niedziela, 14 sierpnia 2016

RECENZJA: Shantaram - Gregory David Roberts


Kiedy kończyłem czytać Shantaram, czułem się jakbym żegnał serdecznego przyjaciela, który zawsze miał mi coś ciekawego do opowiedzenia. Naszła mnie również smutna konstatacja, że chyba pora porzucić marzenie o byciu najlepszym, światowej sławy pisarzem, bo raczej nigdy nie uda mi się napisać czegoś lepszego niż recenzowany tutaj Shantaram. A po co inwestować cały trud w wojnę, której nie sposób wygrać?

To zdumiewająca historia młodego Australijczyka, który porzucony przez żonę znalazł pocieszenie w heroinie. Zaczął napadać na banki (ubrany zawsze w garnitur okradał tylko ubezpieczone firmy, przez co media zwały go rabusiem-dżentelmenem). Schwytany, został skazany na dwadzieścia łat. W biały dzień uciekł z więzienia i przedostał się do Indii. Ukrywał się w slumsach, gdzie leczył biedaków, był żołnierzem bombajskiej mafii, walczył z Armią Czerwoną w Afganistanie. Jakby tego było mało, jest jeszcze Karla — femme fatale, jakich mało w literaturze — i zagadka w tle.

Powyższy akapit recenzji został zaczerpnięty z okładki książki, a zdecydowałem się na taki manewr, gdyż streszczenie to jest w gruncie rzeczy klawe. Smaczek wszystkiemu dodaje fakt, że podobnie wyglądały koleje życiowe samego Robertsa, a historia do pewnego stopnia jest autobiograficzna. Lina (Lin to imię głównego bohatera; skrót od fałszywego, paszportowego imienia Lindsay, które w hindi oznacza… męskie przyrodzenie) poznajemy chwilę po pojawieniu się w Indiach. Seria przypadków sprawia, że trafia on do lokalu zwanego Leopold, w którym nawiązuje pierwsze znajomości z interesującymi cudzoziemcami. W toku wydarzeń poznajemy jednak obszerne fragmenty przeszłości Lina, czemu sprzyja odrobinę pamiętnikarki styl narracji, zawierający sporadyczne retrospekcje i wtręty natury filozoficznej czy quasipsychologicznej. Bomba(j)!

Właściwie w każdym rozdziale, a jest ich 42, znajdziemy jakieś interesujące wtręty m.in. o organizacji czarnego rynku w Bombaju, podrabianiu dokumentów, życiu w slumsach, hierarchii więziennej czy naturze ludzkiej. Najbardziej efektowne są momenty, kiedy z pozoru nieistotna rzecz lub wizyta w jakimś miejscu zostaje później misternie spleciona z refleksją Australijczyka pod koniec rozdziału lub w zupełnie innej części książki. Tempo powieści jest z początku niespieszne, ale ja nie uświadczyłem dłużyzn, potężnie zżywając się z protagonistą. Dość powiedzieć, że bohater zakochuje się w pewnej kobiecie niemal na początku książki, a pierwszą poważną garść informacji na jej temat dostajemy dopiero w okolicach strony dwusetnej. Ale warto czekać, oj warto. Również na zakończenie, które klaruje kilka wątków i sprawia, że nieco inaczej spoglądamy na całą historię.

Styl Gregora Dawida Robertsa jest po prostu mistrzowski. Rozbudowane porównania i niesłychanie plastyczne metafory (np. Słowa „rzeź” i „masakra” grubo okraszały strony bombajskich dzienników, jak masło słodką bułkę więziennego strażnika.) sprawiają, że czasami powieść pożera nas bez reszty. Istne wiaderko pełne emocji! W Shantaram znalazłem najlepsze opisy codzienności za kratami, bitewnego chaosu czy życia w potwornym niedostatku, jakie kiedykolwiek czytałem. Autor tak zręcznie łączy epickie wydarzenia z subiektywnymi przeżyciami jednostki, że czytelnik mimowolnie chwyta za ołówek, żeby pozaznaczać fragmenty. Ja zaznaczyłem ich bardzo wiele, marginesy mam pełne w hasłach i gwiazdkach.

Bardzo polecam niniejszą lekturę, chyba najmocniej ze wszystkich pozycji książkowych, które do tej pory recenzowałem na blogu. To zdecydowanie ten sam poziom co Trylogia Husycka. I nawet wymaga podobnego rodzaju skupienia, choćby ze względu na wielowątkowość, powroty bohaterów po kilkudziesięciostronicowych zniknięciach i ich (czasami) podobnie brzmiące imiona. A co to właściwie znaczy to całe Shantaram? To człowiek pokoju lub nawet człowiek bożego pokoju, a przydomek ten został nadany głównemu bohaterowi przez jego hinduskich przyjaciół. Lin odnalazł bowiem na tłocznych uliczkach Bombaju i w wiosce swojego przyjaciela Prabakera sporo okruchów prawdy, spokoju i sensu.

Dacie wiarę, że kupiłem tę książkę tylko ze względu na intrygującą okładkę, nie wiedząc kompletnie nic o jej zawartości? Oby życie częściej zaskakiwało mnie w ten właśnie sposób!

Zastanawiałem się jak mogę Was zachęcić lub przekonać do zainteresowania się Shantaram i wpadłem na dość świeży, być może nieco karkołomny pomysł. Tym razem nie wypiszę Wam inspirujących cytatów w tym poście, tylko zaproponuję trzy zestawy fragmentów pogrupowane w różne tematy przewodnie, a Wy sami możecie sobie wybrać ten, który najbardziej Was interesuje. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przeczytać wszystkie trzy posty z cytatami. Ostrzegam również, że unikałem ciekawszych, dłuższych refleksji mogących zaspoilerować fabułę. Zapraszam do wybrania tematu przewodniego z cytatami poprzez kliknięcie w odpowiedni odnośnik:

Miłość & Relacjecytaty z Shantaram (klik!)
Ludzie & Świat cytaty z Shantaram (klik!)
Wojna & Władzacytaty z Shantaram (klik!)

Dane techniczne:
Autor: Gregory David Roberts
Tłumaczenie: Maciejka Mazan
Oprawa: twarda
Wydawnictwo: Marginesy
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 800
ISBN: 978-83-65282-31-6
Cena detaliczna: 59,90 PLN

22 komentarze:

  1. To jest ta książka, o której kiedyś wspominałeś u mnie na blogu? Chyba dobrze pamiętam...
    Ciekawa recenzja i może ja wreszcie przeczytam coś dojrzalszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta jest, to właśnie wspomniana podówczas lektura. Możesz spróbować, nie jest jakoś wybitnie wulgarnie! ;D

      Usuń
  2. Nie wiem jakim cudem nie słyszałeś wcześniej o tej książce, myślałam, że mieszkasz w internecie, a tutaj wszyscy o niej piszą. Ale pocieszę Cię, bo wpisujesz się w trend, jakieś 99% recenzji jest podobnie pozytywnie-entuzjastyczne jak Twoja ;>
    Jak tylko wrócę z Niemiec to zabieram się za czytanie.
    A cytaty ciekawe i faktycznie sporo ich, trudno tak wybrać po jednym najlepszym ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem co ze mną nie tak, ale nie słyszałam wcześniej o tej książce. Z Twojej recenzji wnioskuję, że może być wulgarnie (heroina, slumsy, podrabianie dokumentów), ale może jakoś dam radę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życie samo w sobie jest wulgarne! ;D
      Ale żadnej lektury na siłę. ;)

      Usuń
  4. Książka pewnie ciekawa ale czuję, ze nie dla mnie. Po prostu nie przemawia do mnie. Ale recenzja za to świetna, dobre ukazanie książki nie zdradzając jej środka.

    JASNYMI BARWAMI PISANE

    OdpowiedzUsuń
  5. książka zapowiada się całkiem ciekawie, może gdzieś dorwę e-booka, bo o polskie papierowe w Dojczlandach to bardzo ciężko :P

    OdpowiedzUsuń
  6. a kasowałam połowy połówek na instagramach, bo wtedy te połowy połówek wydawały mi się ''nawet ladne''. nie były XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurczę, to musi być faktycznie dobra książka, jeśli cytaty musiałeś porozdzielać aż na trzy posty :P Nie jestem jednak przekonana, czy udałoby się ukończyć ją w obecnym stanie ducha. Jakoś opornie mi idzie czytanie ostatnio, a Shantaram wygląda na lekturę wymagającą. Ale może kiedyś?
    Ukłony za "Bomba(j)!". :D Ach, gierki słowne.
    B.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba zapiszę sobie tytuł, ponieważ tak bardzo polecasz ją, więc grzechem byłoby nie skorzystać!

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytam ten wpis już po raz drugi.. Nie wiem czy sama książka mnie zaciekawiła czy to w jaki sposób o niej piszesz. Nigdy nie czytałam, ale wiem, że jej nie odpuszczę!

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi bardzo ciekawie, muszę przyznać :) Uwielbiam czytać książki i chociaż ta nie należy do mojego ulubionego gatunku, to czasem sięgam po wyjątki :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż, Twoja recenzja - choć baaardzo zgrabnie napisana - nie jest pierwszą, którą czytam, jeśli chodzi o tę książkę :) O "Shantaram" jest dość głośno na blogach i jak na razie widziałam prawie same pozytywne opinie. Przyznaję, że to sprawia, że sama jestem zaintrygowana. Przeczytam na pewno, choćby właśnie z tej ciekawości, chociaż też podejrzewam, że ujmie mnie język autora i sama fabuła :)
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. W sumie pierwszy raz słyszę o tej książce, ale rabuś-dżentelmen wydaje się być spoko gościem, może kiedyś przeczytam jak się uporam ze wszystkim co mam na razie :P
    sleep0walking.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Łał, ta książka musi być naprawdę niesamowita, skoro wzbudziła w Tobie aż taki zachwyt:) A pierwszy raz słyszę o tej pozycji. Może kiedyś sięgnę, gdy już uporam się z tym stale rosnącym stosem ,,do przeczytania".
    Och, znam to - czytasz coś absolutnie genialnego i myślisz sobie: jakie to smutne, że ja nigdy temu nie dorównam...
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałem Pola, że zrozumiesz o co mi chodzi! Ale przecież ci genialni pisarze piją taką samą wodę jak my, a mają po prostu kilka/kilkadziesiąt lat doświadczenia w pisaniu więcej! ;)

      Usuń
  14. Jeju, pierwszy raz recenzja mnie tak bardzo zachęciła do jakiejś książki. Ja to muszę przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam już wiele recenzji tej książki, ale mimo że interesuję się Indiami, to jakoś nie ciągnęło mnie do tej lektury, aż do teraz. Poczytałam sobie cytaty z tych postów i to zadecydowało, że postaram się kupić tę książkę. Poczekam tylko, aż trochę nadrobię swoje książkowe szaleństwa, bo trochę tytułów czeka na półce na przeczytanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Wcale się nie dziwię, że okładka Cię skupiła;-) Razem z tytułem daje ciekawe połączenie. Jak będę mieć okazję to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Raz na jakiś czas człowiek trafi na taką książkę, z której przepisywanie cytatów jest bezcelowe, ponieważ przepisać trzeba byłoby wszystko-od pierwszego do ostatniego słowa. I jak już człowiek przeczyta taką książkę to zastanawia się jakim cudem ktoś to napisał. Jak sprawił, że książka nie tylko wciąga, ale jest także skarbnicą cytatów. Przerobiłam wypisane przez ciebie cytaty i kilka nawet sobie zapisałam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń