sobota, 28 stycznia 2017

MACIEK I KLOCKI - STARTUJEMY!

Od tylu miesięcy mówiłem o planach związanych z YouTubem, że w końcu musiałem wziąć się w garść i ruszyć z kopyta. Powiem Wam, że to wszystko jest dużo trudniejsze niż przypuszczałem, ale nie poddam się, przynajmniej nie od razu. Podrzucam Wam swój debiutancki, zapoznawczy materiał, z prośbą o wypunktowanie wszystkich słabych punktów. Nie zaśnijcie i nie miejcie dla mnie litości!


Na razie wiem, że: za dużo mlaskam, zbyt często się marszczę i mrugam oczyma, zawieszam się w czasie wypowiedzi, delikatnie przynudzam i mam krzywe zęby… ;)

niedziela, 22 stycznia 2017

RECENZJA: Gwiazdki Pyszności - Piekarnia Nowaczyk


Kiedy nazwa produktu sugeruje jego kluczową właściwość, a taka sytuacja ma miejsce w niniejszym przypadku, konsumentowi nasuwa się dość oczywiste pytanie – czy Pyszności naprawdę są pyszne? Czy Piekarnia Nowaczyk z Dopiewa stanęła na wysokości zadania? Czy warto wydać te 5.70 PLN (cena w poznańskim sklepiku Sezamik) za około trzysta gram gwiazdek? Tego Mili Moi, dowiecie się w podsumowaniu tej recenzji…!

Ciasteczka jak dawniej, Rzemieślnicza jakość od 1991 roku – już na pierwszy rzut oka widać na jakich nutach chce zagrać produkcik. Piekarnia jest ode mnie starsza zaledwie o rok, dlatego nie dam się nabrać na tzw. nostalgię niepamiętających i sprawdzę jak na Pyszności reagują moje młode, niedoświadczone kubeczki smakowe. A reagują bardzo dobrze. Ciasteczko jest miękkie, kruchutkie i wilgotne, przyjemne w rozcieraniu między trzonowcami, a do tego nie skąpi się na nim marmolady. Nawet rozmiar jest odpowiedni – na jeden lub dwa gryzy. Samych zaś ciasteczek w opakowaniu znajdziemy około trzydzieści sztuk, można więc zapełnić słusznych rozmiarów talerzyk. Zapach po zdjęciu folii również określiłbym jako bardzo kuszący, maślany, mimo że w składzie wyraźnie stoi margaryna.

Cóż, nie będę ukrywał, że Pyszności przypadł do gustu mojej rodzince. Ja widzę w nich dobrą alternatywę dla innych przekąsek, takich jak paluszki, margaretki czy chipsy. Całość prezentuje się bardzo zachęcająco, dokładnie widzimy zawartość kartoniku. Minusem jest jednak to, że do marmolady łatwo czepiają się okruszki, co minimalne psuje estetykę. To jednak nieistotna pierdoła. Polecam szczególnie tym, którzy lubią muszelki na wagę (wiecie, te przełożone marmoladą, maźnięte czekoladą na końcówce), smak jest bowiem bardzo podobny. A cena dużo lepsza. Gwiazdki, wyrób cukierniczy gotowy do spożycia, są bardzo spoko.

No sami zobaczcie - nie szczędzą na marmoladzie.
Swoją drogą, nie mogę jej rozszyfrować. Czy to bardziej truskawka
czy dzika róża, a może coś jeszcze innego!?

Składniki: mąka pszenna, margaryna, marmolada, cukier, woda, skrobia ziemniaczana. Zawiera gluten. W zakładzie używa się także alergenów: jaja, orzeszki ziemne, soja, orzechy, mleko, nasiona sezamu oraz ich produkty pochodne. Przechowywać w suchym i chłodnym miejscu.

Lubisz rzetelne recenzje jedzenia? Odwiedź archiwum, klikając w RECENZJE JEDZENIA!

sobota, 14 stycznia 2017

RECENZJA: Ember in the Ashes. Imperium Ognia - Sabaa Tahir


Książeczką Ember in the Ashes. Imperium Ognia zostałem obdarowany przez blogerkę o enigmatycznej ksywce Anna B. z Chaosu Myśli (wielkie dzięki!). Ściślej mówiąc, wygrałem organizowany przez Nią konkurs, polegający na spisaniu uzasadnienia okropnej, niewyobrażalnej wręcz konieczności posiadania tego właśnie tytuliku w swojej przydomowej biblioteczce. Uzasadniłem ładnie, wygrałem, tuż przed Świętami dostałem piękną paczuszkę i zacząłem czytać. Skończyłem kilka dni temu, z niemałym zadowoleniem. I chyba mam delikatną chrapkę na kolejną część (A Torch Against the Night), która pewnie jest teraz w tłumaczeniu.

