czwartek, 10 września 2015

REFLEKSJA #21: Minionki nie dla dzieci!?


Kilka dni temu, do śniadanka, obejrzałem sobie (ku wielkiej dezaprobacie Dziewuchy, która narzeka, że zawsze oglądam wszystko sam) najnowsze perypetie Kevina, Stuarta i Boba. Te z czasów, kiedy nie znali jeszcze chcącego ukraść księżyc Gru. Niby się pośmiałem, niby się ubawiłem, ale potem zadałem sobie jedno stetryczałe pytanie – czego najmłodsi mogą się nauczyć z obrazu od Universal? Spróbujmy odrobinę pojątrzyć. UWAGA: żeby należycie docenić post należy wcześniej obejrzeć Minionki (2015), choćby via zalukaj.tv.

Opłaca się być złym. Scarlett Overkill wzbudza podziw, ma pieniądze, piękną rezydencję i oddanego, kochającego faceta, który pomaga jej we wszelkiego typu zbrodniczej aktywności. O ile mnie pamięć nie myli, Gru też miał co do garnka włożyć.

Opłaca się mieć znajomości lub szczęście. Albo jedno i drugie. Gdyby biedny szczurek nie poznał przesłodkich, żółtych bohaterów historii, zapewne nigdy nie wydostałby się z kanałów.

Tortury to wyśmienita zabawa. Tak przynajmniej możemy wywnioskować po rozentuzjazmowaniu i wielkim zapale Herba Overkilla. Małe szubieniczki, stoły do rozciągania - kupa zabawy! Poza tym Herb jest wynalazcą, czy zatem cała nauka służy złu?

Dokuczanie starszym to wyśmienita zabawa. Nie ma to jak poigrać ze ślepym i siwym Strażnikiem Korony w Buckingham Palace, który skądinąd pełni rolę oddanego sprawie lojalisty. Ładnie to tak, wyśmiewać idealistów?

Wszechobecne prostactwo i prymitywizm. Królowa (klasa wyższa) pija alkohol w najgorszych spelunach. Scarlett (klasa dorobkiewiczów) jest permanentnie niedowartościowana i ma masę kompleksów z przeszłości. Rodzinka złoczyńców (klasa średnia) także znajduje wielką przyjemność w rozbojach i wcale nie podtrzymuje ładu społecznego, jak chciał niemądry Arystoteles. Głupiutkie masy dają się łatwo ogłupić przez nowe barwy, symbolikę i rządzących. W zasadzie nic, o czym byśmy nie wiedzieli, co?

Związki są krótkie. Nie ten superłotr, to inny! YOLO! Oprócz tego dziecko zobaczy wielce sugestywny obraz zapinania… gorsetu i mocno wyuzdane sceny z machaniem języczkiem nasuwającym na myśl tzw. cunnilinctio. Swoją drogą koncertowy fragment zdaje się luźno nawiązywać do motywów Master Exploder z Tenacious D: Kostka Przeznaczenia.

Zniewieściali faceci są wszędzie. W policji, naukowych gremiach, pod sceną Twojego ulubionego wykonawcy muzyki hip-hopowej. Facet z wąsami w kiecce też jest w sumie okej…

Czy to wszystko zusammen do kupy oznacza, że powinniśmy nałożyć domowe embargo na Minionki dla naszych pociech? Cóż… Ludzki świat i tak jest pełnym zepsucia szambem. Niech skorupki nasiąkają za młodu! ;)

1 komentarz:

  1. Czyli muszę obejrzeć Minionki, żeby ogarnąć tego posta...
    No to jak obejrzę, to wypowiem się dokładniej na temat treści :P

    OdpowiedzUsuń