Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dno. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dno. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 listopada 2014

RECENZJA #46: Zniszcz ten dziennik - Keri Smith


Jak ubogi musi być współczesny człowiek, żeby ujścia swoich emocji i osobowości szukać w poniewieraniu książki? Daleki jestem od patetycznych haseł typu: książka jest naszym największym przyjacielem, a przyjaciela tak się nie traktuje!, po prostu prymitywizm XXI-wiecznego społeczeństwa (i jego artystów) jest przerażający. I może rzeczywiście prezentuje tutaj absolutny brak dystansu, ale chodzić z dziennikiem pod prysznic? Malować włosami? Przecinać kilka kartek na raz? W jakim celu?

Wiecie co jest kreatywne? Wymyślenie interesującej bajki dla dziecka. Naszkicowanie zimowego pejzażu. Napisanie recenzji serialu, który oglądałeś kilka dni temu. Powiedzenie nietuzinkowego komplementu swojej Drugiej Połówce. Nawet pieprzone zaszycie sobie gaci jest bardziej kreatywne niż wylewanie kawy na papier! Błyskotliwa i twórcza myśl powinna (przynajmniej w moim mniemaniu) wykraczać poza bazgranie i niszczenie spiętych białych kart. Sorry.

Niektóre idee niestandardowych książek wydają się sympatyczne, np.: Wszystko co mężczyźni wiedzą o kobietach pióra Alana Lowell Francisa czy wszelkie nurty awangardowe bazujące głównie na znakach interpunkcyjnych. To pozwala rozwijać wyobraźnię i dobrze się bawić. Niestety, Zniszcz ten dziennik dostaje ode mnie pałę. Mimo starannego wykonania, formuła kompletnie mnie nie przekonuje i nie odkryję w sobie dziecka poprzez rysowanie krzywych linii podczas biegania. Jestem starym, stetryczałym piernikiem, który woli wydać 25 złotych na kilka czekolad, które bardziej poprawią mu humor.

Oczywiście wielu internatów pieje z zachwytu nad dziełem autorstwa Keri Smith, mówiąc że w życiu lepiej się nie bawili i właśnie tutaj oderwali się od prozy życia codziennego. Cóż, może bardzo zestresowanym pracownikom korporacji, którzy chcą się wyżyć przyda się taka lekturka. Jak dla mnie totalne dno, ale jeśli komuś to w czymś pomoże? Nie widzę przeszkód! W końcu ponad 2 miliony sprzedanych egzemplarzy mówi samo za siebie... Ja nie mam zamiaru dołączyć do stada baranków i wydawać swoje ciężko zarobionych pieniądze w taki sposób!

Chcesz być na bieżąco z nowymi wpisami? Obserwuj bloga na Kultura & Fetysze!

Okładka pochodzi z: http://www.bebio.pl/shop/ksi/zniszcz-ten-dziennik

piątek, 25 lipca 2014

RECENZJA #33: Chipsy kokosowe Bakalland


Kokos to owoc drzewa kokosowego z rodziny palm. Dorasta do 30 metrów i potrafi owocować nawet przez 80 lat. Palma kokosowa znana jest pod nazwą "kalpa vriksha", co znaczy "drzewo dostarczające wszystkiego co potrzebne do życia".

Ale chipsy o smaku kokosowym na pewno nie są niczym czego ja do życia będę potrzebował. Tak jak zajarałem się wrzucając je do koszyka, tak srodze się rozczarowałem przy degustacji. Cienkie, pokruszone, smakujące jak stara podeszwa leżąca kiedyś, dosłownie przez moment, w pobliżu kartonu wypełnionego jednym kokosem. Naprawdę, to jest tak suche i niearomatyczne, że nie wiem czy dam radę dojeść 140 gramową paczuszkę do końca. Nie pamiętam nawet ile kosztowała, ale była i tak zdecydowanie za droga. Kraj pochodzenia? Sri Lanka. Nie, nie i jeszcze raz nie! Wystawiam pałę z wykrzyknikiem!

Plusy:
+ Zawiera błonnik pokarmowy
+ Może być zjadliwe po dorzuceniu do płatków owsianych lub musli i zalaniu mlekiem
+ Firma posiada emblemat Dobra i Polska Firma

Minusy:
- Nie da się tego jeść jako przekąskę (mimo iż taka informacja widnieje na froncie opakowania)
- Paskudne w smaku, odrażające w gryzieniu i potworne w przełykaniu
- Brzydkie, archaiczne opakowanie

Wystarczy tylko chwila, by sięgnąć po małe przyjemności. Wcześniej jednak długo i starannie wyszukujemy najdoskonalsze owoce i orzechy, wybierając je z najlepszych zbiorów na świecie. Dzięki temu Bakalland od lat słynie z jakości, a Ty możesz rozkoszować się bogactwem naturalnych smaków!

Jasne, każdy ma wszystko co najlepsze... To komu przypadają te najgorsze owoce z najgorszych zbiorów?