Dość nieufnie podchodzę do Young Adult Fantasy, ale amerykańska pisarka Sabaa Tahir stanęła na wysokości zadania. 500 stron, 50 rozdziałów (!) pisanych naprzemiennie, z perspektywy dobrze wyszkolonego żołnierza elitarnych sił Imperium (Eliasa) i nastolatki z konieczności przystającej do Ruchu Oporu (Laia) to gwarant wartkiej akcji. I rzeczywiście, największą zaletą książki jest fakt, że czytelnik czuje się, jakby autorka stała nad jego głową i napie*dalała go kolejnymi wydarzeniami, niczym drewnianą lagą. Nie męcząc się. Postacie z radykalnie różnymi punktami siedzenia, pierwszoosobowa narracja, korespondencyjnie konkurujący ze sobą młodzieńcy i szczypta epickich wydarzeń w tle – mogło to wszystko wyjść banalnie i sztucznie, lecz na szczęście tak się nie stało. Świat przedstawiony nie wydał mi się naciąganą zbitką schematów i nie rozkodowywałem go ironicznie, czego miałem prawo się obawiać, po zobaczeniu magazynu Bravo w sekcji patronów medialnych Imperium Ognia

Jeśli znacie trochę moje upodobania literackie, wiecie zapewne, że często czepiam się światów bez przekonującego, gęstego opisu. Tutaj uniwersum jest nakreślone oszczędnie, lecz nie całkiem skąpo. Może brakuje czasem szerszych opisów Wojan, Morzan, Plemieńców, Barbaryjczyków lub Scholarów (nacje), merkantorów, ilustrian czy augurów (kolejno: klasa kupiecka, imperialna klasa wyższa, kasta kapłańska), ale minimum informacji, akurat tyle co by się nie zagubić w narracji, zawsze w odpowiednich momentach dostajemy. Być może dalsze części cyklu przeniosą nas w inne zakątki świata przedstawionego? Na to wskazuje zakończenie.

W całym tym zalewie komplementów, mam do książki tylko dwa zastrzeżenia. Pierwsze to pierdołka – na jednej czy dwóch stronach jakość druku była tak spartaczona, jakby używano oparów tuszu czy ziemistego błocka. Drugie zastrzeżenie to już nieco większy kaliber, a chodzi o kilkukrotne, drobne absurdy przy wątkach drugoplanowych [SPOILER] Niewolnica Izzi kibicująca niejakiemu Marcusowi w Próbach, mimo że ten kilka dni wcześniej chciał zgwałcić jej przyjaciółkę? Elias nocami kopiący przez 7 miesięcy tunel ze swojej kwatery do katakumb, co nie zostało przez nikogo przyuważone i nie odbiło się na wynikach morderczego szkolenia? Bezlitosna komendantka niezdolna do zabicia dziecka zaraz po porodzie, mimo że szczerze chce jego śmierci? Przy samej zaś końcówce powieści, miałem wrażenie delikatnie zbyt dużego haustu epickości, ale to mogło być tylko moje, subiektywne odczucie. Coś ta Laia zrobiła się zbyt dziarska i wojownicza, podobnie jak reszta służby… [KONIEC SPOILERA]

Ember in the Ashes. Imperium Ognia to solidne, satysfakcjonujące czytadło. Nie zmieni nic w Twoim życiu, ale zapewni kilka atrakcyjnych wieczorów. Zaobserwowałem syndrom kolejnego rozdziału, a o to przecież chodzi w lekkiej, rozrywkowej literaturce.

Dane techniczne:
Autor: Sabaa Tahir
Tłumaczenie: Marcin Wawrzyńczak, Jerzy Malinowski
Oprawa: miękka
Wydawnictwo: Akurat
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 512
ISBN: 978-83-287-0119-9
Cena detaliczna: ok. 30 PLN

Niewielką garstkę wyłuskanych przeze mnie cytatów znajdziesz TUTAJ!

