sobota, 30 stycznia 2016

Sezonowa Miłość / gejowskie opowiadanie erotyczne

Kolejne opowiadanie. A w zasadzie nieoficjalny ciąg dalszy. Pamiętacie Magię Uszatej Góry? Tą przesłodką opowiastkę o bałwanku i reniferku, którzy czuli się odrzuceni, nie mieli przyjaciół i byli dla siebie jak plasterek miodu? Tutaj robimy trochę dziwacznego sequela w stylu gejowskiej opowiastki. Miejscami jest ostro i wulgarnie, dlatego jeśli jesteś zagubioną jedenastolatką, to jak najszybciej zamykaj to okienko i poczytaj sobie jakąś recenzję kisielu. Choć i to może być dla Ciebie szkodliwe. W każdym razie, inspirowałem się m.in.: Zakochanym Tyranem, plotkami o 50 twarzach Greya zasłyszanymi w internetach, prozą Bukowskiego i wieloma, wieloma innymi skrawkami kultury. Jak zawsze. Wiecie, kilka wieków temu działał taki perski poeta, który pisał o homoseksualnej miłości, będąc stuprocentowym hetero. To tak jak ja, pamiętajcie! Na tym blogu nie pedałujemy. I tak już za dużo ciepłych przyjacwelów w blogsferze! :D

Opowiadanie jest (niby) napisane w ramach wyzwania Kreatywne Spojrzenie, zawiera w sobie trzy wymagane elementy (śnieg, lód i coś paranormalnego), ale kogo to obchodzi? Tamten blog ma dużo niższe zasięgi od moich i to raczej ja, a także inni, dużo słabsi pisarczycy, zapewniamy mu promocję, niż on nam. Ważne jednak, że KS przypomina mi o sporadycznym pisaniu. Wiecie, zanim powstanie moja idealna w każdym calu, dwustustronicowa powieść.

Przez większą część tekstu, bałwanek i reniferek opisują swoje doznania naprzemiennie. Początkowo miałem pomysł, żeby wyróżnić kwestie obydwu dziwadeł przy pomocy kolorowej czcionki, ale wiecie co? Szanujmy się. Nie jesteście kretynami, powinniście się połapać, jeśli tylko Wasza inteligencja przewyższa inteligencję dwudziestoletniego tostera. Miłej lektury, rozkręca się wolno!

PS: Przewiduję kontynuację chorej historii za miesiąc. W jeszcze innym klimacie. Słowa są po to, żeby się nimi bawić, a ja zamierzam opanować tę sztukę do cybernetycznej perfekcji.


Poznałem go na początku grudnia. Bezbronnego, skulonego w swoim boksie, z pyskiem zalanym łzami. Sprawiał wrażenie gburowatego, lecz w głębi serca wiedziałem, że to tylko przykrywka, gra pozorów. Plastikowa maska, za którą skrywa rozgoryczenie. I szlachetne serce.

Kiedy pierwszy raz go zobaczyłem, zamiatał stadninę. Musiał usłyszeć mój szloch, gdyż zbliżył się do klapy i zaczął wypytywać o przyczynę mojego smutku. Z początku chciałem go spławić, odesłać, może nawet przestraszyć, ujęła mnie jednak jego bezinteresowna dobroć. Zainteresowanie. I szlachetne, choć skute lodem, serduszko.

Byliśmy w podobnej sytuacji. Ja, niepasujący do nikogo i niczego bałwan, on, renifer z Kanady, który stracił rodziców we wczesnej młodości. Powiedział mi o tym. Mikołaj przyjął go do stadniny pod Uszatą Górą, ale chyba lepiej byłoby mu znaleźć się wśród swoich. Z czasem obce stado zaczęłoby traktować go jak swojego. Może znalazłby odpowiednią samiczkę i żył jak większość zwierząt? Nie, nawet nie chce o tym myśleć. Jestem wdzięczny losowi, że splótł nasze ścieżki. Cholernie wdzięczny…

Peeping miał bardziej przesrane ode mnie. Ja chociaż posiadałem jakiś cel, a przynajmniej wtedy tak mi się wydawało. Chciałem dołączyć do Gwiazdkowego Zaprzęgu. Każdą wolną chwilę poświęcałem treningom. Podobnie jak reszta reniferów, straszny wyścig szczurów. Nagroda wydawała się tego warta. Tak, chęć dołączenia do Zaprzęgu zdecydowanie spędzała mi sen z powiek. Dlatego byłem tak zrozpaczony, kiedy Mikołaj mnie odrzucił. I to nie z powodu słabych wyników, a mojej budowy ciała. Dacie wiarę? To bardzo mnie zabolało. Teraz myślę, że tak musiało się stać i jestem wdzięczny losowi, że splótł moje ścieżki z Finlandią. A gdybym wtedy nie ronił łez lub zdołał skutecznie je ukryć, czy nasza znajomość z Peepingiem w ogóle by się zaczęła. Nie wiem, boję się o tym myśleć.

Wiedziałem jak mocno zależy mu na Zaprzęgu. Dlatego nie mogłem się otrząsnąć po tym, jak powiedział mi, że z niego zrezygnował. Dla mnie. To był najpiękniejszy moment w moim życiu. Bezsprzecznie. Nigdy nie mówiłem tego Kasprowi, ale tego samego dnia płakałem jak bóbr. Ze szczęścia. Wtedy też zacząłem widzieć w nim kogoś więcej niż przyjaciela. Nie umiem dokładnie tego określić, ale jego spojrzenie, zapach, a nawet sposób w jaki stawiał swoje raciczki sprawiały mi niebywałą przyjemność. Mógłbym obserwować go do końca świata. I nigdy by mi się nie znudziło.

Po tym jak zrezygnowałem z pojedynku z Paulusem, zauważyłem, że nasza relacja z Peepingiem uległa pogłębieniu. Zacieśniliśmy więzi. Wyraźnie szukał okazji, żeby mnie dotknąć. Każdy z wcześniejszych, niewinnych i koleżeńskich gestów stał się dla niego jakby istotniejszy. Czerpał z nich przyjemność. I przysięgam na moją śnieżnobiałą bródkę – mnie też zaczęło to kręcić. Spędzaliśmy ze sobą coraz więcej czasu, niezobowiązująco kładliśmy się w wysokim śniegu, okładaliśmy się nim, a potem zmęczeni opadaliśmy na biały puch, oparci o swoje ciała. Czasem on kładł głowę na moim tułowiu, czasem ja leżałem na jego kulach. Śnieżnych kulach, rzecz jasna. Czas mógłby wtedy nie istnieć.

Byłem zagubiony, nigdy wcześniej nie odczuwałem tak silnych emocji. Choć nie byłem pewny, czy posiadam serce, na jego widok czułem, że coś łomotało mi w kulce piersiowej. No i robiło mi się gorąco, co nie do końca było dla mnie dobre. Każdego ranka dostrzegałem krople wody na moim ciele. Topiłem się. Na szczęście powoli, bo temperatura nie zmieniła się drastycznie od grudnia. Może nie służyło mi to zauroczenie? Miewałem różne myśli, chciałem nawet zerwać znajomość z Kasprem, ale zawsze kiedy zbliżało się nasze spotkanie, zarzucałem ten chory plan. Potrzebowałem Kaspra. A on potrzebował mnie. Mówiąc wprost – wbijałem śnieżnego chuja w to, czy się roztopię czy nie.

Zaczęliśmy odkrywać przed sobą karty. Powiedziałem mu jak bardzo jest dla mnie ważny i że oprócz naszych fantastycznych rozmów, uwielbiam podziwiać jego proporcjonalne ciało. Mogę założyć się o korzec jęczmienia, że Peeping się zarumienił. Zaczął nieśmiało mi przytakiwać i okazało się, że on również dostrzega moją fizyczność. Zabawne, tego dnia widzieliśmy kopulujące wiewiórki. Do dziś śmiejemy się z zażenowania, które wywołało w nas obserwowanie tego aktu.

