poniedziałek, 23 grudnia 2013

ERASMUS LIFE #15

Gdzie czerwone ciężarówki Coca-Coli!?
Uuf, za mną mocno aktywny weekend! Co prawda nie udało się zrealizować pierwotnych założeń i pojechać do Safranbolu (bo dla niektórych za zimno), ale i tak było ciekawie. Odbiłem sobie zeszły weekend, podczas którego mocno pracowałem nad esejem (uważny obserwator zauważy także, że na moim blogu pojawiły się dwie recenzje muzyczne, które zostały ciepło przyjęte i przyniosły mi nowe rekordy wyświetleń - na pewno pociągnę tę zajawkę w przyszłości) i nie starczyło czasu na odwiedzenie hamamu (łaźni tureckej) i/lub kina z Tomášem (Hobbit 2 musi poczekać...).

Jak chcesz mi liczyć kalorie, to... nie licz mi kalorii! ;]
No to w drogę!
Co zatem robiłem? W piątek późnym popołudniem wyruszyliśmy na jedno z siedmiu wzgórz Istanbulu - Çamlica Hill. Nocą roztacza się tam przecudowny widok na potężną metropolię miliona świateł. Jako, że punkt ten znajduje się po azjatyckiej stronie, dojazd zajął ponad dwie godziny (w opcji: metrobus, metro pod Bosforem i autobus). Gra była warta świeczki - wypiliśmy herbatę, porobiliśmy masę kiepskich zdjęć na tle pięknej panoramy i trochę lepiej się poznaliśmy. W drodze powrotnej przez Üskudar rzuciliśmy też okiem na Kız Kulesi (Wieża Panny). Część z nas poparzyła sobie języki gorącym Sahlepem (mleczny napój z cynamonem i bulwami storczyka). Po klasycznej, nocnej wizycie w McDonaldzie udaliśmy się do mieszkanka Yarika, skąd z Carlosem wróciliśmy do akademika (grubo po siódmej - wejście było więc całkowicie legalnie).

Uczestnicy piątkowej wyprawy!
Widok ze Wzgórza Çamlica. Wow!
New character! ;] Francesca z Albanii!
Kız Kulesi. Według legendy sułtan zamknął tutaj swoją córkę, żeby ochronić ją
przed ukąszeniem węża przepowiedzianym przez Wyrocznię. Córeczka miała
jednak ochotę na owoce / sprzedawcę owoców. A w koszu z owocami
zagnieździł się obślizgły gad. Od przeznaczenia nie uciekniesz..!
Sahlep. Uwaga na rączki..!
Żywa atmosfera w drodze powrotnej ;]
Truth or dare? :)
Trzy godziny snu i... wyprawa z Koreańczykami do 한국식당 (Południowo Koreańska restauracja). Było to ciekawe doświadczenie. Pałeczki szybko mnie pokonały, ale jedzenie było nadspodziewanie smaczne. Za rekomendacją moich żółtych przyjaciół wybrałem 불고기 (bulgogi - tradycyjnie przyrządzona wołowina z grilla). Mógłbym wymienić jeszcze kilka koreańskich nazw przystawek które jadłem, ale tym razem Wam tego oszczędzę. Najbardziej egzotyczna była pikantna zupa, chyba z liści wodorostów - ciekawa sprawa. Dalsza część dnia to: odwiedzenie Sultan Ahmet Camii (przez Europejczyków nazywany Błękitnym Meczetem), pstryknięcie kilku zdjęć oświetlonym zabytkom i jabłkowa herbata. Później Koreańczycy udali się do Parka (który na stałe studiuje w Turcji i ponoć wynajmuje całkiem przytulne mieszkanko). Prawdopodobnie na małą libację, nie wiem, nie wnikałem. Wróciłem grzecznie do akademiku. Po pierwsze byłem bardzo zmęczony, a po drugie chciałem dać Azjatom trochę swobody w nieskrępowanym posługiwaniu się ich zabawnym, odrobinę krzykliwym językiem.

Co ja tu robię? Co ta tu do cholery robię!? :D
Weszło jak złoto! Zaspałem na sobotnie śniadanie...
Deser na koszt firmy, miło!
Koreańczycy nadrabiają zaległości w zwiedzaniu!
Ale dlaczego Błękitny...?
Czyż to nie rozkoszny młodzieniec? ;]
Czytaj: nasz specjalista z chęcią Cię przekonwertuje!
Nadal mnie to jara, że mogę wyskoczyć w weekend w miejsca
takie jak to... Przed Ayasofya.
I jeszcze raz! Późnym wieczorem :)
 Sultan Ahmet Camii
Nadeszło Boże Narodzenie! Nie da się ukryć, że te święta będą inne niż zwykle. Nie będzie polskich potraw, najbliższych (z powodu odległości i/lub ich własnych wyborów), śniegu, Pasterki, przyjaciół. Ale tym razem się cieszę, że ominie mnie ta cała atmosfera. Nadal mam za dużo wspomnień związanych z 23 grudnia. Pochodzę sobie normalnie na zajęcia, wieczorem posłucham świątecznych piosenek, może poszukam jakiś zimowych bajek Disneya. Uczczę dzień lepszym posiłkiem. I to tyle. Jest też i dobra strona - na kolejne święta będę czekał z podwójną niecierpliwością.

Tegoroczna wigilia będzie wyglądać mniej więcej tak...
...a ja jak ten biedny szczeniaczek. Naprawdę smutny widok - 5 takich
szkrabów pałętało się ostatnio po okolicy. Samotnie :C
Najlepsze życzenia dla wszystkich czytelników! Życzę Wam przede wszystkim dwóch rzeczy: zdrowia (banał c'nie?) i bycia otoczonym przez grono ludzi lojalnych. Takich, którzy mówią to co myślą i (co ważniejsze) są tego pewni. I nie mówię, że ja jestem w tej materii perfekcyjny, ale staram się coraz mocniej! :) Mutlu Noeller!

Pracowaliśmy z Alim, Selҫukiem i Ibrahimem nad małym projektem.
Szczegóły wkrótce - 3majcie kciuki! :)
Prezent od Aliego. Brelok z napisem Istanbul w osmańsko-tureckim! <3
Dobry Muzułmanin! :)
PS: Czas ujawnić pierwszy szczegół z mojej wielkiej podróży po zakończeniu semestru! Na początek kilka dni w Mersin - bilety zabukowane! Miejsce to jest tak niepopularne, że większość Turków puka się po głowie, kiedy mówię, że chcę je odwiedzić. Ponoć zastanę tam tylko słabo wykształconą społeczność, masę Kurdów i ubóstwo. Dla mnie brzmi to wystarczająco dobrze, żeby chcieć zobaczyć to miejsce! :D

Mongolska szlachta! <3
PS2: Specjalne podziękowania dla Hyoseob Seo za udostępnienie zdjęć! :)

But the very next day
you gave it  away
                ~Wham, Last Christmas

Wiara nie żyje, miłość leży gdzieś chłodna
za honor i jego pamięć pijemy do dna...
                ~Miuosh, Zanik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz