środa, 24 grudnia 2014

REFLEKSJA #15: Świąteczne kiermasze


Niesłychanie lubię gubić się w odmętach blogosfery, żeby poszperać w śmiesznych internetowych kącikach piętnastolatek, które publikują tzw. świąteczne wpisy. Struktura jest prosta: zazwyczaj jest kilka zdjęć (albo cudzych, takich jak to powyżej, albo kiepskich własnych), krótki tekścik o zapracowaniu, informacja o zakończeniu spraw związanych z prezentami dla znajomych i rodziny, a także ramowy plan na poszczególne świąteczne dni, zamykający się w lenistwie przed telewizorem i odwiedzinach babci. Oczywiście zabraknąć nie może obowiązkowego moralizatorstwa, że prezenty to nie wszystko, przy jednoczesnym rozpływaniu się na temat świątecznej atmosfery (czytaj: ozdób, śniegu i popkultury) i zapachu piernika (obowiązkowa zbitka leksykalna). Na koniec oklepane życzenia dla czytelników i kurtuazyjne zapytanie: A jak Wy spędzacie Święta? Piszcie w komentarzach. Zostawcie linki do siebie, z chęcią wpadnę, zawszę się odwdzięczam! Może obserwacja za obserwację? Jestem otwarta na propozycje, paaa ;*

Widzicie, w tych kilku zdaniach oszczędziłem Wam czytania tych wszystkich pomyj. Na szczęście Ty, Drogi Czytelniku, zagubiłeś się na blogu wartościowym, niesłychanie kreatywnym i atrakcyjnym, który na dodatek nie został jeszcze odkryty przez zbyt duże grono internautów. Poczuj się elitarnie!

Żeby nie pozostawać gołosłownym w dalszej części notki muszę napisać coś ciekawego. No to będzie anegdotka! Otóż, kilka dni temu, w ubiegły piątek byłem sobie z Ojcem na Starym Rynku, na Świątecznym Kiermaszu. Znając mojego kompana, wiedziałem że będzie ciekawie. Wy jeszcze nie wiecie dlaczego...

Tato mój jest niesłychanym gawędziarzem, trochę wyalienowanym z rzeczywistości. Często opowiada nieistotne z punktu widzenia rozmówców rzeczy o kolegach profesorach, bylinach czy skostniałych strukturach uniwersyteckich. Zdarza mu się również powtarzać farmazony zasłyszane z siódmej ręki, tudzież rozprawiać o sprawach, o których nie możemy mieć pojęcia (niuanse polityki Putina czy teologie dziwnych i zapomnianych religii to tylko niektóre z przykładów). I tak od drewnianego straganika, do drewnianego straganika, z każdym toczyliśmy przynajmniej kilkuminutową dysputę o produktach i wyrobach lub totalnych bzdurach. Na tureckich stoiskach Ojciec trąbił, że jestem prawie jak Turek, żebym mu coś poopowiadał o tych słodyczach (sporą część widziałem pierwszy raz na oczy, a inne nawet na mój gust były po prostu tandetnymi, stylizowanymi podróbami), trochę próbowaliśmy, po czym odeszliśmy nie kupując nic... Na straganie z dziczyzną urządziliśmy sobie dwudziestominutową pogawędkę o unijnych absurdach, nowych metodach wędzenia, polskich wyrobach na Zachodzie, mitycznych gościach z Niemiec, którzy być może chcieliby kupić oferowane wyroby mięsne, po czym odeszliśmy nie kupując nic. Przy grzanym winie, pajdach chleba ze smalcem, zakątku pełnym przypraw i stoisku rosyjskim również były żarty i rozpaczliwe próby zainteresowania naszych kubków smakowych, odeszliśmy jednak, nie kupując nic. Zjedliśmy za to oscypka z żurawiną, skusiliśmy się na kilka litewskich wędlin i białą, syberyjską słoninę, a także (to już w innej budce) wyborne migdały w polewie z cynamonem i z kawą. Ojciec ma jaja, paplał z każdym (czasem chciałbym być tak kontaktowy i społeczny jak On), obeszliśmy wszystko i nie daliśmy się wciągnąć w zakup niczego, co nie było w planie. Pewnie pojedlibyśmy więcej i nie okłamywalibyśmy nikogo, że wrócimy na jego stoisko, gdyby nie wcześniejszy obiad w Pekinie (zupa kwaśno-pikantna, kuleczki wieprzowe w sosie słodko-kwaśnym z ryżem i warzywami, banan w cieście z kokosem robią swoje). Taaak, to był radosny, PRZEDŚWIĄTECZNY dzień ponad klasę średnią.

Zdecydowaliśmy, że za rok również odwiedzimy Kiermasz Świąteczny. Może pogoda pozwoli i uda się zobaczyć lodowe figury? Choinka przy Poznańskim Ratuszu jest w tym roku bardzo zjawiskowa (lepsza niż ta z butelek), a idąc od strony Placu Wolności przechodzimy przez malowniczą świetlistą bramę. Na samym zaś Placu Wolności jest masa małych święcących elementów z logiem sponsora, firmą Enea. Cóż, lepiej tak niż oblepianie reklamiskami...

Jakoś po przeczytaniu tej całej historii stwierdzam, że dla osób postronnych, może to być raczej miałkie i mało interesujące. Musielibyście jednak widzieć pocieszną niefrasobliwość dwóch głównych bohaterów historii - mnie i mojego Szanownego Rodzica.

Jako, że dzisiaj Wigilia i wszyscy boggerzy składają życzenia swoim Czytelnikom, nie mogę zbytnio odstawać od reszty stawki, jeszcze przestaniecie mnie czytać #strach_w_oczach! Zrobię to jednak nietypowo, pragnę bowiem dołączyć do życzeń zamieszczonych w darmowym informatorze ZUS (jakie to odrażające pójście na łatwiznę, prawda?). Swoją drogą kupa śmiechu z tym czterostronicowym wydawnictwem.

Pięknie! Grafik najpewniej płakał jak projektował!
Ludzkie zdrowie zdaje się być szczególnie istotne dla instytucji!
(z: ZUS dla Ciebie, Magazyn informacyjny dla klientów
Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
)

Niektórzy tutaj wierzą tylko w to co widać,
mają zakodowane piekło jak Blizzard!
                               ~Quebonafide, Paulo Coelho

PS: Rozkminiliście ten boski panczlajn powyżej? Diablo!

Zdjęcie Świątecznego Marketu w Goslar pochodzi z: flickr.com, dokonałem delikatnego retuszu kolorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz