gdzie podziały się serie typu: Papugi Piraci czy Misja Kreciki? Wiadomo, że do dużej trzeba wsadzić coś większego, ale come on! Co do Schoko Bonsów - niezmiennie przekozacki smak, swego czasu napisałem nawet dramatyzującą recenzję tego produktu (klik)! Lizaki na papierowych patykach też całkiem znośne. Niby zwykła czekolada, a podejrzanie dobrze pieści podniebienie... Elegancko wyglądające praliny dały radę, przez chwilę poczułem się jak burżuj!

Doczekałem się! <wzruszony>
Inni zakładają rodziny, idą do pracy, ja zaliczam intelektualny regres.
Największy błąd jaki zrobiłem, to ufundowanie sobie konsoli. Moja pierwsza konsola, czaicie to? Niestety nie miałem żadnego Atari ani nic, to na stare lata odbiła mi palma. Poszło na to większość mojego skrzętnie odkładanego stypendium... A wciąga cholerstwo, jak nie wiem co! Dzieło szatana! Z czasem pewnie pojawią się recenzje gier na PlayStation4, jak do tej pory mam trzy! Dwie przeszedłem (Knack, InFAMOUS: Second Son), trzecią dzielnie męczę (Assassin's Creed IV: Blag Flag - Michał, powinienem Cię zabić, za to, że mnie skusiłeś, po kilkunastominutowym gameplay'u poleciałem do sklepu jak kretyn...). Zupełnie inny wymiar rozrywki: cudna grafika (chociaż pewnie nie dostrzegłbym większej różnicy w porównaniu z PS3), emocje związane z trzęsącym się padem (wyposażonym w oddzielny głośniczek i płytkę dotykową, co daje naprawdę spore możliwości) i cholerna grywalność. Nie ma to jak rozwalić się na kanapie z padem i puchą zimnego piwa! Raz zdarzyło mi się przesiedzieć w pidżamce całe dwa dni... Ale nie mów nikomu, ja jestem normalny..! Graaaaaaać!

Chciałem też zrobić oddzielny pościk na temat koncertu w Czempiniu, ale teraz już za późno... Wtedy przeżywałem niemoc twórczą, więc zaniedbałem temat. Poza tym w pewnym sensie koncert znalazł swoje miejsce w moim opowiadaniu. Może zdradzę tytuł, co? Śmierć idealisty. Jakby ktoś jeszcze był chętny do premierowej lekturki to zapraszam, śmiało podbijaj! Pamiętaj o co pytać - Śmierć idealisty!

Niektórzy osobnicy swego czasu mocno męczyli mnie, żebym wrzucił jakieś fotki z tego Czempinia (22 marca 2014), wiec wrzucam. Potraktujcie to proszę jako... śmieszną, nic niewnoszącą, krótką fotorelację z dupci?

Jadymy Ci wpie*dolić!
(dobry, muzyczny klimat oczywiście)
Czempiń, pierwsze wrażenie! Eee.., ładnie! ;)
Grzeczna rozgrzewka, a co to tam leci na tym laptopku za cudo?
Czyżby to był Tryptyk Pionka, najlepszy emo rap dla zakochanych gimbazjalistów?
Konferansjer z prawdziwego zdarzenia - MuZyK!
Jeśli nie słyszałeś jego sexbeatboxu, nie wiesz NIC o kulturze hip-hop!
I jeszcze raz, z najwierniejszą groupie! #maślane_spojrzenia
Rataj &... wybaczcie, tak głęboko w podziemiu nie siedzę :C
Miłas & Szymkus!
I Gwiazda Wieczoru - Kuuuuuubiszew!
Realia polskiego hip-hopu 1: nierzadko więcej osób interesował mecz
i gala MMA, niż rzucanie majtek pod scenę.
Realia polskiego hip-hopu 2: puste butelki,
wszechobecny zapach trawy, zarzygane pisuary. Czujesz klimat?

A w weekendzik zanosi się na całkiem przyjemny grill z artystami wytwórni mamvajb i ich życiowymi partnerkami! Życie jest całkiem, całkiem! Czy wypada wziąć konsolę w ramach osoby towarzyszącej? :D

Żyję w pół amoku,
nie wiem czy drżę przed jutrem
czy to te dłonie na DualShocku?
                               ~Quebonafide, Ile mogłem?


PS: Jeśli drżę to tylko dlatego, że rozpiera mnie energia i... nie chcę mówić, że pozytywne myślenie, bo strasznie nie lubię tej nowomowy, po prostu czuję, że mogę bardzo, bardzo dużo! Teraz na przykład idę obrać ziemniaki, wiem że dam radę!

Pa WERSiak jaką se duperkę przygruchałem!
Kto był najlepszym didżejem, no kto? Puśćmy Pajaca! Jeee!
Ej, nie mam żadnego porządnego zdjęcia z Antonem, smuteczek.

sobota, 12 października 2013

ERASMUS LIFE #6

Frontman zespołu Beşinci Mevsim
Minął kolejny tydzień. Chyba najciekawszym wydarzeniem był poniedziałkowy koncert rockowy. Moim towarzyszem był Koreańczyk Hyoseob Seo, który rzutem na taśmę zdecydował się wziąć udział w tym przedsięwzięciu. Zabawne - uczyniliśmy ten koncert międzynarodowym. Wiadomo, że byłoby o niebo lepiej, gdybyśmy rozumieli teksty piosenek, ale moc instrumentów (i dobre nagłośnienie) i tak uczyniły ten wieczór bardzo miłym. Repertuar Beşinci Mevsim (co po polsku znaczy Piąta Pora Roku) był urozmaicony i melodyjny. Po koncercie poznaliśmy kilku nowych Turków. Coraz częściej łapię się na tym, że ktoś do mnie podchodzi, wita się wylewnie, a ja nie kojarzę człowieka. Nie mówiąc już o zapamiętywaniu imion... Dramat!

W jednym z utworów gościnnie wystąpiła... absolwentka, matematyczka,
zapomniałem imienia :C
Bodajże we wtorek mieliśmy drugie "spotkanie piętra". Polega to mniej więcej na tym, że schodzimy się do naszego saloniku, każdy mówi kilka informacji o sobie, pijemy herbatę i spożywamy ciasto lub (tym razem) małe eklerki. Po części zapoznawczej był czas na podzielenie się swoimi planami na Bayram (Święto Ofiarowania) i czytanie moralizatorskiej opowiastki. Powiedzonko siedzieć jak na tureckim kazaniu nabiera tutaj właściwego sensu. No i warto dodać, że z okazji świąt cały przyszły tydzień jest wolny od zajęć. Na ten czas mam zaplanowane kilka ciekawych aktywności, ale nie chcę się na razie z niczym zdradzać, żeby nie psuć niespodzianki. Poza tym macie czytać mojego bloga regularnie!!! ;)

Stołówka w akademiku. W ramach pracy zaliczeniowej na Social policy
mam za zadanie uczynić to miejsce bardziej przyjaznym dla niepełnosprawnych.
On jeszcze nie umie obliczać prawdopodobieństwa...
Jestem tu już na tyle długo, że powoli zaczynam konstruować pewne refleksje na temat życia codziennego. Niesłychanie fascynująca wydaje mi się zderzenie tradycji z nowoczesnością, albo inaczej: europejskości ze światem Islamu. Wchodzę sobie na przykład do takiego centrum handlowego, żeby zjeść solidnego, ociekającego tłuszczem hamburgera w Burger Kingu, a w środku olbrzymia scena i kupa ludzi na występie jakiejś pop gwiazdki. Wychodzę więc z zatłoczonego budynku i co słyszę? Nawoływanie muezzina do wieczornej modlitwy z pobliskiego meczetu. Albo inny przykład: jedziemy sobie autobusem na uczelnię. Jeden ze studentów czyta kieszonkowe wydanie Tafsiru (komentarz koraniczny), inny słucha muzyki ze swojego smartfona. Równie ciekawe jest zachowanie tej części dziewczyn, które okrywają się Burkami (lub przynajmniej chustami i długimi płaszczami), używając jednocześnie tuszów do rzęs, tuszów do powiek, maskar i nie wiem czego tam jeszcze. W każdym razie ich twarze wyglądają jak twarze polskich studentek. Czy to się nie wyklucza? Rozumiem oczywiście ideę szczelnego zakrywania ciała przez kobiety (wszystko co najcenniejsze Allah ukrył przed wzrokiem ludzi - złoto w ziemi, perły na dnie oceanów, podobnie winno być z kobietą, która jest skarbem jednego mężczyzny), ale czy wyrazisty make-up nie jest przypadkiem podkreśleniem swoich wdzięków? Nie jest to zachowanie podyktowane chęcią podobania się płci przeciwnej? Oczywiście dziewczyny zaraz zaczną przekrzykiwać się nawzajem, że robią makijaż, żeby podobać się samej sobie i czuć się komfortowo. Ja tam jednak wierzę bardziej założeniom socjobiologii... Z drugiej jednak strony, może nie chcą odstawać od koleżanek, które nie noszą chust i malują twarze? Trudna sprawa. Przyznam jednak, że wizja mojej żony, szczelnie zakrywającej ciało przed wzrokiem obcych, wydaje się romantyczna i odrobinę pociągająca. If you strip me, what would you find? (Natasha Bedingfield)

