piątek, 13 grudnia 2013

ERASMUS LIFE #14

'Zapisz grafikę jako...' => 'Ustaw jako tło pulpitu' ;]

Dzisiaj na smutno. Złożyło się trochę groteskowych sytuacji. I tęskno jak Mickiewiczowi do Ojczyzny (może jakiś cykl sonetów trzeba by trzasnąć?). Wróciło parę wspomnień. Poczuło się samotnie na serduszku, powiało chłodnym wiatrem, spadł pierwszy śnieg. Niby nie mam na co narzekać, ot problemy pierwszego świata. Znudzenie i melancholia.

Tak mogłaby wyglądać Puszka Pandory
Pocztóweczki! <3
Oby doleciały do 2 serdecznych przyjaciół, 7 znajomych i 1 nieprzyjaciółki!
Na mój nastrój złożyło się tak wiele okoliczności, że aż nie chce mi się uzewnętrzniać. Nadal mam do napisania najtrudniejszy esej, który byłby sporym wyzwaniem nawet w języku ojczystym. Zaczyna mnie męczyć mieszkanie w akademiku. Doskwiera brak prawdziwej bratniej duszy. Irytuje możliwość komunikacji wyłącznie po angielsku i łamanym turecku, gdzie (siłą rzeczy) język jest okrutnym cenzorem myśli. Jeden z pracowników uniwersytetu poprosił o pomoc w ściągnięciu górnej pokrywy silnika do Daewoo Lublin, nie podając przy tym dokładnych specyfikacji. Co ja kurde wróżka? Innym razem zaspany wchodzę do salonu na sobotnie, integracyjne śniadanie (którego za bardzo lubię), witam się z tureckimi arkadaşiami i co? Okazało się, że stoję w maśle tj. na rozłożonych na podłodze gazetach imitujących stół. Nie wiem czy to gapiostwo, a może "stół" był bliżej niż zwykle, a ja przez chwilę zapomniałem, że tutaj jedzenie z podłogi jest naturalne? Niby nic się nie stało, pośmialiśmy się, że Yabancı, yabancı itd., ale jakoś poczułem się głupio. W niedzielę schodzę sobie do chłopaków z 022 i pytam radośnie: kto wyrusza ze mną do Dolmabahçe Palace. Jeden mówi że był, drugi że się ustawił z kolegą, trzeci obiecał komuś, że koniecznie pójdą razem w późniejszym terminie, czwartego nie ma w mieści. To chrzanię - cisnę sam. I była to bardzo przyjemna, egoistyczna niedziela.

Brama Skarbu, wejście do pałacu. Grubo! :O
Zmiana warty przy Bramie Cesarskiej
A pomyśleć, że to tylko boczne skrzydełko!
Dolmabahçe Palace onieśmiela przepychem. Kryształowe kolumny balustrad, żyrandole prawie dotykające podłogi, niezwykle piękne zastawy stołowe i obrazy, oszałamiająco drogie prezenty od chińczyków, hindusów, anglików. Biblioteka ze zbiorem książek w sześciu językach, prywatne łaźnie, pokoje do wypoczynku, pracy, odwiedzin, poczekalnie dla petentów, miejsca pamięci przodków. Naprawdę, w takim miejscu można zacząć się zastanawiać nad postulatami socjalistów... W środku nie można robić zdjęć, więc niestety nie pokażę za wiele, ale zakupiłem pięknie ilustrowaną książeczkę, która pokazuje prawie wszystko (czyżby okazja do spotkania ze mną po powrocie?:)). Lepsze to niż bycie burakiem i robienie dyskretnych, kiczowatych zdjęć z poziomu jąder czy klatki piersiowej. W ogóle turyści to idioci. Jeden pozbył się woreczków ochronnych z butów, zrzucając je na środku jednego z pierwszych korytarzy. Tak po prostu, ocierając stopę o stopę. Mniejsza o szacunek dla innych zwiedzających, ale część dywanów to oryginalne wyposażenie z początku dwudziestego wieku. Wstyd.

