sobota, 27 grudnia 2014

RECENZJA #55: Taka zabawna historia - Kowalewski i Ćwieluch


Czasem czysty przypadek sprawia, że coś wpada nam w ręce... Tak było z książką Taka zabawna historia, wywiadem rzeką z Krzysztofem Kowalewskim. Dyskutantem znanego aktora był Juliusz Ćwieluch, filmoznawca, który nigdy nie napisał żadnej recenzji, samorodny dziennikarz tygodnika Polityka. Pamiętam jak wraz z koleżkami oglądaliśmy program Kuby Wojewódzkiego, promujący nowe wydawnictwo. Kowalewski wypadł na tyle dobrze, że kiedy zobaczyłem pozycję na maminej półce, zdecydowałem się po nią sięgnąć. Czy było warto?

I tak, i nie. Z jeden strony ledwo kojarzę faceta z kilku filmowych ról (Wyjście awaryjne, Daleko od noszy, Ogniem i Mieczem), więc jakoś szczególnie nie zajmowały mnie perypetie zmiany teatrów i utarczki z innymi Wielkimi Tamtych Czasów (to zapewne doceni dojrzalszy czytelnik żyjący w momencie największego rozkwitu kariery aktora), z drugiej jednak są fragmenty o wojnie, komentarze poprzednich związków i miejscami świetne puenty życiowych rozważań. Urywków naprawdę śmiesznych jest jak na lekarstwo, a nie ukrywam, że właśnie jowialnych anegdot szukałem najbardziej.

Ćwieluch przez całą konwersację pozostaje w cieniu, zaledwie kilkukrotnie się wynurzając. Z tekstu da się jednak wywnioskować, że jest świetnie przygotowany do rozmowy, odrobił zadanie domowe związane z rozmowami z bliskimi głównego bohatera, poszperał w archiwach i Internecie. Panuje nad konwersacją, odpowiednio drążąc interesujące kwestie, mając na oku dynamikę, emocje i dobry smak rozmowy. Poza tym coś, co w większości przypadków stoi na najwyższym poziomie, to tytuły rozdziałów. Wierzcie mi, pierwsze na co patrzę w nieznanych mi książkach to właśnie wytłuszczone nagłówki, które mogą (ale nie muszą) być wskazówkami odnośnie wyjątkowości dziełka.

Prócz tekstu mamy cztery wkładki z kolorowymi zdjęciami pochodzącymi zarówno z prywatnych archiwów, jak i źródeł teatralnych, prasowych i kronik telewizji. Cholera, widać że świat zmienia się naprawdę szybko. Niedługo my będziemy dobijać do wczesnej starości...

Czego się dowiedziałem z Takiej zabawnej historii? Że aktorzy chleją na umór, a także częściej niż reszta społeczeństwa zmieniają życiowe partnerki. Że bycie Żydem w czasie wojny jest piekielnie stresujące, ale mały dzieciak nie do końca zdaje sobie sprawę ze wszystkich otaczających go okrucieństw. Że nawet będąc na drugim planie, da się wygrać życie. Czyli w sumie nic, czego bym wcześniej nie wiedział, ale czytało się całkiem-całkiem. Takie refleksyjne podsumowanie kariery i życia bardzo spokojnego, mającego do siebie dystans, inteligentnego, pogodzonego z losem człowieka. Fajnie od czasu do czasu poczytać coś quasi-biograficznego.

Czasem czysty przypadek sprawia, że KTOŚ wpada nam w ręce...

All inclusive, materac, jacuzzi,
im to nie służy jak Spartakus Pretorom!
                                               ~Quebonafide, Trip

1 komentarz:

  1. Dobrze napisana recenzja, podoba mi się. Natomiast książka - niekoniecznie i raczej po nią nie sięgnę... Po prostu nie przepadam za biografiami. ;)
    Pozdrawiam,
    A.

    P.S opowiadanie u mnie na blogu już jest, na które "czekałeś" (przynajmniej wedle komentarza ;D)

    OdpowiedzUsuń