No nie wytrzymałem do stycznia na
swoim małym urlopiku, ciągnie mnie do blogaska jak diabli. Szczególnie, gdy
obserwuję, że Was też trochę ciągnie. W grudniu zanotowałem prawie 5 tysięcy
wejść i grubo ponad sto komentarzy. Ale się rozhulało! Szalony rok, więc
książka pt. Historie o zwykłym szaleństwie
pasuje jak ulał.
Historie o zwykłym szaleństwie to na polskim rynku prawdziwa
świeżynka, najnowsza rzecz zaproponowana przez wydawnictwo Noir Sur Blanc, które trudni się cierpką prozą (i poezją) Bukowskiego od wielu, wielu lat. Ci,
którzy już wcześniej zetknęli się z twórczością "prawdziwej ikony Beat Generation", wiedzą dobrze, czego
można się spodziewać. Nierzadko będzie wulgarnie, absurdalnie, obleśnie, ale
również bystro i.. niezwykle wciągająco. Charles
potrafi stworzyć interesujące historie, które mają szczątkową, leniwą fabułę, ale
zawsze niosą jakieś przesłanie. Często musimy się go nieźle naszukać. Zazwyczaj
jest to jednak zawoalowane narzekanie na chore społeczeństwo drugiej połowy
drugiego milenium.
Pozycja to zbiór luźnych
opowiadań, wśród których bardzo trudno znaleźć wspólny mianownik, za wyjątkiem tytułowego szaleństwa. O tak, poznamy masę szaleńców. Nieprzystosowanych buców,
kiepskich poetów, wariatów i więźniów. Moczymordów, profesorów i tych tylko na
pozór normalnych, przegrywających życia na torach wyścigowych i w barach. Będą
także narkomani, prostytutki, jedna oświecona zoofilka, a nawet koc-morderca.
Łącznie 34 opowiadania na 296 stronach ze (zdaniem niektórych) najlepszego
okresu twórczości Bukowskiego, a więc
końca lat 70 i początku lat 80 XX wieku.
Moim skromnym zdaniem, poziom
tekstów, co nieuniknione w tak dużym dziełku, jest mocno zróżnicowany. Od całkiem kiepskawych (np.: Wspaniałe zaślubiny w stylu zen, Deszcz i kobiety, Dom dla czubków na wschód od Hollywood), aż po genialne (m.in.: Odsiadka z wrogiem publicznym nr 1, Piwo, poeci i gadki, Fioletowy jak irys czy Zwierzęta napluły mi do zupy). Na
szczęście zanotowałem przewagę tych jakościowo lepszych. Oczywiście Wasza lista
ulubionych fabułek może się znacząco różnić od mojej i nie ma w tym nic
złego, nie płaczcie.
Niektórych z pewnością zirytuje ostentacyjne
lekceważenie kilku zasad pisowni. W olbrzymiej większości opowiadań mamy
do czynienia z brakiem dużych liter na początku zdań, a zdania wielokrotnie
złożone, to chyba konik autora. Mi to specjalnie nie wadziło, da się szybko przyzwyczaić.
Biegnąc w stronę podsumowań - polecam
czy nie polecam? Jak zawsze przy Buku,
jestem rozdarty. Na pewno zdarzą Wam się momenty, przy których będziecie psioczyć na żenujący
poziom tejże prozy (wstawki o samodzielnym robieniu sobie loda czy drapaniu w
dupie wyłamują się trochę z literackich konwencji). Niektórzy to kochają, niektórzy
nienawidzą. Ja nawet lubię ten autobiograficzny, brudny styl alkoholowego
mędrca. Od czasu do czasu. A już szczególnie lubię wyłuskiwać wartościowe
cytaty i inspirujące obserwacje rzeczywistości. Trzy przykłady takowych znajdziecie
poniżej. Na zachętę. Selekcja była trudna, bo zaznaczyłem kilkanaście, jeśli
nie kilkadziesiąt, fajnych myśli.
obecnie niemający pojęcia o pisaniu krytycy próbują w mętny sposób
pomniejszyć znaczenie Hemingwaya. temu staremu skubańcowi już od połowy kariery
zdarzało się pisać słabe teksty, ale mimo że stopniowo dostawał zajoba, to i
tak inni wyglądali przy nim jak chłopcy w krótkich majteczkach, podnoszący rękę
z prośbą o pozwolenie na małe literackie siusiu. (…) Ernie był mechanikiem:
lubił naprawiać świat na papierze. (...) a potem Hem dorywał się do maszyny i
pisał na stojąco. maszyna była dla niego jak rewolwer, jak broń. (Żegnaj, Watsonie, s. 91)
przypadła nam ta sama gówniana robota, co nas łączyło. głownie to, że
nie chcieliśmy brodzić w szambie do końca życia, i chociaż to szambo było dobrą
lekcją, to już więcej nie dało się nauczyć, tylko najwyżej w nim utonąć. (Zastrzeliłem gościa w Reno, s. 181)
wszyscy ludzie w Los Angeles to robią: z obłędem w dupie biegają za
czymś, czego nie ma. w zasadzie to strach przed skonfrontowaniem się z samym
sobą, strach przed samotnością. ja z kolei boję się tłumu biegających z obłędem
w dupie. ludzi, którzy czytają Normana Mailera i chodzą na mecze bejsbola i
strzygą, i podlewają swoje trawniki, i przekopują ogródek gracką. (Zapiski potencjalnego samobójcy, s. 229)
Dane techniczne:
Autor: Charles
Bukowski
Tłumaczenie:
Michał Przybysz
Oprawa:
miękka
Wydawnictwo:
Noir Sur Blanc
Liczba
stron: 296
ISBN:
978-83-7392-558-8
Cena
detaliczna: 29,90 złotych (tutaj taniej!)
Recenzje innych
książek Bukowskiego:
Listonosz –
kliknij, żeby przeczytać
Kobiety – kliknij, żeby przeczytać
Szmira – kliknij, żeby przeczytać
Wbrew moim braciom, co wciąż w strachu, że w
tym syfie zginę,
Idę po prawdę o sobie w dół, aż pod nifesime!
Rozrywany korzeniami, blizn nie liczę, synek
I zostawiam ślady by wiedzieli, że tu jeszcze żyję. Yo!
Idę po prawdę o sobie w dół, aż pod nifesime!
Rozrywany korzeniami, blizn nie liczę, synek
I zostawiam ślady by wiedzieli, że tu jeszcze żyję. Yo!
~JNR, Nie poddaj się
