wtorek, 15 września 2015

RECENZJA #98: Karbala


Na gorąco spisuję kilka uwag i przemyśleń na temat całkiem jeszcze cieplutkiego polskiego filmu pt. Karbala. Obraz traktuje o polsko-bułgarskiej obronie ratusza w [zagadka tytułu rozwiązana!] mieście Karbalā' al-Muqaddasah przed frontalnymi atakami Al-Kaidy i As-Sadry w czasie trwania irackiej misji stabilizacyjnej (rok 2004). Tak, to jeszcze ten okres, kiedy nasze wojsko miało kompromitujące niedobory nowoczesnego sprzętu i jeździło na drzwiach od stodoły.

Co tu dużo mówić – typowa produkcja o tematyce wojskowej. Wybuchy, strzały, krzyki, rozcięte ramiona. Arabscy fanatycy z ogniem w oczach zasłaniający się na przemian arafatką i żywą tarczą. Twardziele, przemądrzałe gaduły, które padają po pierwszej kulce i miękka, grająca na dwa fronty policja. Tak czy inaczej ogląda się to całkiem przyjemnie, jeżeli oczywiście ktoś lubi pochrupać nachosy lub popcorn przy flakach i rubasznych, żołnierskich żartach.

Film jest oczywiście mocno fabularyzowany, nie dokumentalny, więc nie mogło zabraknąć ciut ogranych motywów wzajemnej pomocy dwóch mężczyzn z przeciwnych stron barykady, w imię uniwersalnych (sic!) wartości i trudnych wyborów z tym związanych. Mocno łechtamy także nasze ego i łagodzimy kompleksy, podtrzymując mit niedocenianego Polaka, któremu nie przypadła należyta chwała. Momentami film zionie hollywoodzką narracją, czego kwintesencją jest wciągnięcie polskiej flagi na maszt City Hall. I inna końcowa scena, której przez grzeczność nie zaspoileruję.

Samych Arabów przedstawiono… dość jednowymiarowo. To albo wspomniani wyżej brutalni bojownicy, albo jednostki słabe, stłamszone przez tych pierwszych. Wschód to głównie: brud, bieda, upodlenie i agresja. Trudno o bardziej stereotypowy, krzywdzący obraz, szczególnie mocno oddziałujący na wyobraźnię widza w kontekście obecnych exodusów. Co by nie psioczyć, kreacja świata jest spójna i (nie)stety przekonująca. Aż dziw bierze, że większość scen niewymagających pleneru była kręcona w starej fabryce samochodowej na warszawskim Żeraniu. Reszta w Jordanii.

Trochę żal niektórych spartaczonych dialogów * i dziwacznych niuansów (patrz: oddzielony akapit). Kilkusekundowa padaczka kamerzysty w czasie otwierającego ataku na patrol również wzbudziła pewien niesmak. Reasumując jednak, jeśli już kręcić polskie produkcje, to niech to będą rzeczy pokroju Karbali, z dobrą obsadą (z bardziej znanych aktorzyn: bułgarski Piłat z Pasji Mela Gibsona czy Bartłomiej Topa, skądinąd ostatnio mocno na topie) i nieszpecącymi efektami specjalnymi. Może tylko z mniej nachalną chęcią szkicowania dualnego podziału na dobrych i złych. Obraz must watch dla fanów polskich militariów. I wielbicieli nie całkiem spartaczonej, nadwiślańskiej kinematografii.

PS: Swego czasu w Turcji oglądałem film o podobnej tematyce kręcony z perspektywy islamskiej (tytułu niestety nie pamiętam, ale postaram się go odkopać z twardego dysku na starym laptopie, a wtedy szukajcie informacji w komentarzu) i można by się zdziwić jak łatwo jest wykreować klękających przed krucyfiksem najeźdźców, pełnych hipokryzji, chciwości i postkolonialnych ciągotek.

* - Szczególnie spodobała mi się jedna rozmowa telefoniczna kapitana Kalicki z żoną. Na pewno nie przegapicie, dotyczyła m.in. cen farby. Dobra ilustracja odmiennych zmartwień w życiu tam i tu.
~o~

No i te dziwaczne niuanse, o których wspomniałem. Postawię kilka pytań otwartych, a jeśli któryś z Czytelników umiałby na nie opowiedzieć, to zapraszam, bo ja po prostu załapałem się za głowę i trzymam do teraz. Po pierwsze, czy podstawową wiedzę na temat religii, kultury i języka otrzymują jedynie dowódcy i starsi rangą żołnierze? Całkowita ignorancja większości podkomendnych zakrawała o absurd. Przecież tyle się czyta o szkoleniach i wykładach przed misją... Po drugie, czy nie można strzelać do cywilów, którzy na legalu, w świetle dnia, zbierają broń swoich poległych pobratymców, a nawet rozstawiają moździerz vis a vis umocnień lokalnej władzy? Czy zburzenie budynku sakralnego w czasie walk może przysporzyć wojsku aż tyle problemów? I trzecia, ostatnia z bardziej nurtujących kwestii: czy sytuacja w 2004 roku była tak tragiczna, że żołnierze przy pomocy taśmy samoprzylepnej mocowali taktyczne kamizelki kuloodporne do szoferek? :O Ten prowizoryczny warsztat z chodzącą gumówą w "naszej" bazie wypadowej... Toż to istny koszmar!

4 komentarze:

  1. Poszukaj, poszukaj tytułu tego filmu o którym mówisz! Aż jestem ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimko! Tytuł tego filmu to: Dolina Wilków Irak (tur. Kurtlar Vadisi Irak)! Mocno propagandowy obrazek, ale dla ciekawej narracji warto obejrzeć! ;)

      Usuń
  2. Film mocno, mocno nie w moim typie :P Ale podoba mi się, że negatywnie przedstawiono Arabów, ponieważ ich nie lubię. Fakt, jestem nietolerancyjny, ale tylko w tym przypadku :D Uniwersalne wartości też fajne (chociaż sam ich nie lubię, bo są do porzygu pospolite!) Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różne wartości mają dla różnych ludzi/kultur różną wartość. I tylko o to mi w tym fragmencie chodziło, że ciężko znaleźć coś ponadkulturowego. Ale filmom łatwo i lubo kreować uniwersalizmy ;]

      Co do Arabów, ot, ludzie jak ludzie. Mnie na przykład Wschód dość mocno fascynuje...

      Usuń