Ulubione centrum handlowe (bo najbliższe...)
Prawdopodobnie pierwsza rzecz z Ghany, którą jadłem.
Forma podziękowania pewnego sympatycznego Afroamerykanina
za pokazanie strony www.mecze24.pl :D 
Z innych obserwacji - teoria koloru tęczówek wydaje mi się teraz bardzo trafiona. W skrócie (dla nie-socjologów) chodzi o to, że nacje, których oczy mają ciemniejsze barwy dążą do bardziej cielesnej formy interakcji (punkt na którym skupiona jest uwaga źrenicy nie jest tak oczywisty jak w przypadku jasnych kolorów tęczówki, należy więc dotknąć interlokutora). Teraz przyzwyczaiłem się już do tego, że spóźniony na wykład Murat kładzie mi rękę na wewnętrznej stronie uda w ramach cichego powitania (z Muratem wszystko jednak w porządku, poznałem jego dziewczynę). Lub, że koledzy z akademika przytulają się na dzień dobry i pieszczotliwie łapią za głowy podczas rozmów. Powiem więcej, od czasu do czasu staram się klepnąć znajomego w ramię czy kolano. Ot tak, żeby nie wyjść na chłodnego, chcącego zachować dystans Europejczyka.

Także tego... Dyskutujmy!
W sobotę po śniadaniu wybraliśmy się na gokarty. Właściwie były to rozgrywki międzynarodowe na szczeblu amatorskim. Było całkiem przyjemnie, niestety moje czasy na okrążeniach nie należały do ścisłej czołówki. Wolałem jednak zdjąć nogę z gazu niż czekać na marudnego opiekuna toru, który popchnie i przywróci moją gablotę na właściwy tor.

Chwała Niebiosom za globalizację! :) Nurtuje mnie pytanie
- czy w Polsce jest Milka pistacjowa?
I jedno stare zdjęcie, bo dzisiaj było mnie mało!
Hagia Sofia - Sarkofag Cesarzowej.
PS: Ostatnio często słucham 'Eklektyki' Quebonafide. Parafrazując jeden z wersów utworu Codzienność: ciepłe kebaby i mecze tureckiej ligi :D

niedziela, 12 maja 2013

RECENZJA #6: Milka Caramel Snax



Wpadł mi w ręce kolejny łakoć spod szyldu Milki, tym razem jest to duża paczuszka Milka Caramel Snax. Muszę śpieszyć się z napisaniem tej krótkiej recenzji, gdyż opakowanie zdaje się być systematycznie opróżniana przez mamę (co skądinąd także przemawia na korzyść produktu), a nie wyobrażam sobie opiniowania pożywienia bez pobudzenia pamięci moich kubków smakowych.

W zgrabnej saszetce znajduje się sto sześćdziesiąt gram przepysznych płaskich drażetek wypełnionych karmelem, z których ostatnia ląduje właśnie w moich trzewiach. Jest bardzo słodko, ale na szczęście nie ZA słodko. Smak krążków przypomina inne słodycze z serii Caramel, a przypomnę że są to także batoniki i tabliczki czekolady (z tego co pamiętam to również w opcji z orzechami laskowymi).

Jeśli można się do czegoś przyczepić, to jedynie do dość wysokiej ceny - chcąc zatracić się w cudownym smaku czekoladek musimy liczyć się z wydatkiem przynajmniej ośmiu złotych. Cóż, luksus kosztuje, a Milka nigdy nie należała do słodyczy najtańszych.

Bardzo użytecznym rozwiązaniem jest samoklejący plaster, którym można zamykać saszetkę. Co prawda klej po dwóch/trzech ponownych otwarciach nie trzyma zbyt dobrze, ale... po co dzielić zawartość na aż tak małe porcje!? Czyż nie lepiej zaprosić do konsumpcji bliską nam osobę? Albo pożreć wszystko w jedno popołudnie?

Polecam nowobogackim, wystawiam piątkę! Pieniądze to jednak nie wszystko, jest przecież Milka Caramel Snax!

Plusy:
+ Wspaniały smak
+ Praktyczny plaster do zamykania paczuszki
+ Zgrabne opakowanie (choć frontowa grafika sugeruje ocean karmelu w małej drażetce...)

Minusy:
- Wszystko co dobre kosztuje zbyt dużo... no i jest tego zbyt mało!
- Istnieje ryzyko kradzieży ze strony domowników

Zdjęcie Milka Caramel Snax pochodzi z: www.dodomku.pl