Gdzie Alicja?
Wspomnę tylko, że w pałacu jest wiele dodatkowych atrakcji - Muzeum Zegarów, Harem (do którego wejście jest słono płatne, więc tym razem odpuściłem), ławeczki, fontanny z kaczkami, kawiarenki, sklepiki z pamiątkami, niezły widok na Bosfor. Można spędzić tu całkiem miły dzień.

Ale ja miałem upatrzony drugi cel - Deniz Müzesi. Wejście dla studentów tanie jak barszcz - niecałe 2 liry. Podejrzewam, że pasjonat żeglarstwa i sztuki morskiej dostałby orgazmu, ale mnie zaciekawiły tylko niektóre eksponaty min.: najstarsza oryginalna Galera czy rzeźby rufowe. Nie wiem czy w Istambule mają najlepsze muzea na świecie, ale każde które odwiedziłem miało w swojej kolekcji coś naprawdę wyjątkowego. Props!

Jedyna ocalała Galera, pewnie dlatego, że służyła za
stateczek wycieczkowy sułtana! ;)
Model XVIII rufy z oryginalnymi artefaktami.
Najlepsze działko EVER! Austriacka robota, rocznik 1683. 330 kg, 3 m! 
Oryginalne fragmenty burty Pancernika Orhaniye. Ale to musiał być
XIX wieczny morski potwór angielskiej produkcji! :O 
Odrestaurowana figura Lwa z Fregaty Śruba Rehber-i Tevfika (1868)
XIX wieczna inskrypcja piekarni!
A po muzeum - największy sklepik Beşiktaşu w Istanbule! 5 pięter, magia! Ależ mnie korciło, żeby nie kupić sobie kompletnej repliki stroju. Wyjazdowy, szary komplet wygląda tak cudownie! *.* Ale stwierdziłem - NIE! Przecież jestem fanem Fenerbahҫe! Więc sprawiłem sobie tylko mały, fanowski t-shirt. Następnie wstąpiłem do przyjemnego lokaliku na Pide zapiekaną jajkiem i papryką, po czym postałem dwie godzinki w komunikacji miejskiej. Dzień pełen wrażeń estetycznych.
W tym sklepie jest chyba wszystko potrzebne do
przeżycia...
Po krótkich namowach turecki piesek zgodził się na zdjęcie ;]
Zwracam uwagę na dziecko wciągane do metrobusu. Cytując Aliego:
to jest metrobus, tutaj musisz być jak zwierzę!
Ah, no i zapomniałem wspomnieć, że gdzieś w środku tygodnia, wraz z Koreańczykami chcieliśmy odwiedzić kawiarenkę na szczycie naszej osiedlowej wieży. Specjalnie skorzystaliśmy z innego serwisu dowożącego, który wyrzucił nas na pierwszej stacji metrobusów i dzielnie, pomimo porywistego wiatru parliśmy do przodu, wodzeni wizją gorącego napoju w tajemniczym miejscu. Przechodziliśmy pod płotami, przeskakiwaliśmy po kamieniach i szuraliśmy butami po żużlu tylko po to, żeby od jegomościa na dole dowiedzieć się, że zamknięte. Przecież było po 16. Ciężko powiedzieć dlaczego zamknięte, żaden z uczestników wyprawy nie zgłębił tajników tureckiego w stopniu większym niż podstawowy. Wylądowaliśmy w pobliskim McDonaldzie. Wybrałem specjalny zestaw z turecką odmianą BigMaca, który nie smakował zbyt dobrze (żebyśmy się dobrze zrozumieli, klasyczne BigMacki są również dostępne, ale ja lubię od czasu do czasu poeksperymentować). Odrobinę nachmurzeni wróciliśmy do akademika.

Majestatycznie wyprężone berło!
Polska między Portugalią i Egiptem. Ciekawostka: Egipt po turecku to
Mısır, tak samo jak kukurydza! ;)
Nikt nie rozumie mojego zachwytu tym zdjęciem, ale ja widzę tutaj
szalenie ciekawą kompozycję!

Ale za tydzień szykuje się coś fajnego, zobaczymy czy to wypali, OBY!

Prawdopodobnie pierwsza rzecz z Tajwanu, którą jadłem.
Cholera, nie udało się przed Nią uciec... #podwójne dno
All my scars are open
Tell em what I hoped would be
Impossible...
               ~James Arthur, Impossible

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz