Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #11. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #11. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 sierpnia 2014

REFLEKSJA #11: Na rozdrożu!

Kierowca_MPK: Ile Ty masz właściwie lat? Pewno przed osiemnastką jeszcze, co?
Ja: Nie no, studiuję przecież!
K_MPK: Pierwszy rok?
J: Nie, licencjat skończyłem. Teraz na magisterkę idę.
K_MPK: Popatrz no! A wyglądasz jak taki chłoposzek!
J: No... W sklepie mnie w sumie o dowód często pytają...

Ależ to przełomowy, ważny czas! Czuję jak dzieciństwo ściera się z dorosłością, brak zobowiązań z odpowiedzialnością i racjonalnym planem. Przeszłość jest wypierana przez teraźniejszość, wyznaczając mi przyszłą asymptotę dojrzałego emocjonalnie faceta! Marzenia mogą, ale nie muszą, stawać się celami. Młode serce pompuje szlachetną, czystą krew, pobudzając krążenie członków. Wszystko można opisać prostym akronimem SAD - Serotonina & Adrenalina & Dopamina!

Nie ma bardziej klimatycznego boicha na Grunwaldzie niż SP 74!
PS: Byłem z kolegami i pokopałem przez chwilę, przysięgam..! :C

Uwielbiam wprowadzać w postach taką atmosferę podniecenia, oczekiwania i patosu! Zresztą wszystko czego ostatnio się tykam zamienia się w mniej lub bardziej cenny kruszec! Zacząłem pisać nową rzecz! Nie powiem co to, ale zajawka kipi w żyłach. Za długo podkulałem skrzydła! <3

Szaleje potencjometr, Eldo mówił (cytując prawdopodobnie amerykańskich naukowców), że mózg jest najbardziej rozwinięty i efektywny między 25 a 28 rokiem życia. Boję się wtedy przepustowości moich styków, mogę tego nie wytrzymać! Eldo wspominał też, że białe jeansy leżą dobrze tylko na chudziutkich niuniach z Powiśla tudzież Ursynowa. Może i miał rację, są strasznie niepraktyczne - widać na nich każdy kurzyk, plamkę, odbarwienie i przetarcie. Siedemdziesiąt siedem razy bardziej niż na innych rodzajach spodni. Ale nie wszystko musi być zdroworozsądkowe i pragmatyczne, prawda?

Do napisania tych kilkudziesięciu linijek chaosu natchnęły mnie dwa przedmioty: znaleziony na półce Miś i katalog LEGO lipiec-grudzień 2014, który zdobyłem będąc jakiś tydzień temu z Werką w Galerii Malta.

Mój wierny towarzyszu! Braci się nie traci!

Ten mały żółty Skubaniec, nawiasem mówiąc zabawka z Happy Meal,  to prawdziwy  weteran. Spałem z nim naprawdę długo, chyba dobrych kilka lat. Co noc był kurczowo ściskany w mojej prawej ręce. Dopiero później odkryłem magiczny świat masturbacji i prawą dłoń zacząłem zaciskać na czymś dużo, dużo większym #żarty, żarty Delikatnie zakurzony Miś kilka lat przeleżał nieruszany na regale w salonie, gdzieś między książkami w twardej oprawie... A kiedyś, gdy coś mnie w ciemności przestraszyło, wierzyłem, że w razie czego niedźwiedź zwiększy gabaryty i odeprze nieprzewidziany atak potwora, włamywacza czy UFO. Eeeh, dzieci! Trza było się wtedy modlić do Anioła Stróża! ;)

Zapach świeżego katalogu LEGO to również miłe wspomnienie
z dzieciństwa! :'(

Bardzo chciałbym zwiedzić główną siedzibę projektantów LEGO, pobudować sobie z masy pachnących nowością klocuszków, być może zostać tam u nich praktykantem na kilka tygodni? W sklepie widziałem (pierwszy raz na żywo) zestaw numer 10224 - TOWN HALL. Koło ośmiu stów, ale to najpiękniejszy secik na świecie! No może PARISIAN RESTAURANT (10243) w pełni mu dorównuje. Kurczę, chciałbym zarabiać tyle, żeby móc w każde większe święto rozpakowywać obrzydliwie duży zestaw klocków duńskiej firmy wraz ze swoim synalkiem. Ale to byłoby wspaniałe uczucie! Tylko gdzie te stare zestawy typu kowbojskie forty, które z każdej strony wyglądały kozacko i były czymś więcej niż natłokiem dużych, przekminionych elementów?

Na świecie dzieją się niebezpieczne, bardzo podniosłe i istotne rzeczy. Ludzie o coś walczą, głodują, giną. Czy to jednak moja sprawa? Pora mocno docenić to co mam, gdzie i w jakich czasach przyszło mi żyć. Chcę sobie pobyć bezmyślnie, egoistycznie szczęśliwy, czuję że końcówka "wakacji" będzie świetna. Obym co tydzień mógł pisać podobnie poplątane, ale jednocześnie pozytywne notki. Oby moim jedynym zmartwieniem było to, czy zdążę wrócić do domu przed burzą. Mój kokon staje się przyjemny i przytulny, ot co.

