czwartek, 25 grudnia 2014

RECENZJA #53: Kraina Lodu / Frozen


Znowu sprzedam Was pewien osobisty fakt z mojego życia. Otóż, przed Świętami Bożego Narodzenia lubię sobie obejrzeć jakiś zimowy film animowany. Ostatnimi laty były to: Renifer Niko (2 części), Świąteczne skarby Kaczora Donalda czy jakieś zimowe odcinki Krecika. Aktywnie poszukuję jednak nowych podniet, dlatego w ręce trafiła mi Kraina Lodu ze stajni Disneya - animacja stosunkowo świeża (2013 rok) i doceniona na arenie międzynarodowej (dwa Oscary, Złoty Glob). Powiem szczerze, że solidnie zaciekawiły mnie głośne nawiązania do najlepszych czasów wytwórni i buńczuczne zapowiedzi, jakoby była to kolejna najjaśniejsza perła w koronie wytwórni, zaraz po Królu Lwie.

Jest bardzo musicalowo i estetycznie. Naprawdę rajcowały mnie niektóre lokacje, a majestatyczne wznoszenie lodowego pałacu przy słowach Let it Go to zjawiskowe sceny. Oczywiście nie wszystkie piosenki udało się przetłumaczyć i zaśpiewać tak równo jak w wersji anglojęzycznej, ale jest stosunkowo mało żenujących fragmentów. Zasadniczo całe uniwersum ma bardzo duży potencjał, można by tam osadzić całkiem rozbudowaną grę komputerową!

Spójrzmy jednak na produkcję skrzywionym, socjologicznym okiem. Elsa, tytułowa władczyni Krainy Lodu, większość życia zmaga się ze społecznymi konwenansami i wyrzutami sumienia z powodu nieszczęśliwego wypadku z siostrą Anną. Sytuacji nie poprawia fakt, że po śmierci rodziców królewski pałac jest zamknięty na cztery spusty aż do koronacji. Z tego też powodu niewypieszczona Anna zakochuje się w pierwszym lepszym palancie, zaraz po śpiewnym i tanecznym wybiegnięciu na ulice stołecznego miasta. Zdaje się również, że lekiem na całe zło i nieśmiałość jest dla dziewcząt czekolada, swoisty substytut alkoholu (w jednej z piosenek pojawiają się słowa, że po kilku czekoladkach atmosfera się rozluźni i puszczą hamulce w relacjach damsko-męskich na przyjęciu). O tajemniczym Hansie, oblubieńcu Anny nie będę się za dużo rozpisywał, żeby nie spoilerować. Jednak jeśli ktoś ma 12 braci i żadnych widoków na dziedziczenie, może być odrobinę nikczemny, prawda? Wyborny socjopata!

Mamy również, między innymi, szlachetnego Kristoffa żyjącego w skrajnej nędzy, która może być przyczyną schizofrenicznych zachowań, przejawiających się w werbalizowaniu komunikatów Svena, swojego wiernego renifera. Bałwanek Olaf ma natomiast wyraźne tendencje do autodestrukcji, nie rozumiejąc, że raczej nie dla niego wczasy w ciepłych krajach czy zbyt długie przesiadywanie przy kominku. Pełen obraz patologii dopełnia Hiszpański Dygnitarz, który z zimną krwią wysyła swoich pomagierów, aby zabić Elsę, jędzę odpowiedzialną za permanentny mróz i unieruchomienie statków w porcie. Przyczepić się nie można jedynie do trolli, które są słodkawo głupiutkie, odrobinę prowincjonalne i wścibskie, nie widzą przy tym żadnego problemu w tym, że kobieta, z którą przybył do nich Kristoff jest zaręczona z innym mężczyzną. O co jednak chodzi: taki Hans z początku jest kreowany na heroicznego bohatera, wiernego kochanka i szlachetnego gospodarza, po czym szydło wychodzi z worka. Młody widz może poczuć się zdezorientowany, chociaż z drugiej strony... lepiej od małego przygotowywać go na szarości życia, c'nie?

Podsumowując: obraz przypadł mi do gustu. Były śladowe elementy walki (wilki, śnieżny strażnik, wywalenie ze sklepiku), dużo komizmu postaci, kilka rozczulających scen (oczy zaszkliły się, kiedy przemądrzały Osioł... eee... znaczy Bałwanek Olaf oznajmił, że dla niektórych warto się roztopić), a także urocza, stereotypowa, prusko-wiktoriańska stylistyka królestwa. A na końcu, jak nietrudno się domyślić, miłość i wiosna zwyciężają! Polecam na zimową randkę z Dziewuchą, do tego gorąca czekolada i półmisek słodyczy (na przykład taki jak ten poniżej), a udany wieczór wielce prawdopodobny!

Po ostatnim poście wiele osób pytało mnie, jak wyglądają te migdały
w niestandardowych polewach. Macie je na obrazku powyżej, to te sraczkowate
(cynamonowe) i przepiórcze (kawowe) jajeczka!

Tak naprawdę to nikt mnie nie pytał, sam sobie to wmówiłem... :C

Trzymajcie się ciepło, wpadnijcie na fanpage Kultura & Fetysze!

10 komentarzy:

  1. Ja zawsze lubiłam opowieść wigilijną :)
    Jej! Aż spojrzałam na ten półmisek ze słodyczami i mi się słabo zrobiła, tak jestem objedzona po świętach.
    pozdrawiam
    creativamente.
    creativamente-o-sztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Kraina Lodu to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów Disneya ostatnich lat :D Sama oglądałam wczoraj drugi raz i kolejny raz byłam zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Te Twoje słodycze, to zniknęłyby u mnie po jakiś pięciu minutach, więc na film zdecydowanie się nie sprawdzą :D No a "Krainę Lodu" uwielbiam. Pierwszy raz oglądałem w wakacje (na przekór światu XD) i bardzo przypadła mi do gustu. Nie mniej jednak wydaje mi się, że trochę za mało drastyczności w tym filmie (tak, zdaję sobie sprawę, że jestem psychopatą), ale to w końcu animacja dla dzieci, więc dobrze jest, jak jest. Dzięki za komentarz u mnie :P Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja akurat trafiłam na "Krainę lodu", gdy poszłam z moim młodszym bratem do kina w wakacje na darmowy seans - jakoś trzeba było sobie zapełnić czas. Film bardzo mi się spodobał, głównie ze względu na piosenki, których słucham do teraz. I wcale moją ulubioną nie jest "Mam tę moc", czy jak kto woli "Let it go", ale "Serca lód", utwór śpiewany na początku przez mężczyzn przez duże m ;) Poza tym podobał mi się ten zwrot akcji na końcu - ja tam nie podejrzewałam tego księcia o takie oszustwo :D
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, początkowa piosenka trochę jak szanta, solidna robota! Też nie przewidziałem, że taka z niego szuja będzie, pomyśleć co mogły na końcu pomyśleć biedne dziewczynki i chłopcy zajadający popcorn! :O

      Usuń
  5. Olaf nie jest autodestrukcyjny, bo nie ma świadomości, że ciepło go zabija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Psychologiem nie jestem i nie oglądałem filmu ultra analitycznie, ale o ile pamiętam, nawet po uświadomieniu przez przyjaciół Olaf chciał zaspokoić swoją irracjonalną zachciankę, rozumiejąc jednocześnie, że przerwie to jego strumień świadomości... Dla Elsy chciał się już poświęcić w intencjonalnie, w pełni świadomie! ;)

      Usuń
  6. Wiem, że to post z 2014 roku, ale ja i tak się wypowiem, pomimo, że szansa, że to przeczytasz, jest równa szansie, że jutro spadnie śnieg...

    Dawno temu oglądałam Krainę Lodu jako fanka animowanych filmów, podobała mi się. Choć niedawno znowu ją obejrzałam i wydała mi się o wiele bardziej dziecinna - co nie jest złe, ale po prostu gorzej mi się tę baję oglądało. W każdym razie - najbardziej lubię Annę, a wprost nienawidzę Olafa! xD Jest nieśmieszny, nic nie rozumiem, z tego, co mówi, jest tym elementem czyniącym z Krainy Lodu bajkę dla bobasów. Zniszczył połowę filmu, no nie potrafię się do niego przekonać. :D
    Bardzo ciekawie piszesz recenzje!
    Tak cichutko podpowiem Ci obejrzenie kultowego filmu science fiction - Łowca Androidów (Blade runner), który podbił moje serce i jest moim ulubionym. Może napiszesz jego recenzję? Momentami jest nudnawy, bo nie jest najnowszy, aczkolwiek wyśmienity, więc byłoby super zobaczyć jego recenzję na Twoim genialnym blogu. :D

    Alicjonada.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że przeczytam! Patrzę w zakładce komentarze co się tam pojawia. Ja mam taką tradycję, że co roku kupuję (wiem, frajerstwo...) jedną animację / świąteczny film i sobie go oglądamy z bliskimi! W tym roku Opowieść Wigilijna Disneya.

      Co do recenzji ŁA - jak kiedyś obejrzę, to może, może... Albo napiszę w komciu u Ciebie, bo lipnie wypowiadać się o gatunku filmowym, którego kompletnie się nie zna, a w sci-fi nie siedzę zbyt głęboko.

      W sumie, to w niczym nie siedzę zbyt głęboko, a się wypowiadam, hmmm... ;]

      Usuń
    2. Haha no spoko, rozumiem :D Taka tylko mała propozycja ;-) Zresztą, ten film jest straszny i dziwny, w sumie to po namyśle nie oglądaj xD.
      Ja i moja 17-letnia siostra oglądamy kreskówki, animacje i filmy dla dzieci, i stwierdzam, że często mają lepsze przesłanie i fabułę niż filmy fabularne!
      P.S. Moje faworyty - Jak wytresować smoka 1 i 2, Strażnicy Marzeń i Zaplątani :)

      No to fajnie, że przeczytałeś, bałam się, że ten komentarz zniknie w czasie, "like tears in the rain" :v (cytat z Łowcy Androidów, hehe)

      Alicjonada.blogspot.com

      Usuń