piątek, 9 października 2015

RECENZJA #104: Trylogia Husycka - Andrzej Sapkowski

Kolejno 2002, 2004 i 2006 rok.
To już dziewięć lat od ostatniej części :O

Wydaje mi się, że jeszcze nigdy w życiu nie przeczytałem żadnej książki dwukrotnie, oczywiście poza nielicznymi przypadkami związanymi z życiem akademickim, a i tak było to bardziej przypominanie sobie pojedynczych rozdziałów czy fragmentów, niż wałkowanie całości od deski do deski. Aż tu nagle, w letnią pauzę stała się rzecz niesamowita – ponownie sięgnąłem po Trylogię Husycką pióra Andrzeja Sapkowskiego, który jeśli już siada przy biurku i pisze, to owoce są po prostu pierwszorzędne. Jako, że niemal ubóstwiam cykl, na który składają się kolejno: Narrenturm, Boży Bojownicy i Lux perpetua, ciężko mi przybrać obłudną, recenzencką maskę obiektywizmu, ograniczę zatem wpis do zredagowania katalogu powodów, dla których saga o Reinmarze, Szarleju i Samsonie jest na mojej prywatnej liście najwspanialszych historii w ogóle. Gotowi?

Tytaniczna praca z materiałem źródłowym
Nie wiem skąd Pan Andrzej czerpał te wszystkie XV-wieczne smaczki epoki, nazwiska dowódców czeskich Sierotek, śląskie rodowody, liczebności wojsk, niuanse dotyczące: miar, systemów monetarnych, architektury, alchemii, czarnej magii i wielu, wielu innych rzeczy, za którymi trzeba było godzinami rozglądać się po archiwach i bibliotekach. Oczywiście, sporo tu również radosnego bajania, ale autor w przypisach ujawnia swoje rozminięcia z prawdą historyczną, nierzadko dzieląc się także wątpliwościami i podając rozbieżności w źródłach! Olbrzymi szacunek. Wielka szkoda, że dużo łacińskich wtrętów czy egzotycznych sformułowań trzeba tłumaczyć na własną rękę, a dowcipny Sapkowski otwarcie pisze, że nie chciał pozbawiać czytelnika przyjemności szperania w leksykonach i monografiach. Zabieg ten tworzy pewną intrygującą tajemniczość i niedostępność lektury, ale znacznie częściej irytuje. Szczególnie kiedy akurat jedziemy komunikacją miejską i nie mamy dostępu do Internetu.

Po prostu dobra historia z rozmachem
Nawet gdyby zdarto całą otoczkę, skuto fasadę, a "makrostrukturę" wyssano z palca, opowieść o kochliwym medyku, żaku i szpiegu byłaby po prostu świetnie napisana. Obok postaci nie sposób przejść obojętnie, losy każdej z nich są dla nas istotne. Poznajemy zarówno maluczkich tego świata, jak i biskupów czy zamożnych panów. Niektórzy pojawią się na początku i zaraz znikną, aby pod sam koniec znów wepchnąć się w pierwszy kadr. Niczego nie możemy być pewni. Staramy się zapamiętywać każdy przydomek, każdą zbójecką ksywkę, bo może czeka nas za to nagroda, gdzieś na kartach kolejnego tomu. Będzie to nasza satysfakcja, że wyłapaliśmy coś, co prawdopodobnie przeoczyło większość czytelników. Klnę się na swoje PlayStation, że poczujesz się tu jak w słowiańskiej Grze o Tron. Co najważniejsze, nawet jeśli olejesz skupianie się przy obcobrzmiących nazwiskach i heraldycznych wywodach, to i tak będziesz zadowolony z fabułki, w której ciężko znaleźć jakiekolwiek niespójności. Autor w odpowiednim momencie potrafi  zajrzeć do czytelniczych głów i zawsze kiedy pomyślimy "hej, przecież można było to rozwiązać inaczej, prościej", niczym dobry kumpel, tłumaczy nam dlaczego się mylimy!

Plastyka opisów
Nie pamiętam, czy czytając dziełko pod koniec gimnazjum, równie mocno przeżywałem sceny w nim zawarte. Teraz, na ostatnim roku studiów, zdarzało się, że brechtałem i płakałem na przemian, w zależności od zmieniających się nastrojów grupki bohaterów. Niewielu pisarzy umie sprawić, że czytając o cielesnym zbliżeniu, krew spływa do krocza, a czytając o śmierci i przemijaniu, oczka szklą się jakby ktoś rzucił w nie piachem. Pan Andrzej umie. Nie ma tutaj mowy o opuszczaniu kilku linijek tekstu, chłonąłem jak gąbka nawet opisy wierzbowego szpaleru i rzęsy na stawach. Dynamika pojedynków, szarż, oblężeń i zwykłego obkładania się pięściami również nie zawodzi. Wielka to sztuka, stworzyć tak wiarygodny świat, w którego słodko-kwaśnym smaku nie sposób się nie zakochać. W którym… po prostu zapominamy, że patrzymy przez narratorski wizjer!