Czy zaliczę ten dołek? Chybaaa taaaak! ;]

Rób to co kochasz, nie daj se wmówić,
że to co robisz tu nie jest nic warte.
W wysokich blokach życie da się lubić,
mimo że nie raz sprowadza na parter!
                                               ~Bezczel, Siła umysłu

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

RECENZJA #11: Bonanza / TRIP #1



Poranna podróż pociągiem to cudowny czas na refleksję. Przez okno wdzierają się pierwsze promienie słońca, zaspane dziewczyny drzemią z wyciągniętymi na sąsiednich siedzeniach stopami (jedna taka znajduje się na przeciwko mnie, szkoda że podróżuje z rodzicami - nie pogodosz), a wózkowy odnotowuje rekordową sprzedaż kawy, której zapach roznosi się po przedziale. Umysł jest jasny, gotowy do pracy na wysokich obrotach.

Przed wyjazdem obowiązkowa wizyta w KFC. Nie byłem głodny, ale miałem dość czasu żeby spokojnie usiąść i pogapić się na ludzi. Po kilku chwilach po przekątnej usadowiła się cudowna dziewczyna, która wręcz nie pasowała do tego szarego obrazka. Nazwałem ją Lena, była szczupła, ładna i miała piękne, długie, jasne blond włosy. Ubrana w luźny, biały top z flagą Zjednoczonego Królestwa i krótkie dżinsowe spodenki odsłaniające sporo opalenizny wyglądała naprawdę zjawiskowo. Cud, miód, malina! Na dodatek czytała książkę (inteligentka!?) i co jakiś czas ogrzewała policzki kubkiem z kawą, co prezentowało się naprawdę słodko. Kątem oka zauważyłem pierwsze litery tytułu z okładki - in. Pozwoliło mi to wymyślić dalszy ciąg historii - Lena fascynuje się Indiami i planuje kiedyś tam pojechać. Akurat kończyłem Colę, kiedy zaczęła wzruszać swoją burzę słomianych włosów. Zastygłem w bezruchu ze słomką w ustach (jak kretyn) i wtedy nasze spojrzenia na moment się skrzyżowały; wymieniliśmy nikłe uśmiechy (chociaż to może być już moja nadinterpretacja). Siedziała jeszcze kilka minut, później rzuciła okiem na wyświetlacz telefonu, uprzątnęła czerwoną tackę i wyszła. Musiała nie słyszeć moich dramatycznych nawoływań - zostań, zostań jeszcze parę chwil! Mogła nie słyszeć, w końcu nie każdy opanował telepatię... Szkoda, że nie wierzę w swoją kiepską gadkę - Lena była warta tego, żeby spróbować ją poznać, tak myślę... A książka ostatecznie nazywała się Indygo, co popsuło odrobinę moje wyobrażenia. Ciekawe gdzie jedzie, a może właśnie wróciła do domu i jest samotną Poznanianką? Nie - takie dziewczyny zawsze mają partnerów lub zastępy adoratorów. Zresztą nie ważne - dzięki niej miałem rozmarzony ranek i to się liczy! Jest jeszcze jednak opcja - którą boję się wypowiedzieć na głos - może Lena jest teraz w którymś z wagonów i zmierza do stolicy tym samym pociągiem co ja!? Nie, to byłoby zbyt piękne...

Co ja tam miałem recenzować? Ah, no tak - Bonanza! Droga do szczęścia. To jedyna rzecz, której żałuję wyruszając po turecką wizę - stracę przynajmniej jeden odcinek tego łebskiego westernu. A serial to nie byle jaki - każdy odcinek to osobna historia rodu Cartwrightów zamieszkujących ranczo w Newadzie. Mimo, że saga ma ponad pięćdziesiąt lat i rozwijała się wraz z moją mamą, potrafi pozytywnie zaskakiwać - jak widać dobre historie się nie starzeją. Odcinków jest ponad 400, serial leci od poniedziałku do piątku na TVP1 o 15.20. Gorąco zachęcam, choć sam do tej pory widziałem zaledwie kilka epizodów!

Swoją drogą klimat Dzikiego Zachodu ma swój urok. Małe miasteczka z zimnym piwem w saloonach, napady na banki i wypasanie bydła. Prawa szybkiej ręki, twardej pięści i męskiej przyjaźni*. Chcesz być bezpieczny? Spłódź kilku synów, powieś strzelby przy kominku i najważniejsze - żyj w zgodzie z Indianami, żeby nigdy nie (nie)obudzić się z nożem lub strzałą pod łopatką.

A do płodzenia potomków, kto by się najlepiej nadał? Wierna, niebieskooka LENA o gołębim sercu!

*A propos męskiej przyjaźni - cieszyłem się, że zobaczę mojego serdecznego kolegę, gdyż miał pracować w stolicy całe wakacje. Wczoraj wysłałem mu radosną wiadomość o moim planowanym przyjeździe, licząc na pełną entuzjazmu odpowiedź, a tutaj figa. Może pozwolę sobie zacytować jego smsa (mam nadzieję, że nie będzie miał mi tego za złe): "No to mamy zgranie, ja dzisiaj do domu wróciłem :P" Tyle w temacie...

Moja droga do Warszawki. Może to pierwszy przystanek w drodze do lepszego życia, w mojej bonanzie..? Sam w obcym mieście pełnym możliwości. Muszę wybrać się Agrykolę! Czemu? Tak sobie wymyśliłem... Może jakiś pojedynek w słońca zenicie? :)

Zdjęcie pochodzi z: aleseriale.pl