środa, 26 sierpnia 2015

RECENZJA #93: Fałszerz / The Forger


Czasem, po obejrzeniu filmu, mam ochotę coś krótkiego o nim napisać. Nazywam to szumnie recenzją, ale to raczej krótka wzmianka. Opinia. Flashback. Dwa dni temu do śniadanka ziornąłem sobie na Fałszerza z 2014 roku. I może obraz ten nie pozostawił mnie ze szczęką na ziemi i efektem wow, ale oglądało się go całkiem przyjemnie.

Zacznijmy od gatunkowego szufladkowania. W Internetach możemy znaleźć informacje, że to film akcji lub nawet thriller, a dla mnie to przede wszystkim dramat. Z elementami akcji, to prawda, ale na pierwszy plan wysuwa się choroba nowotworowa 15-latka, motor napędowy całej historii. Gdyby nie on, tytułowy fałszerz prawdopodobnie nie zgodziłby się na ostatnią robotę związaną z podrobieniem słynnego dzieła Moneta pt. Spacer. Kobieta z parasolką.

Podobają mi się oszczędnie nakreślone relacje trójki facetów z wielopokoleniowej, rozbitej rodziny. Każdy z nich jest takim cwaniaczkiem pokrzywdzonym przez los. Trudno nie polubić Raymonda Cuttera, w którego rolę wcielił się John Travolta. W zasadzie gra on tak samo we wszystkich filmach, ale bawi to niemal identycznie jak w Bez twarzy z '97, za który to obraz John ma ode mnie dożywotni props. Plummer, Sheridian i Spencer też w sumie bez zarzutu. O ile role dwóch ostatnich aktorów nie wydają się wymagać szczególnie dużej dawki inwencji, o tyle posiwiałego Josepha trzeba było zagrać słodko-kwaśno, co się właściwie udało.

Podoba mi się również zręczne operowanie wybranymi motywami: spełniającego życzenia dżina, malarstwa Paula Gauguina i w konsekwencji podróży na Tahiti.

Podoba mi się wreszcie ciut zakamuflowane, nienachalne przesłanie, starające się zasugerować odbiorcy, że każdy z nas może być czyimś bohaterem codzienności.

Podsumowując: spoko filmik. Naturalizm i brak plastiku w kadrach. Nie przeszkadza nawet kiepsko zarysowany światek przestępczy Bostonu i nijaka, słaba postać antagonisty głównego bohatera.

[SPOILER] Całe szczęście, że nie pokuszono się o motyw miłosny między policjantką, a Raymondem. To już by było zbyt hollywoodzkie, tandetnie oczywiste i niepotrzebne. Do tego obowiązkowa zazdrość jej policyjnego partnera, który chce posadzić konkurenta na dołku i agentka Paisler zostaje zmuszona do postąpienia niezgodnie z systemem wartości w imię nowej miłości. #rym Oj dobrze, że nie spieprzyli tego w ten sposób. Może mieli to nakręcone, ale ostatecznie powycinali sceny? Niewykluczone, zważywszy na długość filmu (niewiele ponad 90 minut). [KONIEC SPOILERA]

Nowotwór mógł mnie zabić - jasne, że wiem!
Ale dlaczego czterolatek dostał raka przez sen?
~VNM (834), Efekt Motyla

Materiały pochodzą z: www.obrazy.org i www.seansik.top.

3 komentarze:

  1. Film zapowiada się całkiem ciekawie. Wydaje się nietuzinkowy i chyba ma w sobie "to coś", może obejrzę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło Boziu, Ty chyba czatujesz tutaj na moje wpisy i generujesz połowę ruchu na stronie! Powiedz mi - skąd wziąć więcej takich ludzików :v

      Usuń
    2. Na nic nie czatuję, po prostu, jak wyświetla mi się na pulpicie nawigacyjnym w bloggerze, że napisałeś nowy post, to czytam i komentuję. W końcu po to są obserwacje, żeby wiedzieć, czy ktoś coś napisał :D

      A skąd wziąć więcej takich ludzików? Ja jestem absolutnie wyjątkowy, więc praktycznie nie ma ich więcej, haha. Ale bloga nie od dziś prowadzisz, więc sam wiesz jak promocja wygląda - piszesz u innych, potem inni zaglądają do Ciebie. Czasem trafisz na kogoś spoko, czasem nie. Z tego co pamiętam, tak właśnie mnie wyłapałeś, pod jakimś postem, gdzie wiersz publikowałem :D Pozdrawiam!

      Usuń