Nieustanna walka - cytaty z Ember in the Ashes. Imperium Ognia


Poniżej przedstawiam garść cytatów z Ember in the Ashes. Imperium Ognia. Szału nie ma, ale pisarstwo porządne. W Ember in the Ashes. Imperium Ognia mamy do czynienia raczej ze zręczną, dobrze prowadzoną historią, mniej zaś z natchnionymi wykwitami, które zostaną na długo. Lub dłużej. Mimo wszystko - endżoj!

Pole bitwy to moja świątynia. Czubek miecza jest moim kapłanem. Taniec śmierci moją modlitwą. (str. 18-19)

To bardzo upraszczające ujęcie bardzo złożonego zagadnienia. (str. 75)

W Czarnym Klifie uczymy się szeregować ludzi: cywil, bojownik, nieprzyjaciel, sojusznik, informator, zdrajca. Na tej podstawie podejmujemy dalsze decyzje. (str. 102)

Nigdy ich nie zapomnisz, nawet po wielu latach. Ale nadejdzie dzień, kiedy przez całą minutę nie będziesz czuła bólu. Potem przez godzinę. Przez cały dzień. Tak naprawdę to wszystko, o co możesz prosić. (str. 111)

Laia jest jak dziki taniec Plemieńców w blasku obozowego ogniska, a Helena to zimny błękit płomienia alchemików. (str. 343)

Zwątpienie i strach to wyjątkowo zdradliwe uczucia przed walką. Gdy połączą swe siły, potrafią siać zamęt w głowach i przesądzić o wyniku bitwy, nim ona się zacznie. (str. 382)

Nie ma przekleństw, wrzasków, udawania. Wszyscy wpadliśmy w sidła niekończącej się przemocy. W śnieżnej zadymce szczęka oręż i giną przyjaciele. (str. 387)

Dostrzec we wrogu człowieka. To najgorszy koszmar generała. (str. 421)

Jutro będę niewolnicą, a ty Maską i możemy się nienawidzić, tak jak tego od nas oczekują. (str. 427)

Są dwa rodzaje przewinień. (...) Te, które ciągną cię na dno i czynią bezużytecznym, oraz te, które pobudzają do działania. (str. 428)

O bogowie, jak dobrze było czuć jej ciało prężące się, spragnione. Kilka bezcennych chwil wolności. Wyzwolenia od tego, kim i czym jestem. (str. 430)

– To, że jest dobrym przywódcą, nie oznacza, że jest dobrym człowiekiem. (str. 467)

Samotność była moim przyjacielem. A złość pomagała przetrwać. (str. 476)

Niech pociechą będzie ci myśl, że twoja śmierć przyniesie spokój twojej matce. Że prześladujące mnie od dwudziestu lat poczucie klęski nareszcie zniknie. Będę wolna. (str. 478)

Trup jest trupem, nieważne z jakiego powodu. (str. 490)

I to by było na tyle. Jeśli podoba Ci się idea wypisywania fragmentów recenzowanych książek, zachęcam do przeszperania archiwum (RECENZJE KSIĄŻEK) w poszukiwaniu innych cytatów, na przykład tych z prześwietnej powieści Shantaram. Odnośniki znajdziesz TUTAJ, na dole postu. Pozdrawiam, zostaw mi (żebro)lajka lub miłego komcia!

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt Drodzy Czytelnicy!

Graficzka "pożyczona" od CartWay Zamość.

Hej, hej Przyjaciele! Zdejmujcie kurtki, szaliki i czapki, bierzcie kubki z gorącą herbatą i rozsiądźcie się wygodnie na blogu Kultura & Fetysze! Pora z przytupem zakończyć drugą edycję świątecznego cyklu XMAS SWEETS, złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia i kilka(naście) dni odpocząć od mojego małego miejsca w sieci. Pozwólcie, że najpierw podlinkuję wszystkie słodycze, które dla Was opisałem w mojej najpoczytniejszej serii!

EDYCJA XMAS SWEETS 2016



EDYCJA XMAS SWEETS 2015



To był dla mnie niesłychanie istotny rok. Zdobycie tytułu magistra, rozpoczęcie studiów doktoranckich, pierwsza poważna praca dorywcza, teraz pierwsza praca na etacie, pierwsze zajęcia ze studentami, spore wyzwania intelektualne, zawirowania w życiu osobistym i powrót do starego hobby (LEGO). Czasu coraz mniej, stałem się bardziej pokręcony i styrany, ale jakoś dałem radę i nie opuściłem Kultura & Fetysze. Zmieniacie się tylko Wy, Czytelnicy. Na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którym składałem szczególne życzenia w zeszłym roku i wciąż mnie odwiedzają (kliknij, żeby przeczytać zeszłoroczne życzenia). Taka jest jednak naturalna kolej rzeczy. Dzięki że jesteście, NAJwierniejsi Rycerze Kultura & Fetysze. Wy już sami wiecie o kim mowa! ;)

Życzę Wam nieszwankującego zdrowia, niespiesznego życia, iskrzącej się w Waszych oczach pasji, gorącej miłości bez ukrywania pustki w serduchu, grubej gotówy i masy unikalnych użytkowników*Niech 2017 będzie dla nas dwa razy lepszy od 2016. I niech nie będzie naszym ostatnim!

Wszyscy, którzy trafili tu przypadkiem i być może nudzą się w Święta lub na ich twarzy zagościł smutek, mogę sprezentować Wam to, co hoduję tutaj od dawna, czyli moją szaloną twórczość. Pamiętacie jeszcze opowiadanka o bałwanku i reniferku?

I. Magia Uszatej Góry / opowiadanie w stylu słodka wata cukrowa (klik!)
II. Sezonowa Miłość / gejowskie opowiadanie erotyczne (klik!)
III. Ciuralla, ciuralla... / opowiadanie gangsterskie [1/2] (klik!)
IV. Nie Było Odwrotu / opowiadanie gangsterskie [2/2] (klik!)

Świąteczna Zagadka: CO TO JEST?
Strzelajcie w komentarzach!


CO DALEJ?

Plany (luźno) związane z Kultura & Fetysze na przyszły rok?
  • Nie odpuścić tego miejsca.
  • Pisać więcej o książkach, wrzucać więcej próbek swojej twórczości.
  • Zacząć YouTube’a i projekt Maciek i Klocki.

Fajnie, że zakątek wydaje się coraz bardziej hulać, w grudniu mam dużą szansę przekroczyć magiczną barierę 10k wejść w jednym miesiącu, także wiecie. #PIONEK_REKIN_BLOGSFERY!

* - jeśli też jesteście blogerami, a w większości jesteście! ;)

XMAS SWEETS: Orzech włoski, król przekąsek!


Wiecie, że lubię przewrotność, prawda? W zeszłym roku królem słodyczy zostały mandaryneczki (klik!), w tym chciałbym przypomnieć Wam o dostojnym orzechu włoskim. To naprawdę dobra rzecz! Zmniejsza ryzyko zachorowań na raka piersi, ma właściwości przeciwmiażdżycowe, a przede wszystkim świetnie smakuje! Na opis fantastycznych zastosowań medycznych liści, kory czy nawet łupin orzecha nie ma zbytnio czasu w wigilijny poranek, dlatego umówmy się, że sobie doczytacie lub uwierzycie mi na słowo, ok? ;)

Bywa, że z 2-3 orzechów wyjmiecie tylko kilka fragmentów smakołyku...

Orzech ma wytrzymałe i praktyczne "opakowanie", które sprawia, że jadalna zawartość raczej nie ubabra Wam torebek czy plecaków, pod warunkiem, że jest zamknięty jak ostryga w niesprzyjającym środowisku. Właściwy owoc orzecha wygląda przesympatyczne, niczym ludzki móżdżek. Trochę szkoda, że trzeba się namęczyć, żeby się do niego dostać, no i łuskać z tych cholernych przegród, ale cóż… najlepsze rzeczy w życiu przychodzą po odrobinie wysiłku, if you know what i mean… ( ͡° ͜ʖ ͡°) Poza tym, teoretyczne można kupić chemicznie? łuskany orzech włoski w paczkach, także da się ominąć "zabawy" w rozbijanie, rozłupywanie, otarcia naskórka rąk i przeklinanie pod nosem.

Kuchnia po łupaniu orzechów wygląda niczym małe poletko bitwy!
Lepiej od dziadka do orzechów sprawdza się nożyk i próba
sprytnego wepchnięcia się między dwie skorupy od strony resztek
czarnego włosia #mam_cztery_certyfikaty_z_łuskania_orzecha

Niestety, niektóre orzechy, mimo że z zewnątrz wyglądają świeżo i apetycznie, w środku są wyschnięte i niejadalne. Trzeba się z tym pogodzić, że circa 1-3% nie nada się do spożycia czy wypieków. Ale czy z tego powodu będziemy odejmować szlachetnemu orzechowi włoskiemu punkty na skali słodkości? Oczywiście że nie, wina może leżeć po stronie złych warunków przechowania maluszka! Jedzcie orzeszki, może będziecie mądrzejsi od rodziców!

Orzech włoski, król przekąsek otrzymuje 10/10 na skali słodkości.
Nieporównywalny z niczym smak i twarzowy wygląd sprawiają,
że należy go przewiązać wstążką i powiesić na choince, wrzucić
do stroiku koło świeczek etc.

Właściwe recenzje XMAS SWEETS znajdziesz TUTAJ lub kategorii RECENZJE JEDZENIA.

środa, 21 grudnia 2016

XMAS SWEETS: Wielkie Wietrzenie Szafki ze Słodyczami

Czy Wy, Drodzy Czytelnicy, widzicie dzisiejszą datę w kalendarzu (adwentowym)? Za trzy dni Wigilia! A ja zrecenzowałem zaledwie kilka słodyczy w cyklu XMAS SWEETS. Tak nie może być! Nie mogę zostawić Was bez Łasuch Assistance! Dlatego zmieniam reguły gry i tym razem nie poświęcę notki jednemu smakołykowi. Zrecenzuję ich pięć, za jednym zamachem, nie bacząc na zawrotny poziom cukru w organizmie. Zaczniemy od tych najbardziej wartych uwagi, aż po kompletny szrot. Za mną!

Wyciąć, przykleić do patyczków i nawet zda to wszystko egzamin!

Czekoladowy teatrzyk MILLANO (Biedronka)
Na pierwszy rzut idzie moja ukochana Biedronka i jej Czekoladowy teatrzyk. Za 3.99 PLN dostajemy 16 małych, fikuśnych figurek pingwinów, misiów, gwiazdorów, bałwanków i reniferów (niestety, po odpakowaniu wszyscy są tacy sami), co daje nam 85 gram smakołyku netto. Mleczna czekolada z ekstraktem z wanilii jest ekstra! Aż chce się wrzucić kolejną figurkę do ust. Dodatkowo, producent proponuje wycięcie tyłu opakowania i zabawę w zmyślny teatrzyk. Trudno mi sobie wyobrazić lepszą bombonierkę dla malucha. Czekoladowy teatrzyk jest pyszny, a graficy odwalili przyzwoitą robotę. Szczerze polecam!

Czekoladowy teatrzyk MILLANO to słodycz, który wybornie przypadł mi do gustu.
10/10 w skali słodkości za wygląd i smak! Idealna cena w stosunku do jakości.

Może jestem zbyt łaskawy i miękki w ocenie? Chyba nie.
~o~

Motyw choinki jest zdecydowanie za rzadko wykorzystywany
przy wszelkiego rodzaju słodyczach świątecznych.

Choinka z piernika GRAN-PIK (EuroChata)
Poprawny piernik w fajnym kształcie. Coś dla tych z Was, którzy nie lubią przesadnej korzenności. Świetnie sprawdzi się jako uzupełnienie prezentu, firma GRAN-PIK Liwocz stanęła na wysokości zadania. W składzie mamy co prawda dużo śmieci: barwniki, regulatory kwasowości, emulgatory spulchniacze (E 476, E492, E 150c, E 330, E 270), no ale cóż zrobić. Za 4.40 PLN nie dostaniemy niczego eko-sreko. A zarówno smak, jak i zapach dają radę – 100 gram nienajgorszej wyżerki. Polecam, umiarkowanie gorąco!

Choinka z piernika GRAN-PIK to solidny smakołyk.
Piernik nie jest suchy, ani przesadnie przyprawiony. Polewy jest w sam raz.
4 punkty za smak i 4 punkty za wygląd. Razem 8/10 w skali słodkości!
~o~

Ściśnięci, ale szczęśliwi! Choć Mikołaj ma nietęgą minę...
Czekoladowe dild... o... eee...
Czekoladowy Aniołek!