Nie mogłem uwierzyć, że podobam się Kasprowi. Wydawało mi się to niemożliwe. Cieszyłem się jak dziecko lepiące bałwana. Cóż za trafna myśl, choć wymaga pewnej korekty! Poczułem się jakby na nowo mnie ulepiono. Przestałem wstydzić się swoich uczuć względem renifera. To co, że jesteśmy z różnych gatunków i reprezentujemy tę samą płeć? Kochamy się i to jest najważniejsze, prawda? Kasper wspominał Wam pewnie o dwóch rudzielcach, którzy parzyli się na drzewie. Fakt, gdy ich zobaczyliśmy, byłem trochę zakłopotany. Ale pomyślałem, że rozmowy i przyjacielskie gesty przestają mi już wystarczać. Że… chciałbym być jak jedna z tych wiewiórek. Chciałbym poczuć w sobie Kaspra!

Po tym jak opowiedzieliśmy sobie o emocjach, które wcześniej tłumiliśmy, nasza relacja przeszła na zupełnie inny poziom. W wolnym czasie zaczęliśmy nieco bardziej oddalać się od wioski. Leżeliśmy na zaśnieżonych polanach i wracaliśmy krótko przed wieczorem. Oglądaliśmy gwiazdy i zasypywaliśmy się gorącymi pocałunkami. Smakował tak fantastycznie, szalałem kiedy wsuwał mi w pysk swój chłodny język. A uwierzcie mi, potrafił nim dokonać cudów! Bzikowałem z pożądania, ukrywałem swój wzwód, a po powrocie do stadniny, późną nocą, musiałem rozładowywać napięcie. Wstyd się przyznać, ale używałem w tym celu dziury między deskami. A po wszystkim padałem na siennik i śniłem o Peepingu.

To było takie słodkie, kiedy Kasper ukrywał przede mną swojego nabrzmiałego członka. Próbował skulić, podwinąć go pod masywnymi udami, ale różowa końcówka zawsze wystawała. Może właściwiej byłoby mówić końcówa? Penis był bowiem słusznych rozmiarów. Musiałem mocno się powstrzymywać, żeby nie zacząć się nim bawić. Nie chciałem robić niczego zbyt szybko. Nie wiedziałem, czy Kasper jest już gotowy na pieszczoty. Ja chyba byłem. Myślałem o tym w kółko, dlatego potwornie się ucieszyłem, kiedy mój partner zdecydował się zabrać mnie do swojego tajnego zakątka.

Nie mogłem już dłużej wytrzymać. Spytałem Peepinga, czy chce wpaść do małej, przytulnej groty, o której wiedzą nieliczni mieszkańcy wioski. Odpowiedział, że o niczym innym nie marzy. To upewniło mnie w przekonaniu, że on również znajduje się we wnykach cielesnego pożądania. Dalsze czekanie nie miało więc sensu i choć nie byłem pewien, czy będziemy mogli odbyć stosunek, wiedziałem, że dopóki nie spróbujemy, żadne z nas nie zazna spokoju.

Pamiętam to jak dziś. Końcówka lutego. Ciepłe popołudnie, jego tajemniczy błysk w oku i szelmowski uśmiech. Chyba nie byłem pierwszym, którego ściąga do swojej groty. Groty rozkoszy, jak teraz nazywamy to miejsce. W czasie wędrówki rozmowa kleiła się trochę gorzej niż zwykle. Rozmawialiśmy o bzdurach, celowo unikając tematu seksu. Kiedy byliśmy już blisko groty, w jego głosie słyszałem nutkę podniecenia. Ledwo nad sobą panował. Od jego ciała biło niesamowita ciepło. Chciałem schrupać go jak świeżą bułeczkę. Stworzyć jedność w wężowym uścisku ciał.

W grocie panował półmrok. Niebieskie kryształy roztaczały przyjazną poświatę, a sufit upstrzony był dywanem lodowych sopli. Tworzyło to niesamowity klimat. W samym centrum groty, tuż przy stawiku z chłodną, nieskazitelnie czystą wodą, znajdowała się pusta przestrzeń. Idealna dla kochanków. Starałem się sprawiać wrażenie pewnego siebie, żeby nie wywołać w Peepingu zmieszania i uczucia niepewności, ale był pierwszym, którego zaprosiłem w to miejsce. Miałem co prawda dwa lub trzy epizody z samiczkami reniferów, ale żaden z nich zbytnio mnie nie elektryzował. Mechaniczne, nudne posunięcia. Przyznam szczerze, że jeden pocałunek Peepinga rozpalał mnie bardziej niż te głupie, szczebiotliwe idiotki z wypiętym zadem.

Byłem oszołomiony. Ten półmrok, kryształy wyrastające ze ścian i monotonny rytm kropel uderzających o taflę wody sprawił, że oszalałem. W najśmielszych snach nie oczekiwałem, że może tu być tak pięknie. Jak w bajce. W pewnym momencie byłem nawet odrobinę zły, że Kasper zabiera mnie tutaj tak późno, ale wnet zrozumiałem, że przebywanie tutaj zasługuje na szczególną okazję. Na nasz cudny, pierwszy raz.

Pchnął mnie delikatnie na plecy. Zaczął całować tym swoim zimnym, piekielnie szybkim językiem. Delikatnie przeczesywał futro. Schodził niżej, niżej i niżej. Oczy prawie wyszły mi z orbit. Zwariowałem na punkcie tej pieszczoty, mój fiut prawie pękał w szwach, a Peeping zdawał się dobrze wiedzieć jak się z nim obchodzić. Byłem bardzo blisko wytrysku, skubany perfekcyjnie utrzymywał mnie jednak w stanie najobfitszego wzwodu. Jego marchewkowy nos rytmicznie kłuł mnie po brzuchu. Nie wytrzymałem.

Nie wytrzymał. Czułem, że tak to się skończy. Liczyłem na to. Pragnąłem tego. Teraz to on przejął pałeczkę. Dosłownie i w przenośni. Rzucił mnie na zimny kamień. Mocno i pewnie. Poczułem na węgielkach smak ziemi. Podobało mi się ta jego dzikość i agresja. Byliśmy jak ogień i woda. Jing i jang. Musztarda i ketchup.

Szukałem przez chwilę jego kakaowego oczka. Wiedziałem co prawda, że Peeping nie jest człowiekiem, ani zwierzęciem i nie wydala, miałem jednak nadzieję, że znajdę coś, w co będę mógł zanurzyć swojego kutasa. Nie pomyliłem się. Było tam wgłębienie. Naparłem na nie z całej mocy.

Jęknąłem. Zapiekło. Ale było przyjemnie. Po kilku pchnięciach zrobiło się bosko. Odpływałem, starałem się chwycić skały, bo posuwał mnie ostro. Czułem zapach piżma i kandyzowanych owoców.

Martwiłem się, że wchodzę w niego zbyt mocno, ale powiedział, że wszystko jest w porządku. Że czuję się jak w niebie. Że nie mam przestawać. Nie przestawałem.

Jęczeliśmy razem. Echo potęgowało naszą rozkosz.

Moja ciepła pała.

I moje zimne wnętrze.

Świat mógłby przestać istnieć. Liczyła się tylko nasza grota. Tylko tu i teraz.

Szczytowaliśmy razem. Długo i zapamiętale. Wypełnił mnie swoim nasieniem po brzegi. Jego żółtawa sperma stała się częścią mnie. Dopiero wtedy poczułem, że naprawdę jesteśmy razem.

Dopiero wtedy poczułem, że mogę być szczęśliwy. Będąc tym, kim naprawdę jestem. Bez udawania. Setki kilometrów od Kanady.

~o~

               Po dwóch godzinach obudziliśmy się w swoich ramionach. Musiałem mu o czymś powiedzieć. Nie chciałem go denerwować, ani martwić, ale miał prawo widzieć.

               – Skarbie – w moich ustach brzmiało to jeszcze obco, ale chyba pora zacząć się przyzwyczajać – roztapiam się. Jeszcze kilka, może kilkadziesiąt dni i zostanie ze mnie kubeł deszczówki.

               – Wiem, Peepingu. Już dawno zacząłem to zauważać – odpowiedział i przyłożył pysk do mojej skroni. – Nie martw się, mam pewien plan.