Magia nie dominuje, nie przytłacza, nie zaciemnia obrazu…
… i choć jest skuteczna, to czarodzieja można łatwo struć, skłuć lub spalić. Nie wszystkie problemy daje się rozwiązać przy pomocy ksiąg i paru ziółek. Potrzebne jest wiedza, umiejętności, trudno dostępne artefakty. Większość ludzi nawet nie wierzy w gusła, nigdy w życiu się z nimi nie spotykała, choć w zasadzie czyha wszędzie. W lasach, w ciemnych uliczkach ludnych miast czy na cmentarzach. Podoba mi się - niby Fantasy, ale magiczne rzemiosło nie przysłania wszystkiego dookoła, dokładnie tak jak w Wiedźminie. To raczej amulety kamuflujące, plecionki wskazujące drogę i warzenie eliksirów w kociołku niż śmiercionośne kule ognia, choć takowe też się zdarzają. Sporadycznie.

Głębokie spostrzeżenia i odniesienia do teraźniejszości
Czytając prozę Sapkowskiego odnosi się nieodparte wrażenie, że spora część komentarzy odnośnie polityki, religii czy ekonomii znajduje odzwierciedlenie we współczesności. Z pewnością znajdą się czytelnicy, którzy sięgną po powieść dla tych momentów, czyli natchnionych wypowiedzi, historiozoficznych rozmyślań i ciętej wymiany zdań. Pięć niewielkich przykładów znajdziecie pod tą recenzją, ale jeżeli zdecydujecie się na lekturę sagi, to odradzam zapoznawanie się z nimi. Prędzej czy później się do nich doczłapiecie, a wyłowienie ich i przetrawienie wraz z kontekstem fabularnym, wydaje się o niebo przyjemniejsze!

Dialogi, dialogi, dialogi
Co prawda ten punkt niejako zahacza, sąsiaduje z powyższymi, ale mimo to szczypta osobnych pochwał dla dialogów należy się również. Rozmowy się nie wloką, wystarczy zaledwie kilka kwestii, żeby ustosunkować się do wypowiadających je postaci, są naturalne, nasycone archaizmem, lecz w pełni zrozumiałe. Inaczej gada zdybany przy drodze dziadyga, inaczej żak, zakonnik czy zbój, co samo w sobie nadzwyczajne nie jest, ale nie przypominam sobie innego dzieła, w którym używany język tak dobrze odzwierciedlałby sposób myślenia i charakter. Czapki z głów!

I to chyba wszystkie najważniejsze przymioty Trylogii Husyckiej. Czujecie się zachęceni? A może już czytaliście i z czymś się nie zgadzacie lub coś pominąłem? Dajcie znać! Nie dacie, c'nie? :/

PS: Zastanawiałem się, z jakiego powodu, prócz zwykłej chęci ponownego przeżycia historii, sięgnąłem po trzy grubiutkie tomiszcza (razem grubo ponad półtora tysiąca stron), bo przecież na brak interesujących pozycji nie narzekam. Dlaczego więc? Jest taki raper z Bytomia, Kartky i zdaje mi się, że również mocno propsuje Trylogię, a przynajmniej jej pierwszą część, Wieżę Błaznów, z którą lata w teledysku (o tutaj) i wrzucił zdjęcie jej okładki do swojego starannie wydanego PRESEASON HIGHLIGHTS. Również niektóre wersy czy tytuły piosenek (choćby Narrenturm z Odkryj pasję, która tętni w bruku czy ostatnio Lux perpetua) wskazują na mocną fascynację uniwersum (mów mi Toledo rap) i fantastycznymi światami jako takimi. Nie wykluczam nawet utożsamiania się z Reynevanem i przyjaźni (połączonej z delikatną fascynacją) z Szarlejem. Tak jak u mnie! :D Tak, to chyba właśnie przez Kartky'ego zdmuchnąłem kurz z półki Sapka...


PS2: Niemądre było recenzowanie pozycji pojedynczo, ja traktuję je jako spójną całość. Jeśliby szukać różnic w poszczególnych tomach, powiedziałbym, że Narrenturm stanowi pewien zaczyn, mocno skupia się na perypetiach trójki bohaterów, Boży Bojownicy są bardziej militarno-szpiegowską przepychanką, w której poznane wcześniej postacie odgrywają raczej role kukiełek, Lux Perpetua z kolei znajduje idealne proporcje między opisem epickich wydarzeń, fantastycznymi puentami, a prywatnymi dramatami. Tam też wszystko się ostatecznie rozwiązuje. Tomy łyka się jeden za drugim i zazdroszczę tym z Was, którzy dopiero po nie sięgną. Nie musicie czekać dwa lata na kolejny fascynujący odcinek!

Dane techniczne:
Autor: Andrzej Sapkowski
Oprawa: miękka / twarda / audiobook
Liczba stron: 1738
Wydawnictwo: superNOWA - Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA

~o~

– A fanatyzmu mi nie zarzucaj – ciągnął. – Mnie, wystaw sobie, nie przeszkadzają księgi, nawet fałszywe i heretyckie. Uważam, wystaw sobie, że żadnych nie powinno się palić, że libri sunt legendi, non comburendi. Że nawet błędne i bałamutne poglądy można szanować, można też, przy odrobinie filozoficznego nastawienia, zauważyć, że na prawdę nikt monopolu nie ma, wiele tez niegdyś okrzykniętych fałszywymi dziś robi za prawdy i odwrotnie. Ale wiara i religia, której bronię, to nie tylko tezy i dogmaty. Wiara i religia, której bronię to ład społeczny. Zabraknie ładu, nastanie chaos i anarchia. Chaosu i anarchii pragną tylko złoczyńcy. Złoczyńców zaś należy karać. (Narrenturm, Andrzej Sapkowski, str. 542)

Nic z tych rzecz. Nie jestem idiotą, a tylko idiota może wierzyć, że wasz Kościół jest reformowalny. Wszelkie ruchy i zrywy rewolucyjne popieram jednak. Bo cel jest niczym, ruch jest wszystkim. Trzeba ruszyć z posad bryłę świata. Wywołać chaos i zamęt! Anarchia to matka porządku, kurwa mać. Niechaj runie stary ład, niechaj spłonie do cna! A na dnie popiołu zostanie gwiaździsty dyjament, wiekuistego zwycięstwa zaranie. (Boży Bojownicy, Andrzej Sapkowski, str. 350)

Bo też to ciekawa rzecz, ów terroryzm, o którym mówimy. Nie uważasz? Usuwa z rynku konkurencję, tworzy nowe miejsca pracy, napędza koniunkturę w przemyśle, rzemiośle i handlu, pobudza indywidualną przedsiębiorczość. Uzasadnia rację bytu licznych organizacji, stanowisk, funkcji i całych rzesz ludzi funkcje te pełniących. Rzesze całe zeń czerpią dochody, tantiemy, gaże, dywidendy, prebendy, pensje i premie. Zaiste, gdyby terroryzmu nie było, należałoby go wymyślić. (Lux perpetua, Andrzej Sapkowski, str. 176)

To jest florino d'oro – powiedział wolno urzędnik Kompanii Fuggerów. – Floren, zwany też guldenem. Średnica około cala, waga około ćwierci łuta, dwadzieścia cztery karaty czystego kruszcu, na awersie florencka lilia, na rewersie święty Jan Chrzciciel. Niechaj przymknie pan powieki, panie Grellenort, i wyobrazi sobie takich florenów więcej. Nie sto, nie tysiąc, nie sto tysięcy. Tysiąc tysięcy, Millione, jak mówią Florentczycy. Roczny obrót Kompanii. Niech pan sobie to wyobrazi, postara się zobaczyć to mocą imaginacji, oczyma duszy. A wtedy ujrzy pan i pozna prawdziwą moc. Prawdziwą siłę. Najpotężniejszą jaka istnieje, wszechmocną i niezwyciężoną. (Lux perpetua, Andrzej Sapkowski, str. 172)

– Gadany patriotyzm – odparował demeryt – to kamuflaż łajdaków i szuj. (Lux perpetua, Andrzej Sapkowski, str. 386)

5 komentarzy:

  1. O, Sapkowski! Ja nie wiem, jakoś mi twórczość tego pana nie przypadła do gustu... Ale postanowiłem przebrnąć przez "Wiedźmina", nawet jeśli będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię. Może z czasem przekonam się do niego, a wtedy zapewne sięgnę też i po tę trylogię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Obserwatora... jeżeli jeszcze nie czytałeś. Zachęcam. Ja też nie trawię Wiedźmina, i nic Sapkowskiego nie zdołałem przeczytać. Jednak jestem aktualnie baaardzo wciągnięty w audiobook wojen Husyckich.

      Usuń
  2. Jakiś czas temu przeczytałem Trylogię Husycką. Nie powiem, mnie również bardzo przypadło do gustu. Ma w sobie to coś, co odróżnia ją od innych dzieł - to prawda. I również zgadzam się z tym, że magia nie przesłania pozostałych aspektów dzieła - a to niebagatelny plus.

    Pozdrawiam! ;)
    http://subiektywniekrystix.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ludzie co wy wypisujecie toż to arcydzieło jest.

    OdpowiedzUsuń