Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hemingway. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hemingway. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2015

RECENZJA #118: Historie o zwykłym szaleństwie - Charles Bukowski


No nie wytrzymałem do stycznia na swoim małym urlopiku, ciągnie mnie do blogaska jak diabli. Szczególnie, gdy obserwuję, że Was też trochę ciągnie. W grudniu zanotowałem prawie 5 tysięcy wejść i grubo ponad sto komentarzy. Ale się rozhulało! Szalony rok, więc książka pt. Historie o zwykłym szaleństwie pasuje jak ulał.

Historie o zwykłym szaleństwie to na polskim rynku prawdziwa świeżynka, najnowsza rzecz zaproponowana przez wydawnictwo Noir Sur Blanc, które trudni się cierpką prozą (i poezją) Bukowskiego od wielu, wielu lat. Ci, którzy już wcześniej zetknęli się z twórczością "prawdziwej ikony Beat Generation", wiedzą dobrze, czego można się spodziewać. Nierzadko będzie wulgarnie, absurdalnie, obleśnie, ale również bystro i.. niezwykle wciągająco. Charles potrafi stworzyć interesujące historie, które mają szczątkową, leniwą fabułę, ale zawsze niosą jakieś przesłanie. Często musimy się go nieźle naszukać. Zazwyczaj jest to jednak zawoalowane narzekanie na chore społeczeństwo drugiej połowy drugiego milenium.

Pozycja to zbiór luźnych opowiadań, wśród których bardzo trudno znaleźć wspólny mianownik, za wyjątkiem tytułowego szaleństwa. O tak, poznamy masę szaleńców. Nieprzystosowanych buców, kiepskich poetów, wariatów i więźniów. Moczymordów, profesorów i tych tylko na pozór normalnych, przegrywających życia na torach wyścigowych i w barach. Będą także narkomani, prostytutki, jedna oświecona zoofilka, a nawet koc-morderca. Łącznie 34 opowiadania na 296 stronach ze (zdaniem niektórych) najlepszego okresu twórczości Bukowskiego, a więc końca lat 70 i początku lat 80 XX wieku.

Moim skromnym zdaniem, poziom tekstów, co nieuniknione w tak dużym dziełku, jest mocno zróżnicowany. Od całkiem kiepskawych (np.: Wspaniałe zaślubiny w stylu zen, Deszcz i kobiety, Dom dla czubków na wschód od Hollywood), aż po genialne (m.in.: Odsiadka z wrogiem publicznym nr 1, Piwo, poeci i gadki, Fioletowy jak irys czy Zwierzęta napluły mi do zupy). Na szczęście zanotowałem przewagę tych jakościowo lepszych. Oczywiście Wasza lista ulubionych fabułek może się znacząco różnić od mojej i nie ma w tym nic złego, nie płaczcie.

Niektórych z pewnością zirytuje ostentacyjne lekceważenie kilku zasad pisowni. W olbrzymiej większości opowiadań mamy do czynienia z brakiem dużych liter na początku zdań, a zdania wielokrotnie złożone, to chyba konik autora. Mi to specjalnie nie wadziło, da się szybko przyzwyczaić.

Biegnąc w stronę podsumowań - polecam czy nie polecam? Jak zawsze przy Buku, jestem rozdarty. Na pewno zdarzą Wam się momenty, przy których będziecie psioczyć na żenujący poziom tejże prozy (wstawki o samodzielnym robieniu sobie loda czy drapaniu w dupie wyłamują się trochę z literackich konwencji). Niektórzy to kochają, niektórzy nienawidzą. Ja nawet lubię ten autobiograficzny, brudny styl alkoholowego mędrca. Od czasu do czasu. A już szczególnie lubię wyłuskiwać wartościowe cytaty i inspirujące obserwacje rzeczywistości. Trzy przykłady takowych znajdziecie poniżej. Na zachętę. Selekcja była trudna, bo zaznaczyłem kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt, fajnych myśli.

obecnie niemający pojęcia o pisaniu krytycy próbują w mętny sposób pomniejszyć znaczenie Hemingwaya. temu staremu skubańcowi już od połowy kariery zdarzało się pisać słabe teksty, ale mimo że stopniowo dostawał zajoba, to i tak inni wyglądali przy nim jak chłopcy w krótkich majteczkach, podnoszący rękę z prośbą o pozwolenie na małe literackie siusiu. (…) Ernie był mechanikiem: lubił naprawiać świat na papierze. (...) a potem Hem dorywał się do maszyny i pisał na stojąco. maszyna była dla niego jak rewolwer, jak broń. (Żegnaj, Watsonie, s. 91)

przypadła nam ta sama gówniana robota, co nas łączyło. głownie to, że nie chcieliśmy brodzić w szambie do końca życia, i chociaż to szambo było dobrą lekcją, to już więcej nie dało się nauczyć, tylko najwyżej w nim utonąć. (Zastrzeliłem gościa w Reno, s. 181)

wszyscy ludzie w Los Angeles to robią: z obłędem w dupie biegają za czymś, czego nie ma. w zasadzie to strach przed skonfrontowaniem się z samym sobą, strach przed samotnością. ja z kolei boję się tłumu biegających z obłędem w dupie. ludzi, którzy czytają Normana Mailera i chodzą na mecze bejsbola i strzygą, i podlewają swoje trawniki, i przekopują ogródek gracką. (Zapiski potencjalnego samobójcy, s. 229)

Dane techniczne:
Autor: Charles Bukowski
Tłumaczenie: Michał Przybysz
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Noir Sur Blanc
Liczba stron: 296
ISBN: 978-83-7392-558-8
Cena detaliczna: 29,90 złotych (tutaj taniej!)
Recenzje innych książek Bukowskiego:

Wbrew moim braciom, co wciąż w strachu, że w tym syfie zginę,
Idę po prawdę o sobie w dół, aż pod nifesime!
Rozrywany korzeniami, blizn nie liczę, synek
I zostawiam ślady by wiedzieli, że tu jeszcze żyję. Yo!