– Plan? Jeśli chcesz zamknąć mnie w chłodni, to wiedz, że się nie zgadzam. Poza tym, to nie działa. Sprawdzałem…

– Nie, Peepingu. Nie myślałem o chłodni. Myślałem o czymś dużo gorszym, ale zostawmy to. Z dzisiejszego dnia chcę zapamiętać tylko nasze cudowne zbliżenie.

Niech to, chyba miał rację. Rżnęliśmy jak króliki. Dużo ostrzej niż wiewiórki, które widzieliśmy w koronach drzew. I tylko to się liczyło, tylko to było ważne. Wizja roztopienia nie wydawała się już taka straszna. Byleby tylko móc się jeszcze z nim trochę pobzykać…

Już teraz wiem, że dni są tylko po to,
by do ciebie wracać każdą nocą złotą…



Kopiowanie zawartości bloga lub jego części bez pisemnej zgody właściciela strony jest zabronione.
Zdjęcie pochodzi z: klik. Cytat pochodzi z utworu Lady Pank pt. Zawsze tam gdzie Ty. 

18 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie, przeczytam notkę jak znajdę chwilę, póki co to mnie tytuł na fejsie skusił, żebym wpadła ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Omg, co ja właśnie przeczytałam ;D Aż mam mroczki przed oczami. Nie zgadzam się na takie publikacje :D Mózg się po czymś takim lasuje, a świat przestaje być takim, jaki był dotychczas. Coś strasznego. Co Ty mi robisz. Gejowskie porno z reniferem, śnieg, Mikołaj, bałwan, ciemna grota i kopulacje wiewiórek. Za dużo, chyba dzisiaj nie zasnę!

      U mnie pojawił się nowy post (wreszcie), zapraszam na Mówiąc Słowami! :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. No i bardzo dobrze, opowiadanko miało wzbudzić emocje, zdziwienie, niesmak i wyprowadzić ze strefy komfortu poprzez dobór odległych zazwyczaj elementów ;d

      Usuń
    3. Moja strefa komfortu została naruszona ;D

      Usuń
  2. masakra, bajka o Rudolfie czerwononosym reniferze nie będzie już taka sama, były dobre momenty, np. że położył raciczki na jego kulach, śniegowych kulach rzecz jasna, dobre, fajny pomysł o reniferku i bałwanku, chętnie poczytam kontynuacje, mówisz, że inspirujesz się 50-cioma twarzami Greya? ciekaw jestem co się stanie z bałwankiem bliżej wiosny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, inspiruje się fragmentami, które zasłyszałem np. na YouTube czy z filmu co go tam kiedyś obejrzałem na zalukaj.tv Ogólnie to grota rozkoszy kojarzy mi się z jego pokoikiem ;] Fajno, że się podobało!

      Usuń
    2. ciekaw jestem kontynuacji, co to będzie jak ta wiosna przyjdzie

      Usuń
  3. Ahaha nie przeczytalam ze strachu, ale ta etykieta Pionek oszalal i przyjacwele jest swietna xD

    OdpowiedzUsuń
  4. A już się bałam, że dawny blog Kultura i Fetysze uległ zmianie. Że dojrzałeś. A tu nagle stary, dobry Pionek powraca- i to w jakim stylu!
    No powiem Ci, że opowiadanie skradło mi serce. Odwaliłeś tu naprawdę dobrą robotę. Muszę przyznać, że to najdziwniejsze opowiadanie erotyczne na jakie udało mi się trafić w internecie.
    Niby powinno podniecać, bo jednak inspirowane 50 twarzami Greya, ale mnie raczej rozbawiło. Muszę przyznać, że rzadko kiedy śmieję się na głos przed monitorem, a tym razem mi się zdarzyło. I to nie raz.
    Wywołało to może we mnie nie takie emocje jak powinno, ale wywołało i to jest chyba najważniejsze. Może to dlatego, że nie jestem ani 11 latką, która czyta recenzje kisielu, ani jeszcze nie jestem dojrzała, więc przyjęłam to ze śmiechem.
    Tak czy inaczej, ogromne ukłony za opowiadanie, nie liczyłam na kontynuację, a co najważniejsze- TAKĄ kontynuację, ale jest i jestem bardzo zadowolona. Czekam na dalszą część ;]
    Chyba zacznę zapisywać sobie Twoje złote cytaty, bo niektóre zdania zwaliły mnie z krzesła.
    Szczególnie uwielbiam:
    ' Miejscami jest ostro i wulgarnie, dlatego jeśli jesteś zagubioną jedenastolatką, to jak najszybciej zamykaj to okienko i poczytaj sobie jakąś recenzję kisielu. '
    'Mówiąc wprost – wbijałem śnieżnego chuja w to, czy się roztopię czy nie.'
    No i oczywiście moment z kopulującymi wiewiórkami- ehh, chyba mam słabe poczucie humoru.
    Dobry z Ciebie bloger! Nie tak dobry, jak ja, ale wystajesz z tłumu!
    /Agrafka
    NASZ BLOG - KLIK


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że rozbawiło, a nie podnieciło, taki był zamysł! Bałbym się trochę, gdyby dzisiejsze nastolatki wilgotniały po lekturze fabułki, w której renifer posuwa śnieżne ludziki :v

      Blogerzy to nie konie wyścigowe, żeby przyznawać im miejsca na podium, o! Wystajemy z tłumu jak różowa końcówa renifera, hehe xd

      Usuń
  5. Na wstępie wyrażę nadzieję, że nie obrazisz się, jeśli powiem, że "najgorętsze sceny" ominęłam.
    Niemniej jednak opowiadanie jest bardzo pomysłowe. Wiele razy czytałam opowiadania o gejach, ale takich... nigdy xd
    I jedna uwaga: przed Peepingu postaw przecinki, bo to wołacz.
    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki za ten tip o przecinkach, rzeczywiście lepiej to teraz wygląda! ;)

      Usuń
  6. Jak cudownie, że podciągnąłeś dalej znajomość naszego słodziutkiego bałwanka i jego przyjaciela! Chociaż tutaj byli parą... Hmm. Bardzo "zżytych" przyjaciół. :D
    Nie no, ogólnie to śmiesznie to wyszło. Jakoś nie mogłam sobie wyobrazić renifera szukającego u Bałwanka dziurki, ale widać masz lepiej rozwiniętą wyobraźnię niż ja. ^^
    Duży plus za stworzenie takiego dzieła, no i czekam niecierpliwie na dalszy ciąg ich przygód! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zżyci przyjacwele! ;d

      Nie było zbyt... wulgarnie? Odrażająco? Sztucznie? Może jakieś szczegóły się nie spodobały? ;>

      Usuń
    2. Ależ mi się wszystko podobało! A nawet powiem Ci, Pionku, że mam pewien niedosyt. Wiesz, za mało scen erotycznych!
      Kiedy wyszła cała ta afera z "50 Twarzy G[r]eya" to skusiłam się, by to przeczytać. Nooo i tam co chwilę jakaś ostra scenka. Nieważne, że to było bardziej śmieszne niż podniecające. Nieważne! Ważne, że autorka zarobiła miliony na spełnieniu swoich niezaspokojonych fantazji. ;x

      Usuń
  7. Ja się nie spodziewałem nawet, że czeka mnie taka niespodzianka po urlopie. Jestem pełen podziwu, że heteroseksualny facet pisze takie rzeczy, aż strach pomyśleć, co Ty byś pisał, gdybyś był homo, haha :D

    A tak na poważnie. Podoba mi się, dobrze to napisałeś, emocje były różne, całe spektrum, że tak się wyrażę. Dość dziwna mi się wydaje jedynie świadomość, że cała rzecz tyczy się renifera i bałwanka... No ale o to przecież chodziło. Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy i mam nadzieję, że bałwankowi uda się jakoś nie roztopić...

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. dwa razy zaczynałam to czytać XD
    postanowiłam spróbować drugi raz, ale ominęłam kilka akapitów. Bardzo podoba mi się ta narracja i ogólnie jest to tak lekko i przyjemnie napisane. :)
    Ps. zapraszam na Perypetie Stefana, które pojawiły się w styczniu, ale nie wzięły udziału w KS :D
    http://wioskaslow.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń