wtorek, 23 września 2014

RECENZJA #37: Miasto 44


Miasto 44 to jeszcze świeżyka, ja byłem akurat w kinie, więc z dziennikarskiego obowiązku słów kilka do Was o filmie naskrobię. Najbardziej bałem się zbyt dużego nacisku położonego na moralizatorstwo historii i wyidealizowane portrety powstańców, a było rzeczywiście tak jak zapowiadano: w centrum uwagi umieszczono irracjonalne zachowania powodowane miłością, strachem i ludzką namiętnością. Jan Komasa na propsie!

Z filmu zapamiętam najbardziej momenty. Świetne i odważne ujęcia, jak na przykład dupstepowa muzyka Skrillexa w trakcie jednej z ryzykownych zasadzek, przeplatana sceną miłości z upadającymi płatkami kwiatów w tle. Sęk w tym, że nie wszystko do siebie pasuje, wyszedł nam swoisty miszmasz, co na początku mnie oburzało, ale z drugiej strony... niech szukają nowych rozwiązań. Momentami czułem się jednak jak w muzycznym teledysku, jakby puzzle nie do końca do siebie pasowały.

Kule otaczające całującą się parę głównych bohaterów? Pociski rozświetlające mrok niczym lasery ze Star Wars? Atak na dwójkę Niemców z wyskoku, do złudzenia przypominający scenę z 300? Psychodele niczym z horrorów przy przechodzeniu przez kanały? Umieszczenie kamery na celowniku karabinu maszynowego? Topiąca się laska, która kąpiąc się sama, niczym syrena kładzie sobie palec na usta (jakby chciała uciszyć widza) i wynurza się kompletnie bez tlenu? Deszcze krwi i ludzkich organów? Strzelanie do jednej osoby z kilku metrów z czołgu, przy czym wyżej nadmieniona nie jest rozszarpana na strzępy, choć cała umorusana prochem i pyłem? Wszystko w obrazku znajdziecie, realizm i logika schodzą na dalszy plan.

Bardzo podobała mi się estetyka i nasycenie kolorów, przypominające nieco produkcje Tarantino, a także nieźle zbudowana dramatyczność. Krótkimi momentami mniej podobały mi się: gra aktorska, prowadzone dialogi i ich udźwiękowienie, choć może to wina kinowej sali. Ogólnie jednak całość na plus, myślę że nie trzeba się będzie wstydzić przy pokazywaniu tego dzieła na szeroko pojętym Zachodzie. Wspomniałbym o kilku innych fragmentach, które pozostaną mi w pamięci przynajmniej kilka dni, ale byłoby już zbyt dużo spoilerów. Solidna czwórka, na razie nie ma nic lepszego w kinach, warto więc na poważnie rozważyć tę opcję!

PS: Z aktorów wyróżniłbym Karolinę Staniec, drugoplanową wykonawczynię roli Beaty, za świetne ślinowe bąble w dramatycznej scenie z Kobrą.

poniedziałek, 22 września 2014

REFLEKSJA #13: Siatkarski Janusz

Ale jak to niezaliczony punkt?
#zwycięstwo_wymyka_się_z_rąk!

Jestem siatkarskim Januszem (choć znalazłbyś kilka historycznych wycinków w moim archiwalnym, sportowym segregatorze), ale niesamowicie cieszy mnie sukces i potencjał młodych polskich zawodników. Przecież to niepojęte, jak głęboką kadrą dysponujemy. Kto jeszcze kilka miesięcy temu na poważnie myślał o Mateuszu Mika? Kto podejrzewał, że solidny trzon reprezentacji będą stanowili gracze Asseco Resovia Rzeszów i ZAKSA Kędzierzyn-Koźle? Że Paweł Zagumny, nie bójmy się tego określenia, gracz z czołówki rozgrywających na świecie, udźwignie ciężar odpowiedzialności i poprowadzi nas do najcenniejszego krążka? Że złota epoka PGE Skry Bełchatów może zostać poważnie zachwiana, a jej kolejne marsze po mistrzostwo mniej oczywiste niż kiedyś (z niesłychaną niecierpliwością czekam na tegoroczną PlusLigę)? Że będziemy kuszącym kierunkiem transferowym dla Włochów, Niemców, Argentyńczyków i Rosjan, przynajmniej jeśli chodzi o kosmiczny poziom sportowy i niespotykany pod innymi szerokościami geograficznymi poziom zainteresowania dyscypliną.

Trener żółtodziób Stephane Antiga, wybitny specjalista Philippe Blain tylko w roli asystenta i mentalista Jakub Bączek. Niepowołanie Kurka i paru innych wyróżniających się ostatnimi laty zawodników, bo nie ma gry za zasługi i kwestionowania decyzji trenerskich. W trzeciej fazie grupa z Brazylią i Rosją. Dużo niezgranych przed turniejem rąk. Ale udało się! Mamy krążek w kolorze miodu. Ależ to słodka wygrana gospodarza mistrzostw!

Kilku znajomych narzekało, że jak finał, to wrzucili na otwarty kanał, żeby mieć większe wpływy z reklam. Że Komorowski chciał ocieplić swój wizerunek w mediach (czy mi się zdawało, czy w pomeczowym wywiadzie wspomniał o... piłkarzach?) i to było jedynym, JEDYNYM powodem jego prośby skierowanej do Solorza. A gdzie zwyczajna radocha, że będzie można obejrzeć finał w godziwych warunkach, bez internetowych zacięć i irytujących reklam? Mam w nosie ile zarobili na tym organizatorzy, oglądalność była w granicach 10 milionów widzów i to się dla mnie liczy. Wielkie święto narodu, święto współczesnych gladiatorów, korespondencyjny odwet za historię (chociaż wiem, że to bezsensownie analizować to w takich kategoriach...)! Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!

Oby sukces przyczynił się do wzmożonej frekwencji w szkółkach siatkarskich. Dla mnie jest już za późno, ale miło będzie mi się grało w siatę w najbliższych kilku tygodniach, pamiętając że jesteśmy w tym NAJLEPSI NA ŚWIECIE! Kto się spodziewał, że będziemy tłuc Brazylię z taką regularnością? Bo na pewno nie Giba i Ricardo! ;)

czwartek, 18 września 2014

TRIP #3: Brzuchem do góry!

Eye of Międzyzdroje

Pociąg rusza. Oboje jesteśmy zgodni - wracamy właśnie z jednych z najlepszych wakacji w życiu. Ma słuchawki na uszach i leży teraz słodko oparta o moje ramię, nie zdając sobie sprawy, że jest najpozytywniejszą bohaterką tego wpisu. Lovely, szkoda że to co dobre tak zajebiście szybko mija...

Dr med. Alfred Trost (y)
Summertime happiness
-Mhm... Jest Pan profesjonalnym fotografem?
W którym hotelu się Pan zatrzymał? Marzy mi się sesja aktów...

Wypocząłem, zebrałem sporo inspiracji i obserwacji do opowiadań. Celowo wpis będzie bardzo lakoniczny. Po pierwsze, nie chcę się później powtarzać. Po drugie, dobrze zachować odrobinę prywatności. Ten wyjazd miał taki być: maksymalnie leniwy, odrobinę alkoholowy i nastawiony na wzajemne poznawanie.

-Pij sobie pij, nic się nie martw!
-Pij, pij, jestem przy Tobie!
Wyjechaliśmy we dwójkę, wracamy we trójkę :C
Tfu, tfu! Wypluj te słowa Maciej!

Któregoś dnia siedzieliśmy w pizzerii, po smacznym i irracjonalnie drogim posiłku. Zachodzące słońce odbijało się fantazyjnym refleksem w przybrudzonej szybie lokalu. Zaraz po prawej była Międzyzdrojska Aleja Gwiazd. Dokładnie taka, jaką zapamiętałem ją z czasów, kiedy byłem tam pierwszy raz, a miało to miejsce kilkanaście lat temu. Nic się nie zmieniło, może doszło kilka odcisków rąk. No i zamiast z mamą, siedzę z dziewczyną. Przyjemne aspekty dorosłości.

Park Chopina / Park Szopena
[...] Syrenko dobra, dobra...
Trzy godziny na lądzie, Ty ciągle mocno mokra!
// KęKę mistrz!
Nemo wtula swoją główkę w podmorską poduszeczkę! <3

Siedzę więc sobie najedzony i dumam: cholera, sensem życia większości tych ludzi jest dwutygodniowy urlop. Ciągle na niego wyczekują, nieustannie go planując i nerwowo wyrywając kartki z kalendarza. Od października do sierpnia. Urlop, URLOP. Pieprzone kilkanaście dni, kiedy to wydamy zarobione w pocie czoła pieniądze na niedopieczone piersi kurczaka i gofry z rozwodnioną bitą śmietaną. Kiedy uwolnimy się. Od życia robotów.

Naprawdę mocno wiało, ciężko było utrafić... :C
Cezary Pazura
Ciekawe rzeczy czasem Bałtyk wyrzuca na plażę!
Zestaw LEGO Wieża Ratownika (7739) - 69,99 zł

Ale sos czosnkowy był wyborny. A przecież trudno jest zrobić dobry czosnkowy sos... Mała rzecz, a cieszy.

Ja nie chcę tak skończyć, na szczęcie jeszcze studiuję. I coraz bardziej zaczynam to doceniać. Chcę, żeby moja przyszła praca była przyjemnością, twórczą realizacją i spełnieniem. Dobrze, że mam perspektywy. Nieco mgliste i wydumane, ale chyba jakieś tam są. Nie dam się łatwo zaprogramować!

Mhm! Nie mam pytań, urodzona (foto)modelka!
Król Żubr. Prawdziwy król może sobie pozwolić na sranie do paśnika!
Tacy zakochani, tacy szczęśliwi! #Rainbow_vomit
Dwa kebaby i jeszcze jej mało! #Potwór!
Swoją drogą Berlin Döner Kebab to wielce interesująca nazwa!

PS: Mam teraz trochę czasu. Nie mogę tego spieprzyć, ludzie kradną pomysły. Cicho i nieświadomie.

PS2: Ale zostało dużo niewykorzystanych zdjęć! Bardzo dobrze, zużyjemy je na jakieś zimowe posty z kategorii OPINIE I REFLEKSJE! Deal?

Trochę się z Panem Krzysztofem Kolbergerem zżyliśmy...
Summertime sadness

Świat nie jest do dupy #Pełna_szklanka!
A jak był do dupy, to już stara bajka!
                                     ~Pionek, Spóźniony Letniak

wtorek, 16 września 2014

OUTFIT #2: DARK CANYON


Czas na kolejny (długo wyczekiwany przez wilgotne fanki) post z kategorii modowej. Dziś mam do zaprezentowania prosty, sportowy komplecik wzbogacony o elegancki akcent, jakim jest gustowny sygnet z czarnym kamieniem. Fotografowany Model mocno nalegał, żeby zdjęcia wykonane zostały na łonie natury, co podkreśli wielofunkcyjność i wygodę stroju. Co prawda jasne spodnie mogą się delikatnie przybrudzić przez pył leśnych dróg, ale kto by się tym przejmował? Bogaci noszą jasne ubrania, żeby manifestować swój status!


Uwagę chciałbym zwrócić szczególnie na cieniutką kurteczkę Bershka, która jest idealna dla osób mocno potliwych. Jej szeleszczący, przyjemny materiał co prawda utrudnia cyrkulację powietrza, ale o dziwo nie ma efektu termicznej skorupy. Ponadto fioletowa kolorystyka, motyw australijskich kanionów i krój bejsbolówki nadaje całości cwaniackiego, specyficznego stylu. Rękawy prawie się nie rozciągnęły, mimo sporadycznego podciągania.

Jeleń jak się patrzy...

Pragnę szybko odeprzeć zarzut zbyt obszernych spodni. Jest to co prawda model slim, ale celowo odrobinę większy, ażeby wszystko nie przylegało zbytnio do bioder i ud, a portfel, klucze i telefon mieściły się bez uciskania jajek. Skojarzenia ze stylistyką hip-hopową również jak najbardziej na miejscu. W spodniach umieszczono zwyczajny, czarny pasek, gdyż klamra i tak nie jest widoczna. Wszystko z H&M.


T-shirt to również opcja mocno przewiewna, odrobinę podkoszulkowata. Jasny odcień błękitu i finezyjnie wykrojony dekolt sprawiają, że nawet średnio uważny obserwator dostrzeże ową bazę ubioru. Warto dobrać kolor koszulki pod kolor tęczówek, dokładnie tak, jak miało to miejsce w tym przypadku.


Buty to znany z poprzedniego outfitu model Nike Circuit, który czasy swojej świetności ma już niestety za sobą i podeszwy mocno się odklejają. Służył jednak dobrze ponad półtora roku, w każdych warunkach pogodowych. Dobre buty zapierdzialajki.


Mówi się, że mężczyźnie nie przystoi nosić biżuterii. Fakt, należy być ostrożnym w doborze błyskotek. W naszym przypadku jest to jeden, masywny pierścień, symbol siły i dominacji. Z jednej strony ma wygrawerowany herb Imperium Osmańskiego, z drugiej zaś podpis stylizowany na sułtańską pieczęć. Sentymentalna pamiątka ze Stambułu. Każdy zamożniejszy Turek posiada sygnet, który informuje towarzyszy, że jest szanowanym i wpływowym mężczyzną.

Podsumowując, na mój dzisiejszy strój składają się:
Kurtka BERSHKA
T-shirt H&M
Spodnie H&M
Sygnet z Krytego Bazaru
Pasek czarny H&M
Buty NIKE Circuit
+ Czyste gacie i skarpetki

Outfit sprawdzi się zapewne na wrześniowo-październikowe dni, kiedy za chu*a nie wiadomo jak się ubrać, a Ty pocisz się jak świnia i z utęsknieniem czekasz na ciężarówki Coca-Coli. Albo pierwsze urlopowe słońce.

Szczególne podziękowania dla gospodarza sesji: WPN  i fotografa,
który na kolanach błagał mnie, aby pozostać anonimowym!

Zapraszam do komentowania stylizacji!

poniedziałek, 1 września 2014

RECENZJA #36: Numery Niczym Nieskrępowane - Kosa


Kosa, Kosińska, Katarzyna, ewentualnie Bonson w wersji damskiej. Kolejny talent z Chełma, miasta które prawdopodobnie ma wyjątkowo sprzyjający mikroklimat dla rozwoju bezczelnych, błyskotliwych i interesujących raperek, niebędących jednocześnie kolejnymi kopiami Wdowy! Dziś przyjrzymy się ostatniemu dziełku Kosy, Numerom Niczym Nieskrępowanym, które ciężko nazwać EPką, są to bowiem cztery luźne numery, nagrane na mniej lub bardziej (dla koneserów i znawców raczej bardziej) znanych instrumentalach. Całość jest jednak dość spójna, a sama raperka udowadnia, że ma świetną rękę do wyboru podkładów, na których uprawia swój emocjonalny ekshibicjonizm. Jak radzi sobie lirycznie? CZAS NA KREATYWNĄ ANALIZĘ!

Snu! (instrumental: Flako - Crying on the in)
Jedno wiem na pewno - numer średnio sprawdziłby się jako poranny budzik. Pierwsza zwrotka mocno rozleniwiająca, niezbyt optymistycznie nastraja do dziarskiego witania nowego dnia... Jedynie krótki, acz konkretny, pokaz techniki mógłby wyrwać nas z objęć Morfeusza. Niezła, niezła zmiana tempa, tylko dykcja do wyszlifowania, ale czyja jest idealna niech pierwszy rzuci poduszką! Czy są tu jakieś napomknięcia o samotności i szczęściu, którego tak naprawdę nie ma? Ciężko powiedzieć, tekst jest otwarty na interpretacje. Zwrotka druga to narzekanie na bezsenność i inspiracje przychodzące zawsze późno w nocy, podobnie jak niechciane, zamykane na pięć spustów, myśli i wspomnienia. Zajebiście leżą mi wszelkie nawiązania do ekonomii - cheekpoint hajsu, produkt krajowy brutto w Holismie, słupki idące w górę etc. Kosa, weź idź na jakiś kurs giełdowego maklera, żeby połapać nowe pomysły na punche z niezaspokojonymi potrzebami w tle! Potrzebami materialnymi rzecz jasna! Ogólnie rzecz biorąc numer, że komar nie siada, sampelek dodaje całości wyjątkowego sznytu. Znakomite rozpoczęcie paczki!

Holism (instrumental: Emancipator - Merlion)
Nawiązanie do greckiego ideału piękna, będącego połączeniem przymiotów ciała i dobroci ducha plus zachęta do indywidualizmu, ale nie tego, polegającego na szukaniu koszulek z oryginalnym nadrukiem, lecz pewnej umysłowej niepodległości, choć częściowej niepodatności na obce wpływy - tak to widzę! Mamy też kilka wersów o powolnej utracie wiary w drugiego człowieka i niemożliwości pobudzenia jego emocjonalnych strun. Ogólnie jest niewesoło, wielowątkowo, ale autorka uciekła od grafomanii, co nie jest zadaniem prostym przy tak abstrakcyjnej, holistycznie ugryzionej, tematyce! Bardzo cenię sobie autobiograficzne odniesienia Kosy, z którymi bardzo łatwo się utożsamiać. Drobne zastrzeżenie do niezagospodarowania dalszej części podkładu i czterokrotnego powtórzenia refrenu. Oczywiście słucha się przyjemnie, słychać efekt narastających emocji; autor ma pełne prawo mieć taki zamysł, ale musi liczyć się z pytaniami słuchacza w stylu: może nie było pomysłu na ciąg dalszy tekstu? Chociaż zwrotka jest w rozmiarze XXL, lepiej zostawić czyste, kozackie pętle niż niepotrzebnie je brudzić... Utwór mógłby lecieć gdzieś w tle napisów filmu Dawca Pamięci, no i obowiązkowy props za użycie słowa fetysz, które jest bardzo na tym blogu lubiane!

Z otwartymi drzwiami (instrumental: Atmosphere - The Last To Say)
Sentymentalny numer dla ziomeczków, którzy nie opuszczają w potrzebie i nie zapominają o nas kiedy oddalamy się o kilka kilometrów lub tracimy zasięg w tunelach i życiowych zakrętach. Domorośli marzyciele z okruszkami na koszulce! Jeśli wszystkie studentki AWF we Wrocławiu (?) są tak dojrzałe i ogarnięte, to chyba lecę robić tam magistra z socjologii! Znowu na drugim planie majaczy nam pieniądz, który tworzy pewien naturalistyczny, urbanistyczny klimat szczurzej antyutopii. Braci się nie traci, ale uciec czasem niestety trzeba. Nawet jeśli kontakt kiepski, to namierzę cię i zachlam - to wyjątkowo cwaniacki i brawurowy wers! Refren złoto! Moim skromniutkim zdaniem to najlepszy numer z tej krótkiej kompilacji!

Proszę mi klaskać ft. Dj Simple (instrumental: Chrome Sparks - Marijuana)
Dobrze, że ten składnik wpadł do sałatki, bo dodaje lekkości, informując jednocześnie, że Artystka Katarzyna nie ma ciągle spiętych pośladków i umie zaprezentować się od strony, że tak powiem, kabaretowo-ironicznej. Powstało już naprawdę sporo tego typu numerów, ale ten nie okazał się w żaden sposób wtórny. Przypomina mi się kawałek nagrany przez niejakiego Micha na albumie Dożywocie Za Słowa, ale za nic w świecie nie mogę przypomnieć sobie jego nazwy, a YouTube nie chce mi pomóc... Ostatnie cztery wersy o dwóch końcach kabla są bardzo miłe, ale również słuchacze powinni doceniać istnienie dystrybutorów muzyki. Takie jednoznaczne podziękowania mogą popsuć charakter odbiorcy, stworzyć w nim złudne wrażenie, że wszystko mu się należy. Należy się dużo, ale bez przesady, pamiętaj o tym! Detale obok których nie da się przejść obojętnie to: przyjemne dla ucha scratche i świetnie wymodulowany ostatni wers z (prawie) zmysłowym szeptem.

Podsumowując: minimixtape zdecydowanie na plus! 4/5, żeby Kosa nie osiadła na laurach! Moja intuicja podpowiada mi, że artystka jest w takim momencie kariery, w którym finansowe niedogodności są dla niej twórczo stymulujące. Dobrze byłoby, gdyby Kosa wypłynęła na odrobinę szersze wody właśnie teraz, żeby zrobić krok naprzód, zmienić delikatnie punkt widzenia i rozszerzyć tematykę (Ciągle słyszymy o ojcu, niedoborach siana, alkoholu, locie na studia etc. Ok, ale zostawmy to już w spokoju!). Jeśli Kosa zostanie tak samo gorzka i refleksyjna, ale nie wpadnie w monotonię, to jestem o Nią całkowicie spokojny! Pozwólmy zdobyć jej kilkadziesiąt/kilkaset nowych lajków (bez pokazywania cycków), choć z drugiej strony mały fanbase jest cenny. Świadomy i zaangażowany. W ostatecznym rozrachunku dobrze jednak próbować połączyć jakość z ilością.

I Ty możesz poczuć się jakbyś razem z Onest Promo wyłowił perłę ukrytą w podziemiu podziemia! Ja właśnie dzielę się NNN ze znajomymi i nielicznymi czytelnikami tego bloga. Bo wbrew pozorom dużo osób otwiera pliki tekstowe dołączone do muzyki. Każdy bowiem szuka odrobiny emocji, a Kosa jest w stanie ich nam dostarczyć! Bezsprzecznie. Fajnie, że Gori, Cution i Dj Simple udzielili wsparcia!

 
To moja czwarta recenzja muzyczna. Zostaw mi jakiś konstruktywny komentarz!


Niedorzeczna marzycielka wciąż bez gruntu pod nogami,
Grunt to pewność, że jak spieprzam, czekasz z otwartymi drzwiami - na mnie!
                                                               ~Kosa, Z otwartymi drzwiami

sobota, 23 sierpnia 2014

REFLEKSJA #12: Schematyczność i powtarzalność...

Routine Gate #1: We are watching you! Stay calm and respect the Law!

Rutyna i powtarzalność. Wrogowie, a może sprzymierzeńcy?

Pracując wciąż w tym samym miejscu z nudów zacząłem wnikliwie obserwować otoczenie. Ci sami ludzie mijają mój przyczółek o tej samej porze. Niosą podobne siatki z podobnymi produktami. Odprowadzają te same dzieci z lub do szkół. Nawet rozmawiają na podobne tematy. Ekspedientka piekarni wychodzi na papierosa, kioskarz wychodzi na papierosa, kierowcy bluzgają i wychodzą na papierosa, bajerują ekspedientkę. Ja mam ciągle te same obowiązki, ludzie zadają mi łudząco podobne pytania, mają identyczne problemy. Śmieci wysypują się z wiecznie przepełnionych koszów, okoliczna żulernia zbiera niedopalone pety, co bezustannie napawa mnie smutkiem i prowadzi do refleksji na temat granic godności istoty ludzkiej. Czarno-białe ksero rzeczywistości. Jak żyć Panie Kreatorze, jak żyć?

Routine Gate #2: Pay for everything! It shouldn't be a Jungle!
Money make you strong, not your muscles.

Nawet to, że raz w tygodniu staram się wrzucić notkę na bloga jest przewidywalne i schematyczne. Ratuje mnie fakt, że zmieniam tematykę. Chociaż nie do końca, zazwyczaj dostarczam Wam nostalgicznego hamburgera, ale strasznie podoba mi się taka stylistyka wpisów. Leży to mojej naturze. No i teoretycznie powinienem stawać się lepszym blogerem, tj. coraz precyzyjniej umieć przekuwać swoje myśli na ekran komputera. A przecież nie mogę zapominać o swoim największym marzeniu z gatunku być, a więc o przepoczwarzeniu się pewnego dnia w pełnokrwistego, szanowanego pisarza. Blog mnie uspokaja, bo nawet jak nie piszę dłuższej formy, to regularnie szlifuję warsztat i szybko zbieram niedojrzałe owoce swojego trudu - wyświetlenia i przeczytania, które niesamowicie cieszą i dostarczają satysfakcji. Najbardziej radują mnie komentarze, ale na to mam nadzieje też kiedyś przyjdzie czas. Suma Sumarum, powtarzalność wiedzie nas ku doskonałości. Na przykład: chodzisz co niedziela do kościoła plus konsekwentnie przestrzegasz przykazań = RAJ.

Routine Gate #3: Eat for survive, you cannot die if you are paying taxes!
You are the ownership of the state, suicide is forbidden!

Ale czasem ciężko zmusić się do interacji (łac. iteratio – powtarzanie). Człowiek chce co chwila doświadczać czegoś nowego, świeżego, czego nigdy wcześniej nie przeżył. Zdecydowanie wybieram zmiany jakościowe, nie ilościowe. Cel to zapuścić korzenie głębiej, nie na większym obszarze. I nakarmić receptory do syta.

To prawie pewne, że wypadnie mi krótki, wrześniowy wyjazd nad morze. Ludzie cały rok czekają na urlop, co sprawia, że staje się to kolejnym elementem układanki powtarzalności. Ale mam nadzieję, że TA podróż będzie niezapomniana i bezprecedensowa. Zapuścić głębiej korzenie, stworzyć unikalny algorytm...

Non-routine gate #404: Won in a competition. Emergency: that makes you
unequal to the rest of society. You could be more talented than others,
we must observe you more carefully!

Pochwalę się też, jakiś czas temu wygrałem konkurs organizowany przez wizuale.com. Chodziło o zabawne uzupełnienie komiksowego kadru z Białego Orła. W czwartek dotarła do mnie paczka laureata. Miła odmiana w monotonnym życiu, dzięki Kmiołek Brothers and Company! Ludzie lubią rywalizować, wygrywać, dostawać coś od życia. Trzeba grać, żeby wygrać. Banał.

Wiele w naszym życiu może zależeć od jednej gry słownej, czytaj: dialogu. Wyobraźmy sobie dwie sytuacje:

SCENA 1:
A: Można Pani w czymś pomóc, doradzić?
B: Nie, dziękuję... Umiem czytać!
(aktor A odchodzi zgaszony bez słowa)

SCENA 2:
A: Można Pani w czymś pomóc, doradzić?
B: Nie, dziękuję. Udaję, że czytam.
A: Zawsze przyjemniej z kimś porozmawiać, także proszę śmiało pytać, od tego tu jestem!
B: A wie Pan co, jak już Pan tu stoi to mam jednak jedno pytanie!
A: Słucham!
B: [...]
(między aktorem A i aktorem B wywiązuje się dłuższa rozmowa)

Czujecie różnicę i ewentualne dalekosiężne konsekwencje obu scen? Ja czuję...

Ale jeśli płynie prąd, każdy kabel ma dwie strony,
nie ważne kim jesteś, skąd... Proszę, pozostań świadomy!
                                               ~Kosa, Proszę mi klaskać

niedziela, 17 sierpnia 2014

RECENZJA #35: Lucy


Lucy to interesujący film akcji z bardzo mocnym akcentem położonym na rozważania natury filozoficznej. To tak jakby Jestem Bogiem (również o supernarkotyku) zmieszać z Atlasem Chmur (dużo pieprzenia o egzystencji). Wyszło całkiem nieźle, jedyne zastrzeżenie możemy mieć do tego, iż akcji w filmie akcji nie jest zbyt wiele, a oprócz sceny ucieczki z tajwańskiego więzienia, nie uświadczymy tutaj misternie przemyślanych rozwałek z kreatywnym wykorzystaniem otoczenia.

Właściwie substancja, która pozwala Lucy (Scarlett Johansson) władać nadludzkimi mocami to nie narkotyk, a syntetyczne wytworzone CPH4. To ciekawa i nieźle uzasadniona koncepcja. CPH4 to bowiem hormon śladowo wydzielany w ciele kobiety będącej w stanie błogosławionym, sukcesywnie zwiększający możliwości wykorzystywania mózgu, aż do osiągnięcia magicznego progu 100%, gdy stajemy się... no właśnie... Bogiem?

Refleksyjnemu odbiorcy film nasunie zapewne wiele pytań, na które ciężko znaleźć satysfakcjonujące odpowiedzi. Pewne jest jedno - Freeman wybornie nadaje się do ról charyzmatycznych, prawych obywateli i naukowców. Tym razem mamy okazję wysłuchać fragmentu jego bardzo inspirującego wykładu na temat metod przystosowawczych różnych gatunków do życia. Bez wątpienia robi to niemałe wrażenie. Podobnie jak gra aktorska przerażonej Johansson w pierwszych minutach po reklamach.

Świetnym pomysłem było użycie scen z życia zwierząt na początku obrazu, ale już pod koniec seansu pewne motywu były wielokrotnie przerabiane i nie zaskoczyły chyba żadnego widza na sali (np. fresk Stworzenie Adama z Kaplicy Sykstyńskiej). Intrygujący okazał się wątek z Pierre Del Rio, wykorzystanym paryskim gliniarzem, który odegrał minimalną rolę w dość szczęśliwym zakończeniu.

Podsumowując: półtorej godziny na pewno nie było stracone. Jak na poziom niektórych produkcji, które ostatnio ukazują się na srebrnym ekranie, Lucy wypada bardzo dobrze. To lekki, przyjemny i przemyślany twór. Poza tym dawno nie widziałem hollywoodzkiego filmu bez (ludzkiej) sceny seksu, jedynie z subtelnym pocałunkiem i dwoma próbami gwałtu. Szacunek, nota przynajmniej w okolicach solidnej czwórki plus! Obsada palce lizać!

PS: Taką spontaniczność uwielbiam: brzydka pogoda, atrakcyjna Duperka sponsoruje nam kino i posiłek w galerii. Nie ma problemu, świetnie sprawdzam się w roli utrzymanka, przepraszam, gejszy!

PS2: No dobra, apropos scen seksu, przypomniało mi się, że był krótki urywek z parą kochanków, poza tym współlokatorka Lucy opowiadała o upojnej nocy z jakimś przystojniakiem, ale to i tak niewiele jak na wyuzdane standardy XXI wieku. Moja kinowa towarzyszka była co najmniej rozczarowana! ;]

PS3: Publikując tę recenzję wróciłem z wieczornych, osiedlowych piwek. Trochę idiotycznych rozmów o życiu i duperkach, ale przyszła mi do głowy ważna refleksja: pora docenić to co mam, moje relationship jest teraz proste jak drut. Dzięki! #Romeo

[SPOILER] Jak wiedza z superkomputera zmieściła się na gwiezdnym pendrive'ie? Jaki komputer jest w stanie uciągnąć taki sprzęt? I co to za dołujący cytat na końcu - Miliardy lat temu dostaliśmy życie, teraz wiecie co z nim zrobić... Ja nadal nie wiem! [KONIEC SPOILERA]

Niebo zaczyna się zlewać z ziemią w jeden kształt,
serotonina zapędza mnie bezwiednie w szał...
                                               ~Kasia Grzesiek, Euforia