Czekoladowy domek COSMO (Tesco)
Przeuroczy domek, a w nim cztery czekoladowe figurki (2 większe i 2 mniejsze), razem 200 gram. Czekolada z anioła (tylko jego spałaszowałem, nie widząc różnic w składzie poszczególnych figurek) jest mocno mleczna, z ekstraktem wanilii i garścią okropnych składników, ale okazała się… nadzwyczaj zjadliwa! Nie jest to może najlepsza czekolada jaką jadłem, nie jest również najgorsza. Momentami przypomina nawet – uwaga! – smak delikatnej Milki. Fikuśny Czekoladowy domek za 7.99 PLN to dość dobra inwestycja. Należy jednak pamiętać, że to cena promocyjna. Więcej bym za niego raczej nie dał. Sam domek ma otwierane drzwiczki, jest bajecznie kolorowy, z mocnej tektury. Mniejszy dzieciak z pewnością będzie zachwycony. Większy, niekoniecznie.

Domek COSMO to urocze opakowanie i całkiem dobra jakość samego produktu.
Podobnie jak w poprzednim przypadku - 4 punkty za smak i 4 za wygląd,
razem 8/10 punktów na skali słodkości.
~o~

Dumle Gingerbread są... po prostu rozczarowujące.

Dumle Gingerbread FAZER (Biedronka)
No powiem Wam, że średnio, średnio. Jest smak i charakterystyczna gumowatość Dumli, ale ten zastrzyk korzennego aromatu pasuje jak pięść do dupy lub koszula dla ryby. Dumle to mleczna czekolada i słodkość nadzienia toffi, a nie gorzka nuta przyprawy korzennej. Opakowanie też takie… Niby stylowy minimalizm, ale na kolana nie powala. Ten słodycz to najlepszy przykład tego, że czasem NIE WARTO robić świątecznych wersji produktów. Za 9.99 PLN lepiej kupić sobie 2 Czekoladowe teatrzyki i zostanie jeszcze na batona. Oczywiście Wy możecie mieć odmienne zdane.  Dla mnie Dumle Gingerbread to wielkie rozczarowanie!

Dumle Gingerbread od FAZERa to (dla mnie) spore rozczarowanie.
Możecie próbować przekonać się sami, mi nie pasuje korzenność do toffi.
2 punkty za wygląd, 1 punkt za smak, razem 3/10 punktów na
skali słodkości.
~o~

Czarny charakter dzisiejszego XMAS SWEETS...
Fragmenty sreberka na figurce to skandal.
Na zdjęciu nie widać tego dobrze, ale drobinek opakowania
jest naprawdę sporo!!!

Czekoladopodobny Mikołaj CHOCOPACK (Tesco)
To jest dramat, to jest kurwa dramat. Wziąłem to rumuńskie badziewie dla diabetyków dystrybułowane przez Słowaków i żałuję wyrzucenia 2.99 PLN w błoto. Nawet nie o to chodzi, że czekoladopodobny wytwór smakuje jak papierowe nic, atakując ziarnami kakao dopiero pod koniec każdego kęsa. Nie chodzi również o kiepski wygląd Mikołaja rodem z PRLu. Problemem są fragmenty sreberka, które zostają na czekoladzie, co grozi ich zjedzeniem, a w ekstremalnych przypadkach nawet zadławieniem. To niedopuszczalne dla słodyczy dedykowanych dzieciom. Jadałem już słodycze dla cukrzyków i potrafią być bardzo dobre, lecz CHOCOPACK to kompletne DNO. Omijać szerokim łukiem!

Figurka od CHOCOPACK jest niesmaczna, brzydka i niebezpieczna dla zdrowia.
Nie wiem czy to wina fabryki czy transportu. Odradzam, zdecydowanie odradzam.
0 puntów za smak i 1 punkt za wygląd, co daje nam łącznie 1 punkt na skali słodkości.
~o~

Skończyłem degustację! Nażarłem się słodyczy jak wieprz, a jestem przed obiadem. Nie wiem co teraz będzie… Mam nadzieję, że docenicie moje poświęcenie i wybaczycie mi brak składów i informacji o wartościach energetycznych produktów, których i tak nikt nie czyta. Musiałbym przepisywać etykiety cały dzień, a czasu do Świąt coraz mniej. Za kilka dni oczekujcie podsumowania serii XMAS SWEETS. Zatem do przeczytania! ;)

Na który słodycz z powyższej listy macie największą chrapkę?
Czekam na Wasze opinie w komentarzach!